RSS

Anne Rice – Blackwood Farm

26 Maj

Diagnoza: Przyznam, że czytałam tą książkę lekko już zmęczona Kronikami Wampirów i do tego przeziębiona, co mogło znacznie wpłynąć na mój odbiór. Po dość specyficznym stylu, jaki przyjęła pani Rice w poprzednich książkach ciężko było mi z początku przestawić się na to, co zaprezentowała poprzez tę książkę. Posiadłość Blackwood jest historią Tarquina Blackwood, młodziutkiego wampira, który udaje się do Lestata z prośbą o pomoc. Staje się to okazją do opowieści o jego życiu (jak to już pani Rice ma w zwyczaju) i to nie byle opowieści, bo rozpoczynającej się od jego narodzin. Takie coś nie miało miejsca w poprzednich książkach. Mimo wszystko zawsze przeważał wątek wampiryzmu. Nawet w Merric, która teoretycznie też przez większą część skupiona była na życiu śmiertelnym, było tego wampiryzmu więcej. Ta książka wydała mi się inna przez ten ludzki czynnik. Fakt, mamy tu zjawisko duchów i wielkich czarowników z rodu Mayfair. Nie przeczę, że jest też wątek wampiryczny.. Jednak ciężko było mi nie odnieść wrażenia, iż postać Tarquina była ukłonem w stronę syna autorki, który również miał problemy natury preferencyjnej. Pani Rice ma talent to zanudzenia mnie na amen początkiem i wciągnięcia bez reszty w połowie książki. Zaczęłam się do tego powoli przyzwyczajać, że potrzeba czasu i stron, aby polubić jej książkę. Nie powiem, że była to książka zła gdyż bez wątpienia był to powiem nowości. Tarquin wszak nie jest starym wyjadaczem, koneserem sztuki.. jest młody, jest dzieciakiem.. odbiera świat całkiem inaczej niż poprzedni bohaterowie kronik. Jego historia czasem nudzi, czasem porywa na godziny. Koniec jednak zawodzi.. nie chciałabym tu zdradzać, co dzieje się na końcu, dlatego też powiem jedynie, iż odniosłam wrażenie jakby autorce zabrakło czasu, stron, energii..? czegoś jej wszak zabrakło skoro to, co wydawałoby się najważniejsze opisała na zaledwie paru stronach i potraktowała tak po macoszemu, że można by pomyśleć, że czekało się tyle czasu na darmo.
Plus: Spodobała mi się postać Tarquina. Jest taki lekki w odbiorze.. nie ma swoich dziwactw jak cała reszta 😉 Choć ma też i swoje mroczny strony (np. Monę która jako postać zupełnie mi się tam nie podoba.. jakaś stuknięta nimfomanka i nic poza tym..) przedstawia głównie dobre strony człowieczeństwa 😉 Przyznam, że w pewnym momencie musiałam sobie rozrysować drzewko rodu Blackwood bo wszystko to było z lekka skomplikowane ;P Mimo to był to wyjątkowo udany temat, choć należy zaznaczyć – dość smutny, jeśli nie tragiczny. Gdyby nie koniec, uznałabym tą książkę za jedną z lepszych w bibliografii pani Rice. Choć zaznaczam, że jest wyjątkowo niewstrzelona w temat wampiryzmu 😉
Cytat: „A książki… to źródło nadziei, wszechświaty otwierające się między okładkami: wpadając w nie, jesteśmy uratowani.”
Ocena: 3/5

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26/05/2010 w * Przeczytane

 

Tagi: , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: