RSS

Michael Bublé – Michael Bublé

28 Maj

Słów kilka od Ann: Znów mam przyjemność zamieścić recenzje eevee 🙂 Dziś jednak z braku wolnego czasu nie moge zaprezentować nic więcej. Tym bardziej polecam uważne przeczytanie tekstu poniżej, warto 🙂

01. Fever
02. Moondance
03. Kissing a fool
04. For once in my life
05. How can you mend a broken heart
06. Summer wind
07. You’ll never find another love like mine
08. Crazy Little thing called love
09. Put your head on my shoulder
10. Sway
11. The way you look tonight
12. Come fly with me
13. That’s all

Z natury jestem romantyczką. Tak mi się wydaję. Wprawdzie czasem ten mój romantyzm bywa cyniczny. Cóż, w końcu ktoś mądry powiedział, że „cynizm jest udaną próbą zobaczenia świata, jakim on jest w rzeczywistości”. Ale nie o cynizmie chciałam tu mówić, a o muzyce.

Na pewno każdy ma swoje piosenki, które wprawiają go w określony nastrój, albo przywodzą na myśl jakieś skojarzenia. Ja właśnie słucham Michaela Buble. Stąd ten wpis. W moim umyśle otworzyła się jakaś skrzynia z napisem „powrót do przeszłości” (której tak naprawdę nigdy na własnej skórze nie poznałam). Kiedy go słucham, mam wrażenie, że nie pasuje do tych czasów, w których się znalazłam. Wolałabym chyba nosić piękne suknie, jeździć na dancingi starymi samochodami i jeszcze żeby mężczyzna otwierał szarmancko przede mną drzwi i podawał mi rękę, kiedy będę wysiadać…

Tak wiem, mogę sobie tylko pomarzyć. Ale to wszystko przez tą muzykę. Po prostu, kiedy Michael śpiewa te stare piosenki swoim miękkim głosem… to aż widzę tą przyciemnioną salę, jego w eleganckim garniturze trzymającym taki starodawny mikrofon z wlokącym się za nim kablem i te kilka par, które na parkiecie tańczą w rytm eleganckiego walca angielskiego. Ah i oh… 🙂
I nie mówię tu tylko o sztandarowym utworze Buble „Sway”, (który jak dla mnie brzmi jeszcze lepiej niż oryginał Deana Martina) bo chociaż ten zawsze przyprawia mnie o chęć wstania, gdziekolwiek bym nie była i ruszenia do tańca. Ale posłuchajmy chociażby coveru piosenki Paula AnkiPut your head on my shoulder”. Aż chciałoby się mieć kogoś obok, żeby wypełnić prośbę zawartą w tytule. Cóż, chyba jeśli miałabym kiedyś zająć się organizacją romantycznych schadzek, to tło pewnie stanowiłby głos Michaela.

Bardzo lubię, po pierwsze samą barwę głosu Buble’a, po drugie to jego „ślizganie się” głosem po dźwiękach, jeśli można to tak nazwać, te swobodne wędrówki po dźwiękach, bez gwałtownych skoków. Michael w swoim smooth-jazzowym klimacie staje się pomostem między epoką Franka Sinatry, Deana Martina i innych dżentelmenów, a światem, w którym niestety o kobiecie śpiewa się często już nie „Lady in red” a „hey, sexy bitch”. Na szczęście (podobno) są jeszcze mężczyźni, którzy wstają od stołu, kiedy wstaje kobieta, którzy przepuszczają je w drzwiach i zachowują te wszystkie inne staroświeckie zasady. Buble idealnie pasuje do tego eleganckiego savoir-vivre’u.

Muzyka na długie, ciemne wieczory, lub krótkie letnie noce (rozświetlone blaskiem księżyca – taka mała aluzja do „Moondance” ;P). Do słuchania solo w celu pomarzenia, albo w duecie – w tym samym celu. W końcu kto powiedział, że nie można marzyć we dwoje;)

So…
When marimba rythms start to play
Dance with me
Sway with me…

eevee

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 28/05/2010 w * Przesłuchane

 

Tagi:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: