RSS

Gro Dahle, Svein Nyhus – Grzeczna

grzeczna-b-iext3788541

Lubie takie niekonwencjonalne ilustracje, dlatego też przyciągnęły moją uwagę. Ta cieniutka książeczka wywołała nie małą burze wśród recenzentów i wcale mnie to nie dziwi. Na wstępie już zaznaczę że nie była to książka dla mojego dziecka a przynajmniej nie w tym wieku. Nie zrozumiał głównego przesłania bez mojego wyjaśnienia, za to nieźle się wystraszył dziećmi wychodzącymi ze ściany jak i samym faktem utknięcia w ścianie. Co raz to częściej powstają książeczki dziecięce, które wzbudzają mieszane emocje wśród rodziców. Kupa siku – Stephanie Blake czy O małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę – Wolf Erlbruch, Werner Holzwarth u co poniektórych mogą wywołać niesmak. Każdy ma swój gust, dzieci również. Do króliczka Henia i zagadki krecika podchodziłam bardzo sceptycznie ale kiedy dałam książeczką szanse mój synek był tak zaciekawiony i rozbawiony, że w końcu się przełamałam. Dzieci mają jednak bardziej otwarte umysły niż my dorośli i to co wydaje nam się tematem tabu dla nich jest zwyczajne i zupełnie normalne. Historia krecika pokazuje dziecku, że zwierzątka robią różne kupki i przede wszystkim, że robią je wszyscy i nie ma w tym nic dziwnego. Nie wszystko co kontrowersyjne jest złe. Czy to samo tyczy się Grzecznej? Ciężko mi się określić. Nie żyjemy w świecie z waty cukrowej ale czy należy już od najmłodszych lat pozbawiać dzieci złudzeń? Mój synek i bez tej książki wie, że jeśli dziecko jest ciche nie oznacza to że chce być wiecznie samo. Nie jest wychowany na przesadnie grzecznego i cichego więc do kogo jest skierowana ta książka? Być może nie jest to pozycja dla nas, ale jestem pewna że znajdzie swoich zwolenników, zwłaszcza starszych.

grzeczna6

Gro Dahle, Svein Nyhus – Grzeczna
tłumaczenie: Helena Garczyńska
tytuł oryginału: Snill
data wydania: 2011
ISBN: 978-83-62566-03-7
liczba stron: 32
oprawa: twarda
wydawnictwo: EneDueRabe

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30/12/2015 w * Literatura dziecięca

 

Agnieszka Stelmaszyk – Hinkul na bezkociej wyspie

file_95342

Sięgając po tą książeczkę byłam przekonana, iż pod tak egzotycznym tytułem skrywa się jakaś zagraniczna produkcja. Jakież było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam polskie nazwisko 😉 Nie ukrywam, że rzadko kiedy sięgam po książeczki polskie. Choć z maluchem mamy kilka polskich autorek które bardzo lubimy to jednak książki norweskie, francuskie,  brytyjskie bądź szwedzkie są tymi po które sięgamy częściej. Moje dziecko odziedziczyło po mnie gust i uwielbia te, tak różniące się od naszych style zarówno w prozie jak i ilustracjach. To nie tak, że nie sięgam po nie celowo, po prostu wybierając książeczki dla dzieci pierwsze czym się kieruje jest oczywiście wrażenie wizualne, jeśli ilustracje mnie nie interesują, wiem też, że nie spodobają się mojemu wybrednemu czytelnikowi. Kilkakrotnie próbowałam pokazywać mu rzeczy powszechnie uznane za dobre a on nie wykazywał najmniejszego zainteresowania. Dlatego też zdaje się na instynkt i w tym przypadku mnie nie zawiódł 🙂 Ilustracje Pani Ewy Nawrockiej są tak urocze, że sama nie mogłam się od niej oderwać. Sama historyjka choć prosta utrzymuje nas w napięciu bo przecież wszyscy chcemy się dowiedzieć czy Hinkul odnajdzie skarb i czym ów skarb jest. To drugie wydało mi się nieco zbyt proste, poczułam lekki zawód bo tak bardzo spodobała mi się ta książeczka, że aż spodziewałam się jakiegoś skomplikowanego finału 😀 Ale mojemu synkowi w zupełności to wystarczyło i przy tym pozostanę. W końcu to pozycja dla dzieci 😉 Książeczka jest barwna i lekka. Czyta się ją z przyjemnością i powinna spodobać się każdemu małemu czytelnikowi. Nie ma w niej dłużyzn ani trudnego słownictwa. Spokojnie polecam ją zarówno małym podróżnikom jak i podróżniczkom 🙂 Na pewno sięgniemy po więcej książek tej autorki 🙂

Agnieszka Stelmaszyk – Hinkul na bezkociej wyspie
data wydania: 2010
ISBN: 978-83-7612-423-0
liczba stron: 32
oprawa: twarda
wydawnictwo: Book House

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30/12/2015 w * Literatura dziecięca

 

Lauren Child – Rusza mi się ząb, ale nie chcę być szczerbata!

charlie-i-lola-rusza-mi-sie-zab-ale-nie-chce-byc-szczerbata-b-iext6124266

Spodobały nam się przygody tego rodzeństwa. U nas także to brat jest starszy a siostra młodsza, choć różnica wieku jest znacznie mniejsza. Jednak dzięki temu zestawieniu bohaterzy stali się nam bliżsi. Ta książeczka tak jak i cała seria jest dowcipna, lekka i przekazuje wartości może nie najważniejsze ale jakże ważne z perspektywy dziecka. Rodzeństwo nie jest idealne, ma swoje wady, bywa uparte i niegrzeczne. To bardzo sobie cenie w książeczkach oraz bajkach dla dzieci. Nie ma sensu wmawiać dziecku, że są na świecie dzieci które słuchają się bez słowa i nigdy nie broją 😉 Osobiście nie popieram także płacenia dzieciom za wypadające mleczaki pod przykrywką Wróżki Zębuszki. To jedno z tych kłamstw, zaraz po bocianach, które uważam za zupełnie zbędne w życiu dziecka. Nie przeszkadzało nam to jednak, dobrze się bawić śledząc perypetie Loli, przerażonej perspektywą utraty swojego jakże cennego mleczaka 😉 W tej części Charlie nie odgrywa zbyt znaczącej roli ale myślę, że nie miało to wielkiego znaczenia dla mojego małego czytelnika. Był zbyt zainteresowany tym, że wypadający ząb to jednak nic strasznego do tego spotyka również inne dzieci 😉 Zawsze to porównanie zdaje swój egzamin i choć jeszcze nie jest to temat aż tak nam bliski to myślę, że dzięki oswajaniu się z nim, później wszystko przyjdzie znacznie łatwiej. Szata graficzna (pochodząca z serialu) jest bardzo charakterystyczna i urzeka mnie swoją prostotą. Ilustracje są zbliżone do rysunków dziecka i to mojemu synkowi przypadło do gustu. Sama historyjka jest ciekawa i polecam ją każdemu maluchowi który zaczyna tracić swoje cenne mleczaki 😉

Lauren Child – Rusza mi się ząb, ale nie chcę być szczerbata!
seria: Charlie i Lola
tłumaczenie: Ewa Rajewska
tytuł oryginału: My wobbly tooth must not ever never fall out
data wydania: 2008
ISBN: 9788372783202
liczba stron: 34
oprawa: twarda
wydawnictwo: Media Rodzina

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30/12/2015 w * Literatura dziecięca

 

Mauri Kunnas – Święty Mikołaj

swiety-mikolaj-E,pd,109685

Święta to czas magii a Święty Mikołaj to postać tajemnicza i intrygująca. Postanowiłam nie odbierać dzieciom tej radości i pozwoliłam sobie na to małe kłamstwo, które przecież wywołało u mnie głęboką urazę skierowaną w moją mamę 😉 Przeżyłam głęboki szok widząc ją kładącą prezenty pod choinkę i po dziś dzień pamiętam ten zawód jaki wtedy poczułam 😉 Cóż, w obecnych czasach moje dzieci na pewno wcześniej dowiedzą się, że Mikołaj nie istnieje, ale cóż to za frajda dostawać prezenty od rodziców? Przecież rodzice kupują coś przez cały rok 😉 Książka ta, choć ciekawa i ładnie zilustrowana ma spory mankament o którym muszę wspomnieć już na wstępie. Korvatunturi to nazwa, którą serdecznie znielubiłam. Przyznam, iż momentami zastępowałam ją zwykłą „górą”, a już na pewno nie prosiłabym dziecka o próby jej powtórzenia. Rozumiem, że w języku fińskim jest to nazwa zupełnie normalna, co nie zmienia faktu, że zepsuło mi to przyjemność czytania na głos. Książka ta, momentami jest nieco zbyt surowa, trudna i dłużąca się dla malucha. Natomiast starszak czułby się znudzony pewnym dziecięcymi wyjaśnieniami. Dlatego ciężko mi określić przedział wiekowy w jakim powinno się po nią sięgnąć. Nie mam nic do zarzucenia samemu pomysłowi. Autorowi udało się wpleść w treść wiele zabawnych anegdot dla rodzica. Do tego ilustrację są dużym plusem. Spróbujcie się nie uśmiechnąć patrząc na skrzaty z brodami zawiązanymi nad głowami 😉 No i które dziecko nie jest ciekawe gdzie właściwie mieszka i czym się zajmuje na co dzień Mikołaj? 🙂 Ciekawa książeczka w okresie świątecznym zwłaszcza, ale raczej na jeden raz.

Mauri Kunnas – Święty Mikołaj
tłumaczenie: Bolesław Ludwiczak
tytuł oryginału: Joulupukki
data wydania: 2007
ISBN: 9788372782328
liczba stron: 48
oprawa: twarda
wydawnictwo: Media Rodzina

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30/12/2015 w * Literatura dziecięca

 

Zdeněk Miler, Hana Doskočilová – Krecik i mama zajączków

42303902152KS

Krecik to bajka ponad czasowa. Cieszy mnie kiedy moje dzieci mając do wyboru taki szeroki wachlarz bajek, sięga po tą jakże wiekową produkcje. Krecik jest uroczy, sympatyczny, po prostu dobry, zwyczajny. Czasem oglądając co nowsze produkcję, nie umiem się odnaleźć w tych hałasie, niemalże przesycie barw i „unowocześnionym” słownictwie. Wiem, że nie uchronię dzieci przed tym jaki świat jest obecnie i zapewne kiedy nie będę miała już większego wpływu na ich zainteresowania zaczną sięgać po mniej wartościowe produkcję. Dlatego nie bronie im nowości ale nie ukrywam iż odczuwam osobistą satysfakcję kiedy bardziej cenią sobie bajki stare, proste ale piękne. Lubimy krecika zarówno w wersji telewizyjnej (moje dzieci potrafią przerwać zabawę bo właśnie jako wieczorynka leci w telewizji Krecik 😀 ) jak i książkowej. Ten tom odkładałam na tak zwane potem, jednak z braku innych pozycji pod ręką uznałam, że dam jej szansę. Dlaczego? Traktuje ona o cudzie narodzin. Niektórzy mogą uznać tę książkę za kontrowersyjną. Dlatego doradziłabym przejrzenie ilustracji zanim po nią sięgniemy. Nam bardzo się spodobała ale co delikatniejsi mogą uznać ilustrowanie porodu za dość dosadne. Ja jestem zdania, że nie ma chyba niczego bardziej naturalnego i nigdy nie pochwalałam opowieści o bocianach przynoszących dzieci. Książeczka jest w lekkim i przystępnym dla dzieci tonie i poza rysunkiem przedstawiającym zajączki wychodzące z pomiędzy nóg mamy nie ma w niej zupełnie nic szokującego dla dziecka. Mojemu synkowi ciężej było pojąć sens zalotów niż poród 😉 Polecam rodzicom którzy nie wiedzą jak się zabrać za temat „Mamo/tato, a gdzie byłem jak mnie nie było?” 😀

krecik-porod

Zdeněk Miler, Hana Doskočilová – Krecik i mama zajączków
tłumaczenie: Andrzej Czcibor-Piotrowski
data wydania: 2002
ISBN: 8388437488
liczba stron: 56
oprawa: twarda
wydawnictwo: Grafag

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30/12/2015 w * Literatura dziecięca

 

Walt Disney – Słonik Elmer

1eq7msnf_5so

Ciężko było mi znaleźć książeczkę Disney’a która nadawałaby się dla młodszych czytelników. Większość z tej serii jakie czytaliśmy wcześniej, była tak długa, że mojemu synkowi ciężko było wytrwać do końca w pełnym zainteresowaniu. Jednak ta okazała się strzałem w dziesiątkę. Bardzo przypadła mi do gustu ta kolorowa książeczka. Być może jest to związane głównie z tym, że w czasach mojego dzieciństwa bajki Disney’a były niemalże magiczne. Oglądane na czarno białym telewizorze raz w tygodniu 😉 Kiedy śledzę nowości razem z moimi maluchami, momentami przytłacza mnie przesyt formy nad treścią dlatego dobrze jest czasem wrócić do tego co być może jest stare, ale wciąż dobre. Sentyment odgrywa tu duża rolę, ale poza nim książeczka ma wiele zalet. Przede wszystkim lekkość słowa i barwność ilustracji przyciągają dziecięce oko ale pod tą barwną otoczką kryje się również ważny przekaz. Nie należy oceniać wyglądu innych, trzeba wierzyć w siebie a niekiedy to co nas wpędza w kompleksy okazuje się być naszym atutem. Moje dzieci są jeszcze za małe na kompleksy aczkolwiek zaczynają odczuwać dyskomfort jeśli coś w ich wyglądzie jest nie takie jak ich zdaniem być powinno. Za długie włosy, kropelka wody na bluzce 😉 Staram się aby z niczym nie czuły się źle i rozumiały różnice pomiędzy rzeczami które możemy zmieć a tymi które będą z nami już na stałe. W książeczce mamy ukazaną sytuację kiedy to słonik jest wyśmiewany przez kolegów i to stało się tematem naszej rozmowy po przeczytaniu całości. Jeśli mój synek zadaje mi pytanie dotyczące treści po skończeniu książki, uznaje to za olbrzymi jej plus. Zawsze staram się przedstawić mu daną sytuacje odnosząc się do czegoś z jego życia bądź bajki którą już widział. Nie należy się bać takich rozmów, dzieci są tak bardzo ciekawe wszystkiego, nawet jeśli nie potrafią tego jeszcze w pełni ubrać słowa. Moim zdaniem lepiej by poznali to wcześniej i od nas, rodziców, niż samemu doświadczali wszystkiego bez żadnego wyjaśnienia kto w danej sytuacji i dlaczego zachowuje się źle. Słonik Elmer (choć ta nazwa kojarzy mi się z poczciwym kolorowym Elmerem autorstwa Davida McKee) to sympatyczna postać, którą polubiłam zarówno ja jak i mój mały czytelnik a urocze ilustracje Disney’a pomimo przemijającego czasu wciąż oczarowują. Polecam, warto ją przeczytać 🙂

Walt Disney – Słonik Elmer
tłumaczenie: Marek Karpiński
tytuł oryginału: Elmer elephant
data wydania: 1999
ISBN: 8323703558
liczba stron: 40
oprawa: twarda
wydawnictwo: Klub Książek Disneya

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30/12/2015 w * Literatura dziecięca

 

10 filmów z przed roku 1990 które powinno się znać

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie ostatnia wymiana maili 😉 Dlatego też postanowiłam stworzyć to jakże subiektywne zestawienie dziesięciu filmów z przed roku 1990 które wpłynęły na mnie, oczarowały, ukształtowały upodobania i zwykle były oglądane po przynajmniej dziesięć razy. Z wiekiem nie mam już na to czasu ale wciąż jeśli jest okazja chętnie do nich wracam. Te jednak to crème de la crème, także bon appétit 😉 Kolejność zupełnie przypadkowa.

The Godfather (Ojciec chrzestny) (1972)

Godfather-poster

Zacznę od klasyki z serdecznymi pozdrowieniami dla Agnieszki która chcąc nie chcąc stała się inspiracją tego teksu a filmu wyżej wymienionego nie oglądała 😛 Cóż, nie powiem, że jest to film dla każdego. Ale bez wątpienia każdy dorosły fan kina kryminalnego znajdzie tu coś dla siebie. Zarówno książkowy pierwowzór jak i ekranizacja są absolutnie fenomenalne i nie wyobrażam sobie bym mogła przejść obok tej pozycji obojętnie. Bez tego filmu nie byłoby Chłopców z ferajny czy chodźby Rodziny Soprano. Ale przede wszystkim jest to film nie tylko gangsterski. Jest to dramat przedstawiający historię rodziny, pokazuje wartości i to które należy cenić i jak wysoko. Walkę o władzę, sławę, pieniądz. Znajdziemy tu miłość, zdradę, szacunek którego próżno szukać w obecnych czasach. Jest to oczywiście również najlepsze przedstawienie organizacji przestępczej i jej działalności w niesamowitej formię z mistrzowskim aktorstwem i muzyką. Och, ach, mogłabym się rozpływać jedynie nad samą muzyką. Kończąc swoje peany powiem jedynie iż gdybym z tej listy miała wybrać jeden film o którym mogłabym zapomnieć to na pewno nie byłby ten. Bez dwóch zdań, zostanie na zawsze w mojej pamięci jako 10/10. Bezbłędny, uczta kinomana.

One Flew Over the Cuckoo’s Nest (Lot nad kukułczym gniazdem) (1975)

Theatrical-Movie-Poster-one-flew-over-the-cuckoo-E2-80-99s-nest-12279895-1009-1500

Tu nie będę się rozpisywać bo każdy kto widział ten wie, a kto nie widział to cóż, powinien się conajmniej wstydzić. Jest to film mocny, pełen emocji w większości wstrząsających nami dogłębnie. Wątpie by ktoś był w stanie obejrzeć go do końca bez wzruszenia. Czytając książkę płakałam i nie wstydzę się do tego przyznać. To chyba najlepszy dramat psychologiczny jaki kiedykolwiek widziałam i nie obejrzenie go uważam za poważny błąd. Dla gry Jacka Nicholsona i koszmarnej Siostry Ratched warto zryć sobie tym filmem psychikę.

Taxi Driver (Taksówkarz) (1976)

taxi-driver-movie-poster-1976-1020170448

Martin Scorsese, Robert De Niro i młodziutka Jodie Foster – czy ten film potrzebuje jakiejś dodatkowej reklamy? Absolutny must watch dla mnie i każdego kto gustuje w dramatach. Nie będę się rozpisywać nad detalami bo to coś co po prostu trzeba obejrzeć samemu i spróbować ogarnąć z możliwie własną interpretacją.

Beetlejuice (Sok z żuka) (1988)

6963162.3

Gdybym była złośliwa napisałabym, że powstał on kiedy jeszcze Tim Burton kręcił dobre filmy ale nie będę złośliwa i powiem jedynie – absolutny kandydat do top 5 czarnej komedii. Nie sposób się na nim nie śmiać, nie wzruszyć a nawet bać, przynajmniej w tamtych czasach kiedy to Beetlejuice pod postacią węża wydawał się naprawdę przerażający. Do tego świetna obsada, gra aktorska, muzyka Dannyego Elfmana i przedewszystkim oryginalność. Próżno szukać czegoś choć odrobinę podobnego. Absolutnie jeden z moich ukochanych filmów które mogłabym oglądać kilka razy pod rząd.

Der Name der Rose (Imię róży) (1986)

the-name-of-the-rose-1986-movie-poster

Och cóź to były za emocję. No bo czy ktokolwiek oglądając ten genialny kryminał po raz pierwszy domyślił się zakończenia i sam rozwiązał zagadkę? Wciąż uwielbiam do niego wracać choć już tak dobrze znam zakończenie. Uwielbiam jego mroczny klimat, gęstą, tajemniczą atmosferę i świetną grę aktorską. Takich filmów już się nie robi 😦

Life of Brian (Żywot Briana) (1979)

20080725204913679_1_original

Musiał się tu znaleźć, bo po prostu musiał 😀 To bez sprzecznie nie jest film dla każdego… Moja mama podejrzewam, stukneła by się w czoło gdyby obejrzała chociaż pięć minut. Ale ja wciąż nie mogę się oprzeć humorowi ekipy Monty Pythona. I podziewiam ich za to jak bardzo nie boją się że ktoś tam na nich czeka po śmierci 😀 But remember to always look on the bright side of life~ 😀

Monty Python and the Holy Grail (Monty Python i Święty Graal) (1975)

1d4712fc1ce655463ccae0c4a43935f3

Skoro jest Brian to i nie mogło zabraknąć Graala 😉 Można by wymieniać tysiące smaczków tego filmu jak morderczy królik, rycerzy Ni, prędkość jaskółki bez obciążenia… Ten film po prostu trzeba obejrzeć 😀 Nie powiem że jest to dzieło na poziomie filmów powyżej ale nie wyobrażam sobie, że miałabym go nie znać. Jeden z tych filmów na których po prostu nie można przestać się śmiać 😉

Breakfast at Tiffany’s (Śniadanie u Tiffany’ego) (1961)

7d4638ab3fff23a4b7b90be405d49d51

I z karykatur przeskok na kino poważne, kino kobiece. Nie jestem wielką fanką tego typu filmów a jednak urzekł mnie do tego stopnia iż nawet mnie to zaskoczyło. Można by śmiało powiedzieć iż film ten stał się inspiracją do znienawidzonego przezemnie filmu Pretty Women, nie znoszę go i nigdy już tego zdania nie zmienie. Tu jednak historia jest nieco inna, bardziej wyrafinowana, pełna smaku i taktu. Uczta dla oczu. Do tego jakże piękna Audrey Hepburn i moje ukochane Moon River Franka Sinatry. Polecam każdemu kto ma ochotę na klasykę która nie charkteryzuję się przerostem formy nad treścią.

Gone with the Wind (Przeminęło z wiatrem) (1939)

przeminelo

Mówcie sobie co chcecie ale ja po prostu uwielbiam ten film 😛 Uwielbiam w nim Vivien Leigh i Clark’a Gable. Nie sposób mi przejść obok niego obojętnie choć być może gdybym obejrzała go po raz pierwszy teraz, miałabym zbyt wiele dobrych melodramatów do porównania.. Nie zmienia to faktu, że pozostaje w moim osobistym zestawieniu top 10 😉 „Pomyślę o tym jutro” a jeśli komuś się to nie podoba to „Frankly my dear, I don’t give a damn.” 😉

Die Unendliche Geschichte (Niekończąca się opowieść) (1984)

the-neverending-story-53c577f34bcf2.jpg

Jakież byłoby moje życię bez tego filmu.. Odtwarzałam go z kasety tak często że praktycznie ją zdarłam 😉 Marzyłam o świecie fantazji, o locie na smoku o magicznych stworzeniach które pomogłyby mi się wyrwać z tego ponurego świata… Bezsprzecznie dzięki temu filmowi zainteresowałam się fantasy. A może to po prostu już gdzieś we mnie tkwiło? Tak czy inaczej to po nim zaczęłam miewać różnego rodzaju fantastyczne sny które nierzadko opisywałam i byłoby cudownie gdybym dotrwała w nich do końca 😉 Jest tu magia, emocje, przepiękny baśniowy klimat. To czego tak bardzo brakuje we współczesnych filmach skupionych znacznie mocniej na formie niżeli na przekazie.. Tym jakże emocjonalnym dla mnie filmem kończę moją listę top 10 i zaznaczam iż wielu filmów tu zabrakło jak np Ghost Busters, Look Who’s Talking, Dangerous Liaisons czy chociażby Kapuśniaczku 😉 Te jednak zostawię sobie do innego zestawienia a już w przygotowaniu mam listę filmów lat 80-90 które wszyscy oglądaliśmy ale wstydzimy się do tego przyznać 😛 Także do przeczytania 😉