RSS

Archiwa miesięczne: Kwiecień 2010

Gary Oldman

Dziś nie znalazłam czasu na opisanie żadnej płyty, ale nie ucieknie, jak sądzę 😉 za to w ramach równouprawnienia tym razem wrzucam zdjęcia „z moich fav” mężczyzn ;D Bo już się nasłuchałam, że same baby i gdzie tu sprawiedliwość 😉 Że uwielbiam Garyego wie każdy kto mnie zna i pewnie każda z tych osób tak samo mocno tego nie rozumie XD Otóż miśki wy moje – moja, tak zwana miłość do pana Oldmana nie opiera się na jego wyglądzie (choć i tak twierdze że jest niczego sobie ;P) i nie jest to „miłość” jaką czują do aktorów nastolatki 😉 Zaczęło się od tego że mnie przerażał, ale za razem nie.. Jakież to intrygujące uczucie, kiedy pierwszy raz zobaczyłam Leon’a i zrozumiałam, że powinnam się bać Garyego.. ale się nie bałam, ba, byłam nim zafascynowana ;D Tak się to wszystko zaczęło i z biegiem lat zaliczyłam praktycznie całą jego filmografię. Nie ma takiej roli, w której by mnie rozczarował. Owszem są te lepsze i te mniej ciekawe, ale każdą warto zobaczyć, bo to Gary 😉 Na dowód tego, że ma w sobie to „coś” wrzucam foty z humorystycznym bonusem, który zwalił mnie z nóg aż płakałam ze śmiechu XDD

Postaci, którym oddałabym dusze (tak, za darmo XD)

Bonus XDDD (zrozumieją tylko ci, którzy oglądali Dark Knight 😉

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30/04/2010 w * Uchwycone

 

Libba Bray – Rebel Angel

Diagnoza: Akademia Spence pustoszeje w okresie świątecznym. Gemma i dziewczęta udają się do swoich rodzin by spędzić ferie w Londynie. Jest to niepowtarzalna okazja towarzyska. Dziewczęta mogą chadzać na bale i być może otaczać się adoratorami. Dla Gemmy jednak święta nie zapowiadają się zbyt radośnie. Jej ojciec wciąż cierpi z powodu utraty żony i tłumi smutek lekarstwami. Do tego brat Gemmy spóźnia się na stacje, z której miał ją odebrać. Jednak w tych dość dziwnych okolicznościach Gemma poznaje tam przystojnego Simona Middletona, któremu przypada do gustu bardziej niż ośmieliłaby się spodziewać. Dziewczęta przytłoczone problemami w ich domach liczą na chwile wytchnienia w Międzyświecie. Jednakże po wydarzeniach ostatniego roku nie jest to już tak bezpieczne miejsce jak poprzednio. Do tego Gemme męczą coraz to bardziej mroczne wizje. Teraz śledzi ją już nie tylko Kartik, który usilnie stara się jej pomóc, ale i tajemnicze bractwo Rakshana zmęczone jej bezmyślnością i brakiem ostrożności. Wkrótce przyjdzie jej dowiedzieć się więcej o przeszłości Kirke, która jest bliżej dziewcząt niż mogłyby się spodziewać. Z początku podekscytowałam się widząc, że książka jest taka gruba i pomyślałam, że tym razem to może jednak uda mi się ją porcjować. Ale zawiodłam się treścią.. Nie chodzi o to, że jest zła, bo bardzo przyjemnie mi się ją czytało, ale jedynka była o wiele żywsza, o wiele bardziej emocjonalna. Pomimo że Gemma dopiero w tym tomie wchodzi w „pewien wiek” jej emocje zdają się osiadać jakby już miała z 30 lat.. Nie podoba mi się wątek z Simonem i domyślenie się, kim jest Kirke było tak prostackie, że nie czułam się trzymana w napięciu. Jednak sporo się w tym tomie dzieje i mamy tu o wiele więcej magii. Lepiej opisany Międzyświat i scena z Makowymi Wojownikami była nawet powiem straszna ;P
Plus: Dokładniejsze potraktowanie tematu Międzyświata i odstawienie na bok tym śmiechowych zasad śmietanki angielskiej. Owszem wciąż sporo się można o tym okresie dowiedzieć (i obśmiać – chociażby to, że przy obcym mężczyźnie nie wolno było zdejmować rękawiczek ;P) ale nie jest to już pierwszy plan. Książka wciąż trzyma klimat i momentami jest tak dramatycznie, że nic nie będzie w stanie oderwać was od czytania. Problemy, z jakimi przyjdzie borykać się dziewczętom nie są prostackie, co też i niesie za sobą głębsze przesłania dla młodszych czytelniczek. Powiedziałabym, że to świetny gotycki romans, ale niewiele w nim tego romansu 😉 Tom ten jest o wiele bardziej kobiecy i jakkolwiek w przypadku pierwszego wierze, że spodobałby się i płci przeciwnej tak przy tym nie jestem już tego taka pewna. Szkoda, że wątek Kartika został sprowadzony na dziwnie poboczny plan. Odnoszę wrażenie, że autorka nie chciała aby jej czytelniczki dostały to, czego chcą 😉 Cóż drażni się pani z nami pani Libbo.. ale przez to jestem w stanie domyślić się jak ten temat zostanie zakończony :p Mimo wszystko będę liczyć na pozytywne zaskoczenie 😉 No i intryga się zagęszcza.. aż nie mogę się doczekać, co nabroi w części 3, ostatniej 😉
Ocena: 3/5

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30/04/2010 w * Przeczytane

 

Tagi: , ,

Libba Bray – A Great and Terrible Beauty

Sięgnęłam po książkę Libby z dość prostych powodów 😉 mianowicie w 4 tomie Zmierzchu była zakładka reklamująca serie „Po zmierzchu” 😛 a że byłam z bratem w Empiku… XD Sama pewnie bym się nie skusiła, sknera ze mnie 😉 Przede wszystkim uważam, że to błąd porównywać te dwie autorki. Libba pisze zupełnie inaczej i momentami ciekawiej.. No i nie ma tu wampirów, ale za to jest magia 😉 To, że w książce występuje wątek fantastyczny, drodzy wydawcy, nie znaczy, że należy wrzucić ją do jednego wora z wampirami ;P Choć niewątpliwie jest to również literatura młodzieżowa.

A Great and Terrible Beauty

Diagnoza: 21 czerwca 1895 Indie, Gemma Doyle obchodzi szesnaste urodziny. Choć pochodzi z dobrze sytuowanej angielskiej rodziny, nigdy nie widziała swojego kraju. Dlatego też i jej charakter w niczym nie przypomina układnych panienek, których jedynym zadaniem jest wyjście dobrze za mąż i urodzenie syna. Uparta i krnąbrna marzy o tym by zobaczyć Londyn i tak jak jej rówieśniczki uczęszczać do szkoły, poznać towarzystwo, które wprowadziłoby ją na salony. Nie spodziewa się jednak, że trafi tam w wyniku rodzinnej tragedii. Samotna, nie znając nikogo ani nie bardzo orientując się w zasadach trafia do szkoły dla dziewcząt gdzie przyjdzie jej nauczyć się działającej tam hierarchii wśród uczennic. Dręczące ją poczucie winy i mroczne wizje wcale nie poprawiają sytuacji. Wkrótce przyjdzie jej poznać mroczny sekret swojej matki, który na zawsze odmieni jej życie. Ta książka zafascynowała mnie do tego stopnia, że nie chciałam jej za szybko skończyć. Dlatego też wydzielałam sobie po trzy rozdziały (krótkie) dziennie.. Oczywiście nic mi z tego nie wyszło, bo za bardzo byłam ciekawa, co dalej ;D Libba oczarowuje.. Świetny gotycki klimat, trochę magii, trochę tajemnicy, trochę wiktoriańskich realiów. Sama postać Gemmy jest wyjątkowo ciekawa, nie jest to jakaś ciapa, która przewraca się pięć razy zanim podejdzie do krzesła, ale nie jest też osobą, której się wszystko udaje. Literatura dla dziewcząt, ale myślę, że facet też spokojnie by ją mógł przeczytać, bo wciąga i jest wyjątkowo przyjemnym czytadłem 😉
Plus: Postać Kartika stanowi bardzo ciekawy kontrast i dodaje nieco egzotyki 😉 Podoba mi się przede wszystkim to, że pani Bray nie zrobiła z tego romansu. Owszem, są takie fragmenty, do których w moim wieku można się uśmiechnąć 😀 Ale ogólnie książka bardziej opowiada o przyjaźni, magii, tajemnicach.. Intrygujące przedstawienie manier, zasad i życia w tym okresie w Anglii. Dużym plusem jest też realność relacji między dziewczętami. Nie są one przyjaciółkami na śmierć i życie, są między nimi zgrzyty i wszystko to sprawia, że kupujemy tę historię. Do tego autorka trzyma się lekkiego stylu, który pozwala pochłaniać literki nie mogąc się doczekać ciągu dalszego. Nie ma w tej książce scen pozbawionych sensu a klimat momentami wywołuje przyjemne ciarki 😉 Musze jeszcze dodać jako ciekawostkę, że okładka jest po prostu rewelacyjna. Dawno nie widziałam tak wysmakowanej okładki 😉 Zwłaszcza, że oddaje w pełni klimat książki. Gratulacje dla Trish Parcell Watts!
Ocena: 4/5

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30/04/2010 w * Przeczytane

 

Tagi: , ,

Filmy 2010 #4 (do poprawki)

Taak, taki piękny dzień a ja w domu.. Ale to, dlatego że odkładałam generalne porządki od dwóch tygodni i obiecałam sobie, że przed weekendem majowym zrobię to już na bank 😛 tak, więc pachnę cytryną i kurzem 😉 we włosach mam jakieś pajęczyny.. ale przerwa należy się każdemu, więc w ramach odprężenia – herbatka cynamonowo-pomarańczowa i piszemy.. Tym razem filmy poważne albo raczej traktujące o poważnych sprawach ;P

Big Fish

Powód: Jeden z niewielu filmów Tim’a Burton’a których nie widziałam, należało to naprawić 😉
Diagnoza: Od dawna chciałam obejrzeć ten film, ale jakoś nigdy nie było okazji. Przegapiłam go, kiedy był w kinach.. a raczej w tamtym okresie nie miałam ambicji na obejrzenie wszystkiego, co stworzył Burton. Teraz mam. Obejrzałam i jestem zachwycona 🙂 Niewątpliwie nie jest to film dla każdego i nawet go nie będę polecać ;P A to, dlatego że w swej prostocie jest trudny i ciężkawy. Daje jednak do myślenia a Burton ten jeden jedyny raz nie pogrąża się w mrokach a wręcz przeciwnie.. żywe barwy fantazji oczarowują.
Plus: Rola Heleny Bonham Carter, zarówno jako wiedźmy jak i Jenny, kiedy to wygląda chyba ten jeden jedyny raz ładnie, choć reżyseruje Burton ;P Brak Johnnyego.. Tak, ja wiem, że to jest fantastyczne trio, ale czasem warto odejść od standardowych rozwiązań ot chociażby dla powiewu nowości ;P Muzyka! Gorąco polecam soundtrack, który po prostu musze mieć w swojej kolekcji. A zwłaszcza piosenkę, Pearl JamMan of the hour.

Breakfast at Tiffany’s

Powód: To kolejny film, który „od zawsze chciałam zobaczyć”.
Diagnoza: I znów oczarowanie. Nie jestem wielką fanką starych filmów, choć przecież połowę dzieciństwa spędziłam na oglądaniu właśnie takich. Jednak są takie perełki, które potrafią mnie wciągnąć bez reszty. To jest jeszcze sztuka a nie zwykła komercyjna papka, która ma dotrzeć do jak największej liczby odbiorców. Historia nie jest skomplikowana, ot dziewczyna do towarzystwa i utrzymanek zawierają przyjaźń, która ich odmienia 😉 Nie jest to film, przy którym nie musisz myśleć i to się chwali 🙂
Plus: Oczywiście Audrey Hepburn.. Jest niesamowita 🙂

Conversations with Other Women

Powód: Helena Bonham Carter, spodziewaliście się innej odpowiedzi? XD
Diagnoza: Wspaniały! Jest to film bardzo nisko budżetowy.. dzieje się w sumie w trzech pomieszczeniach. Polega głównie na dialogu dwójki osób.. I ekran przez całość jest przedzielony na pół 😉 Więc jeśli nie lubisz takich rzeczy, nie tykaj 😉 Ja obejrzałam jak zaczarowana a to, dlatego że tego typu zawiłości i spotkania po latach nie są dla mnie obcym tematem.. Co byś zrobił gdybyś spotkał swoją pierwszą miłość na jakimś weselu..? Dla mnie film rewelacyjny, dla kogoś, kto nie przeżył pewnych rzeczy pewnie byłyby totalnie nudny.. To też nie film dla rozrywki 😉
Plus: Helena jest tu tak śliczna, że polecam to każdemu, kto choć przez chwile myślał, że ona już nie umie pięknie wyglądać. Moment, w którym rozpuszcza włosy dosłownie wywołał u mnie głośne westchnienie. Ona potrafi być piękna.. Była jak laleczka, kiedy zaczynała kariera a teraz jakoś nieszczególnie o to dba, zupełnie nie rozumiem, dlaczego 😦 Ale w tym filmie jest po prostu fantastyczna 🙂

Curious Case of Benjamin Button

Powód: Długo nosiłam się z tym filmem.. Miałam nawet iść na niego do kina.. Ostatecznie obejrzałam go zaraz po Fight Club coby mieć nadmiar Brada Pitta z głowy 😉
Diagnoza: Pierwszą reakcją po obejrzeniu filmu było „wow”. Później przyszły przemyślenia.. Oczywiście sama historia jest świetna i chociażby przez to warto sięgnąć po tę pozycję. Jednak gra aktorska pozostawia wiele do życzenia.. Nigdy nie lubiłam Brada i nie rozumiałam, co ludzie w nim widzą (w tym moja mama, która ciągle się ze mną o niego wykłóca XD). Nawet Cate Blanchett nieszczególnie mnie tu zachwyciła.. Całość jest jakaś taka stonowana.. zbyt ociężała..
Plus: Po obejrzeniu filmu autentycznie czułam się stara.. Czułam cały ten czas przepływający przez moje palce i świadomość tego, że pewne chwile już nie wrócą. Nakłonił mnie do głębokich myśli a to rzadkość, jeśli chodzi o filmy ostatnich lat..

Ed Wood

Powód: Kolejny film Burtona, którego nie widziałam.
Diagnoza: Przepraszam, ale ja nie uważam by był to najlepszy film, jaki nakręcił Burton. Być może jest to genialna biografia Ed Wood’a.. Być może ma to w sobie głęboko ukryte przesłania, ale.. No właśnie, ale. Owszem film jest dobry, wciągający i gra aktorska też świetna (sporo miałam ubawu z tak młodego Johnnyego ;D). Ale czy to takie powalające? Ot historia człowieka, który wyraźnie nie rozumiał, że nie potrafi kręcić filmów. Nie wiem, może jestem nieczuła, ale nie urzekła mnie ta historia 😉
Plus: A bo ja wiem.. Najbardziej podobała mi się postać Bela Lugosi genialnie zagrane 🙂

Elegy

Powód: 1. Kolejny film, na jaki chciałam iść do kina i teraz już nie pamiętam, czemu tego nie zrobiłam. 2. Penélope Cruz.
Diagnoza: Mocna rzecz. Kolejny film, po którym czułam się stara XD no może nie zupełnie aż tak stara jak główny bohater, ale … Film traktuje o związku znanego krytyka teatralnego z jego młodą studentką. O jego fascynacji nią w stopniu niekoniecznie seksualnym. Film bardzo refleksyjny.. Kiedy go obejrzysz nie poczujesz się podniesiony na duchu 😉
Plus: Ben Kingsley jego gra aktorska zawsze mnie oczarowuje 🙂 Jestem w stanie wyobrazić sobie go jako mężczyznę intrygującego i pociągającego, mimo wieku 😉 Przy okazji film jest ekranizacją powieści „Konające Zwierzę”, którą wyszperałam tak zakopaną w Empiku, że aż wstyd! był na niej kurz! sprzątajcie tam do jasnej ciasnej! XD

Fight Club

Powód: 1. Niesamowicie wysoka pozycja na filmwebie. 2. Helena Bonham Carter.
Diagnoza: Ten film wymiata 😛 I nie mówię tego, dlatego że inni tak mówią, bo jak widać obejrzałam go wyjątkowo późno i znowu ominęła mnie moda, nie żałuje 😉 Bo podeszłam do niego wyluzowana i nieuprzedzona tym, co zobaczę. Po pierwsze film był dla mnie wyjątkowo osobisty, bo ja doskonale wiem jak to jest cierpieć na bezsenność. Kiedy dzień miesza ci się z nocą i kiedy właściwie zaczynasz odczuwać lekki obłęd aż wszystko staje się płytkie szare i bezsensowne. Co prawda nie spotkałam jeszcze z tego powodu Brada Pitta, ale mam nadzieje, że tak właśnie pozostanie XD Poza tym które z nas nie kryje w sobie tej małej wyjątkowo wku… cząsteczki, która czuja się z lekka zawiedziona tym całym życiem, które przecież nie tak miało wyglądać. Mieliśmy być piękni, dorośli i bogaci. Mieć prace, mieszkanie, rodzinę i wszystko miało mieć jakiś sens.. Czyż nie?
Plus: Gra aktorska całej trójki. Helena wymiata i zamiata ;P Pasuje do tej roli tak idealnie, że nie sposób wyobrazić sobie tam kogokolwiek innego. Jak nie lubię Pitta tak tutaj gra rewelacyjnie i zostaje bezsprzecznie jedynym z moich ulubionych czarnych charakterów 😉 No i Edward Norton.. Ja wiem, że on ma ciągle jeden i ten sam wyraz twarzy, ale i tak jest dobrym aktorem i jakoś tak mam do niego sentyment 😉

Godfather

Powód: Po przeczytaniu książki postanowiłam obejrzeć po raz 20 i sprawdzić różnice.
Diagnoza: Czy ja musze w ogóle pisać o tym jak dobry jest ten film? Po prostu jest i już XD jak się komuś nie podoba to i tak go nie przekonam a tym, którym się podoba nie ma sensu dołączać moich osobistych przemyśleń 😉 A ja jak zwykle wzruszyłam się śmiercią Sonnyego 😛 I jak zwykle żal mi było Kay 😉 Ah no i musze powiedzieć, że oglądanie ich wszystkich tak młodych i jeszcze pięknych wzbudza sporo sentymentu 😉
Plus: Cały film XD no dobra, uwielbiam tu Al’a Pacino po prostu uwielbiam 🙂

Immortal Beloved

Powód: Nie wiedzieć, czemu zupełnie zapomniałam, o czym był ten film.. A ponieważ Gary Oldman to moja wieczna miłość.. xD postanowiłam sobie przypomnieć 🙂
Diagnoza: Film jest świetny, co tu dużo gadać, głównie przez grę Garyego 😛 Oczywiście historia nie jest prawdziwa, przedstawia jedynie domysły na temat „Mojej wiecznej miłości”, do której Beethoven zwrócił się w swoim testamencie. O kogo chodziło? kto to wie.. pewnie owa wieczna miłość 😉
Plus: Muzyka.. oj tak.. muzyka.

Inglourious Basterds

Powód: A jakoś tak pomyślałam, że jako fanka Quentin’a Tarantino powinnam to obejrzeć XD
Diagnoza: Ten film jest naprawdę dobry! może nie tak rewelacyjny jak Pulp Fiction, na którym się wychowałam (tak, miałam bardzo intrygujące dzieciństwo XD) ale to jest właśnie prawdziwy Quentin, jakiego uwielbiam! Historia jest oczywiście wymysłem (choć patrząc na inteligencje niektórych pewnie byli gotowi uwierzyć, że właśnie tak skończyła się II Wojna Światowa XD) ale za to jakim! Postać Hansa Landy jest genialna 😉 Sama pierwsza scena.. ah.. już nigdy nie wypije mleka nie myśląc o niej XD Ja byłam oczarowana, ale nie wątpię, że nie każdemu by pasowało takie w pewnym sensie naruszanie świętości. Bo temat wojny to świętość, nie wolno się z niego śmiać, nie wolno nic wymyślać.. Bo przecież tam ginęła masa ludzi. Oczywiście, że zginęło mnóstwo ludzi i nikt się tu z tego nie śmieje. Po prostu przedstawia historie, która miała szanse się zdarzyć, ale jakoś nikt na to nie wpadł 😉 Nie uważam by Tarantino naruszył świętość. Nie uważam by historia była w jakimkolwiek stopniu obraźliwa. Jest to po prostu fikcja, fikcja, która warto zobaczyć, bo to odrodzeni Tarantino, na które tak długo czekałam. Ostrzeżenie – jest tam naprawdę sporo brutalnych scen, więc jeśli nie jesteś w stanie oglądać skalpowania, nie oglądaj dla własnego dobra 😉
Plus: Christoph Waltz i Mélanie Laurent! 🙂

Little Ashes

Powód: 1. Salvador Dali to mój ulubiony malarz. 2. Chciałam sprawdzić jak poradził sobie z tą rolą Robert Pattinson.
Diagnoza: Przyznam się bez bicia, że były w tym filmie sceny, które zwyczajnie przewinęłam, bo jakkolwiek jestem tolerancyjna tak niekoniecznie chce oglądać sceny homoseksualne. Dlaczego? Bo pewnie już nigdy nie spojrzę na heteroseksualne sceny Pattinsona tak samo xD nie no nie chce tu wyjść na jakiegoś homofoba.. po prostu sceny miłosne w filmach to nie dla mnie. Po pierwsze wiem, że są sztuczne, więc nie ruszają mnie na płaszczyźnie emocjonalnej a po drugie do scen hetero człowiek przywykł, bo są praktycznie, w co drugim filmie. Ale sceny homo.. cóż.. Te były wyjątkowo emocjonalne z racji, niepogodzenia się z własną naturą a przez to czułam się źle oglądając je, jakbym komuś robiła krzywdę. Nie lubię, kiedy film robi mi coś takiego z głową.. Sama historia jest oczywiście jedynie spekulacją tego, co działo się miedzy Salvadorem a Federico García Lorca. Poeta był w nim zakochany, ale Dali nie odwzajemniał tego uczucia. A raczej nie godził się na związek homoseksualny, choć bez wątpienia byli przyjaciółmi ze szkolnych lat. Nie wiem czy film należy traktować jako prawdziwy.. W życiu sporo naczytałam się o Dalim w tym jego biografie i wiele wiele prac na jego temat.. Więc czy warto? Tylko dla wytrwałych, bo nie jest to ani rozrywka ani nie daje do myślenia. Ot próba przedstawienia początków tego jakże ekscentrycznego człowieka.
Plus: Gra Pattinsona, tak tak, powiedziałam to XD Byłam w szoku jak dobrze to zagrał. Spodziewałam się, że da ciała (kaszl XD) a tu takie przyjemne zaskoczenie.. Wychodzi na to, że dobrze mu się gra nie do końca normalnych 😉 Cóż.. z talentem się nie dyskutuje XD

Man Who Cried

Powód: I ostatni już na tej liści film, który „chciałam zobaczyć od dawna” a to z wielu powodów, choć głównie chodziło o obsadę.
Diagnoza: Christina Ricci, Cate Blanchett, John Turturro i Johnny Depp.. musze coś dodawać? 😀 Tak, film jest ciężkawy.. Ale w końcu mówi o wojnie.. a raczej nie bezpośrednio, bo przedstawia losy młodej żydówki w tym jakże niebezpiecznym dla nich okresie. Niektórzy mówią, że postaci są tu przerysowane, ale ja się nie zgadzam.. Wszystko jest tu niemal jak zaczarowane i choć można by nakręcić z milion takich historii to ta ma w sobie to coś, co trzyma cię przed ekranem telewizora, bo czekasz, chcesz wiedzieć, że to wszystko skończyło się dobrze.. Mając świadomość, że tak wielu ludzi przeżyło podobne albo o wiele gorsze sytuacje pozostaje nam jedynie popłakać i liczyć na to, że historia nie zatoczy koła, ponownie.
Plus: Muzyka.. Kolejny soundtrack, który uwielbiam 🙂 Johnny jako cygan to mój taki wyjątkowo osobisty plusik XD

Queen

Powód: Od dłuższego czasu interesuje się historią anglii, sporo czytam, ale i też oglądam. Co prawda jest to historia współczesna, ale i tak uznałam, że warto chociażby ze względu na peany na cześć Helen Mirren.
Diagnoza: Film opowiada o wydarzeniach towarzyszących śmierci Lady Diany tyle, że przedstawia tą historię oczami królowej Elżbiety. Nigdy nie patrzyłam na to od jej strony ani nie myślałam jak ona się z tym wszystkim czuła. Ludzie byli zrozpaczeni, że umarła księżniczka, która przecież wcale nie chciała nią być blabla, męczennica blabla.. Mam na ten temat własne przemyślenia i choć oczywiście jest mi jej bardzo żal to przede wszystkim wcale nie było tak, że nie chciała.. Poza tym sama uwielbiała ustawki zdjęciowe.. I nasr.. we własne gniazdo. Nie należy żadnej historii oceniać wyłącznie od jednej strony, dlatego warto obejrzeć ten film i przekonać się, że każdy kij ma dwa końce, ot tak, po prostu 😉
Plus: Faktycznie Helen Mirren jest tu rewelacyjna. Powiem nawet, że po obejrzeniu serialu Monarchia gdzie mamy okazje oglądać prawdziwą Elżbietę i jej życie oraz obowiązki, dobrze utrwalił mi się wizerunek królowej. Mimo to uległam niesamowitemu złudzeniu, że Helen Mirren to nie Helen Mirren tylko sama Elżbieta XD gratuluje jej tej roli, nawet gesty były identyczne z gestami królowej.. Ponoć była tak przekonywująca, że ludzie przy niej zachowywali się z szacunkiem tak jakby mieli przed sobą oryginał XDD

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30/04/2010 w + Obejrzane

 

Mila Kunis

Pamiętam, że kiedy zaczęłam oglądać That ’70s Show to właśnie Jackie Burkhardt była najbardziej irytującą postacią z nich wszystkich.. Mijały jednak odcinki i sezony a Jackie stała się jedną z moich ukochanych postaci, bez której po prostu nie wyobrażam sobie tego serialu ;D Chyba tylko ona jedna nie spsuła się z biegiem czasu.. Teraz uwielbiam Mile, bo pomijając oczywisty fakt, że jest śliczna to jest w niej coś, co sprawia, że wszystko, w czym zagra ogląda się z przyjemnością 😉 Być może nie jest super zdolną aktorką, ale ma to „coś” a to mi wystarczy w jej przypadku ;P Przeglądając jej zdjęcia przypomniała mi się scena, w której Hyde i Eric wyobrażali sobie Jackie bez głosu.. xDDD

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 28/04/2010 w * Uchwycone

 

Damien Rice – O

01. Delicate
02. Volcano
03. The Blower’s Daughter
04. Cannonball
05. Older Chests
06. Amie
07. Cheers Darlin’
08. Cold Water
09. I Remember
10. Eskimo
11. Prague
12. Silent Night by Lisa Hannigan

No i miało być, co innego ;P ale na specjalną prośbę mojej drogiej kuzynki zabiorę się za temat Damiena 😉 Cóż, chciałam go uniknąć by nie popaść tu w słowotok, którego mogę, prawdę powiedziawszy, nie okiełznać 😀 A to dlatego że Damien stał się dla mnie swego rodzaju świętością muzyczną 😉 Moja przygoda z jego muzyką zaczęła się dość dziwnie.. A dokładniej to od epizodu Lost.. tak.. to tam po raz pierwszy usłyszałam kawałek Delicate. Była to scena, w której Hugo siedzi na plaży i słucha discmana, muzyka nagle się urywa i można odnieść wrażenie, że coś popsuło się w tv a to po prostu padły baterie XDD Anyway już wtedy pokochałam ten kawałek i maglowałam go miliony razy, ale jakoś mi przez myśl nie przeszło żeby posłuchać całego albumu. Ten sam kawałek usłyszałam też w serialu Alias.. Inne kawałki Damiena także dało się usłyszeć w filmach bądź serialach. Ot chociażby Older Chests w House MD. Czy też 9 crimes z drugiej płyty w Shrek 3 😉 Jednak trzeba było by WheeSung zaśpiewał The Blower’s Daughter, abym sięgnęła po całość ;D Która bezsprzecznie stała się esencją mojego życia. Mogłabym tu pisać godzinami jak wspaniała jest muzyka Damiena, ale wiem, że nie dotrze ona do każdego. Jego bezsprzecznym atutem jest niekomercyjność. Teksty pisane życiem zawsze były najlepsze.. A jego teksty nie są prostackie.. Muzyka, tekst i barwa jego głosy nie raz wywołał u u mnie ciarki na plecach. Jego muzyka jest niesamowicie emocjonalna… a to z kolei sprawia, że nie sposób się od niej oderwać. Słyszałam teorie, że smuci, no cóż życie ogólnie nie rozwesela jakby się nad tym zastanowić 😉 Ale tak, jeśli szukasz rozrywki to nie jest muzyka dla Ciebie. Rice tworzy ucztę dla duszy, coś jak poezja śpiewana tyle, że tutaj muzyka opowiada historie.. Można przyłapać się na tym, że słuchając myślisz „cholera, przecież to o mnie”.. ot, jacy powtarzalni jesteśmy 😉 Sam Damien jest naprawdę rewelacyjnym człowiekiem a przynajmniej takie sprawia wrażenie 🙂 Jego koncerty są wyjątkowe, bo lubi nawiązywać kontakt z publicznością.. Np poprzez opowiadanie jak doszło do tego, że napisał ten i ten tekst.. Wszystkie te jego opowieści są tak niesamowite i śmieszne, że nie sposób napisać o nich w kilku zdaniach 😀 Wróćmy jednak do samej muzyki.. Jak już wspomniałam zaczęło się od Delicate, które samo w sobie być może nie jest jakimś super genialnym kawałkiem.. Mimo to lubię go bardzo i mam pewien sentyment ze względu na jego pierwszeństwo.

We might live like never before
When there’s nothing to give
Well how can we ask for more
We might make love in some sacred place
The look on your face is delicate

The Blower’s Daughter to moja wielka miłość.. uwielbiam ten kawałek i mogłabym go słuchać godzinami. Pamiętam jak puszczałam sobie teledysk na pętli i nie raz sama piosenka wycisnęła mi łzy z oczu 😉 Jeśli zaś chodzi o oczy to szaleństwo Damiena w teledysku jest rewelacyjne 😀 I szept na końcu.. jakże to prawdziwe 😉

And so it is
Just like you said it would be
Life goes easy on me
Most of the time
And so it is
The shorter story
No love, no glory
No hero in her skies

Cannonball to mój tak zwany theme song ;D Kilkakrotnie zastanawiałam się, jaką piosenką bym była gdybym była piosenką (wiem, dziwna jestem, nie musicie mi przypominać xD) i oczywiście pozostaje przy pierwotnej wersji, czyli Roads by Portishead. Ale gdyby tamtej nie było to bezsprzecznie byłabym Cannonball 😉 Naumiałam się nawet grać ją na akustyku i śpiewać.. co zakończyło się moim osobistym nagraniem, którym z nikim się nie podzielę, bo nie XD

Stones taught me to fly
Love, it taught me to lie
Life, it taught me to die
So it’s not hard to fall
When you float like a cannonball
(…)
Its not hard to grow
When you know that you just don’t know

Mogłabym tu opisać całą resztę na czele z emocjonalnym Amie, refleksyjnym Cold Water, dołującym Cheers Darlin’ itd.. Ale uważam, że podejść jest zapewne tak wiele jak słuchaczy. Nie znajduje słów, jakimi mogłabym zachęcić do Damiena, choć jestem dumna z tego, że zaraziłam nim parę osób 😉 Dlaczego tak trudno do niego zachęcić? Bo jak już powiedziałam nie jest to muzyka dla każdego.. Nie jest to muzyka na każdy nastrój.. Mimo to wierze, że każdy, kto choć trochę podziela moje zainteresowania powinien dać mu szanse 🙂 Jak dla mnie jest muzycznym objawieniem, jakiego było mi trzeba.. światełkiem w tunelu, które niejednokrotnie pomogło mi przetrwać ciężkie chwile. Za wszystkie głębokie myśli i łzy panie Rice, chyle czoło 😉

 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 28/04/2010 w * Przesłuchane

 

Tagi:

Terry Pratchett – Thief of Time

Diagnoza: Luubie ten tom 😀 Po pierwsze jest w nim Suzan XD czego chcieć więcej? ;P Po drugie bardzo ciekawa akcja i znów dowcipne dialogi, które tak u tego autora uwielbiam 🙂 Wątek, w którym starał się przedstawić naturę czasu był dla mnie ciut zagmatwany, ale ukazany w zjadliwej formie, co bardzo mnie cieszy 🙂 Podejrzewam, że nie dowiemy się jak rozwinęła się “znajomość” Suzan z Lobsang’iem, ale to mogłoby być ciekawe ;D Audytorzy znów próbują wpłynąć na los świata. Tym razem zlecają młodemu zegarmistrzowi Jeremy’emu, wykonanie zegara doskonałego. Jeremy nie ma jednak pojęcia o tym, że kiedy tylko uruchomi zegar uwięzi w nim czas a tym samym doprowadzi do Apokalipsy. Śmierć nie mogąc ingerować osobiście, zrzuca ten obowiązek na barki swojej wnuczki Susan. Sam zaś szykuje się na stawienie w miejscu ostatecznego sądu nad życiem – oczekując Apokalipsy. Susan chcąc nie chcąc musi zmierzyć się z Audytorami i rozwiązać sekret Czas, który skrywa Niania Ogg – najbardziej doświadczona akuszerka na Dysku 😉 W tym samym czasie (xD) dwóch Mnichów Historii (a właściwie to Zamiatacz, Lu-Tze i jego podwładny Lobsang) wyruszają na ratunek świata, historii i czasu 😉
Plus: Lu-Tze!! Pomimo że uwielbiam Suzan i tak czekałam aż wreszcie skończy się jej wątek żeby znów był Lu-Tze XD Igor, to była moja pierwsza książka z Igorem i przyznam, że po paru linijkach jego seplenienia czytałam to tak jakby było napisane zupełnie normalnie 😀 Idea dziedziczenia w rodzinie Igorów powalająca XDD Całość może wydać się ciutkę skomplikowana, wszak trzeba momentami poważnie pomyśleć zanim zrozumie się, czym właściwie zajmują się Mnichowi Historii 😉 Mimo to zarówno postać Lu-Tze jak i rozsądne podejście Susan oraz nieudolne próby Audytorów w stworzeniu istot doskonałych, są przezabawne i chol… inteligentne 😉 Ta książka dała mi nadzieje na przyszłość, bo po Carpe Jugulum obawiałam się, że Pratchett pozostanie już przy logice i powadze. Tymczasem udowodnił, że wciąż potrafi połączyć to z wyśmienitym humorem. Oby tak dalej! 🙂
Ocena: 5/5

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 28/04/2010 w * Przeczytane

 

Tagi: , ,