RSS

Archiwa miesięczne: Czerwiec 2010

Biblioteka tour #2

Ostatnio, zupełnie nieświadomie zapewniłam mojej mamie pasję, która nadaje jej moc wypędzania mnie do taniej książki i biblioteki 😉 Nieświadoma, co mnie czeka zakupiłam jej w ramach prezentu z okazji dnia matki – książkę Nory Roberts :p Ci, którzy wiedzą cokolwiek o tej pani pewnie już rozumieją, o co chodzi 😉 Jeśli nie wiecie to już wyjaśniam, pani napisała około 200 romansów 😉 I pech chciał, że spodobały się mojej mamie XD Dlatego też zostałam niezwykle subtelnie popędzona z czytaniem cobym już udała się do biblioteki i sprawdziła czy jest trzecia część tego, co by chciała 😉 Niestety tej nie zastałam ale ze zgrozą odkryłam że książki pani Roberts zajmują całą półkę w naszej bibliotece XD Teraz czeka mnie konsultacja, którą wypożyczyć, bo w świecie romansów jestem zupełną ignorantką 😉 Będąc tam jednak przy okazji zasiliłam się w następujące tytuły. Ostatnia pozycja nie dla mnie 😉

 

Będąc też na mieście zajrzałam do Taniej Książki niestety – okres letni, ludzie się nudzą i sięgają po książki. Nie było nic wartego uwagi.. Wybrałam tylko jedną głównie z myślą o mamie, która tak lubi autorkę Jane Eyre 😉

 A skoro się już chwalimy to ostatnio niewielkim kosztem nabyłam te cacka (a właściwie to jedno cacko i drugie dobre kino ;P), fakt może i nie mają super bajeranckiego opakowania, ale przynajmniej mam swoje 😉

 To by było na razie na tyle, wracam do zajęć życia codziennego. Z filmów szykuje się opis czterech części i świeżynek. Nie wiem tylko, kiedy znajdę na to czas, na horyzoncie wyjazd do kieleckiego 😉 Trzymajcie się nie za ciepło, mi dzisiaj przygrzało :p

 
2 komentarze

Opublikował/a w dniu 28/06/2010 w * Uchwycone

 

Neil Gaiman – American Gods

Diagnoza: Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, jakich Ameryka ma bogów? Są stosunkowo młodziutkim krajem i w czasach, w których kultura dopiero się rozwijała a bogowie byli na porządku dziennym, Ameryka zwyczajnie nie istniała jako kraj. Wraz z osadzającą się tam ludnością przypłynęły z nimi legendy i opowieści z ich rodzimych krajów. A może nie tylko legendy i opowieści? Cień odsiaduje w więzieniu karę za pobicie. Jedyne, o czym marzy to powrót do żony, pracy, dawnego życia. Jednak jak to w życiu już bywa, okazuje się to niemożliwe. Tuż przed opuszczeniem więzienia dowiaduje się, że jego żona zginęła w wypadku. Do tego w drodze na pogrzeb spotyka tajemniczego pana Wednesday, który oferuje mu prace. Z początku Cień traktuje sprawę nieufnie jednakże cóż mu właściwie w życiu pozostało? A pan Wednesday i jego znajomi to nie byle jacy ludzie.. Właściwie to nawet nie ludzie.. Ciężko mi było z tą książką. Zaczęłam pełna nadziei na coś tak dobrego jak Neverwhere. Czarny humor, ciekawe postaci, wciągająca akcja. Nic takiego tu nie uświadczyłam. Smutne, ale prawdziwe. Czytałam tę książkę dwa tygodnie, co już mówi samo za siebie (moja średnia to 4 dni). Nie porwała mnie ta historia i już tłumacze, dlaczego. Nie będę ujmować panu Gaimanowi umiejętności pisarskich gdyż takowe tu wykazuje. Do tego jego wiedza jest bardzo obszerna i nie raz zadziwił mnie tym podczas czytania. Temat wybrał interesujący i cała intryga jest zaplanowana bardzo sprawnie. Niestety nie mogę powiedzieć tego samego o utrzymaniu zainteresowania czytelnika. Ciężko tu, co prawda mówić o realności, ale nie bardzo wiedziałam, co dzieje się naprawdę a co nie. Dziwne przygody Cienia i jeszcze dziwniejsze wizje nużyły mnie niezmiernie. Nieszczególnie też, po odłożeniu książki przed snem, miałam ochotę do niej wracać. Mniej więcej pod koniec dopiero akcja rozkręciła się na tyle by być ciekawym, co stanie się dalej. Nie chodzi mi o to, że książka pana Gaimana nie jest ciekawa, bo jest, zwyczajnie nie jest na tyle wciągająca by przebrnąć przez nią bezproblemowo. Zdarzają się też w niej fragmenty zwyczajnie brutalne a stanowczo brak jakiegokolwiek humoru. Ani razu nie pojawił się na mojej twarzy choćby półcień uśmiechu. Wiem, że nie wszystkie książki są humorystyczne, ale tej to by nie zaszkodziło. Jest zbyt mrocznie, zbyt przytłaczająco.. Czytając tą książkę czułam ociekającą z kartek depresje. Stan niemalże autystyczny. Podkreślam jednakże, iż nie jest to książka zła. Zwyczajnie nie moja filiżanka herbaty.
Plus: Każda książka ma swoje plusy (mówię tak, bo jeszcze nie dane mi było przeczytać naprawdę bardzo złej książki ;P), ta również. Jak już wspomniałam temat jest ciekawy. Mamy tu przeróżne religie i ciekawostki. Od bogów nordyckich po egipskich i słowiańskich. Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, co robiono w Egipcie, jeśli zmarła wyjątkowo piękna kobieta? Ja nigdy się nie zastanawiałam i nie wiem czy jestem wdzięczna panu Gaimanowi za wizualizacje 😉 Jednakowoż jest tu wiele smaczków, które, jeśli kogoś interesują te tematy, potrafią zaciekawić 🙂 Sam Cień jako bohater nie jest szczególnie intrygujący. Jak jego imię wskazuje nie jest osobą barwną. Raczej snuje się między kartkami i robi to, co do niego należy. Ale cała reszta postaci, czyli tytułowi bogowie są barwni i tak różni, że nie sposób się nudzić czytając o nich. Można też powiedzieć, że opisy przybycia do Ameryki są ciekawe, choć jak dla mnie napisane w wyjątkowo nudny, rozwlekły sposób. Ale! co kto lubi i tyle 🙂
Ocena: 2/5

 
3 komentarze

Opublikował/a w dniu 27/06/2010 w * Przeczytane

 

Tagi: , ,

Neil Gaiman – Neverwhere

Diagnoza: Richard Mayhew przenosi się ze Szkocji do Londynu by pracować w ubezpieczeniach. Praca ta nie daje mu zbyt wielkiej satysfakcji a jego życie, co tu dużo mówić nie jest okraszone zbyt burzliwymi wydarzeniami. Dziewczyna trzyma go pod obcasem a on stara się przejść przez życie nie zawadzając nikomu. Wszystko to jednak ulega zmianie, kiedy to pewnego wieczoru wybierając się na ważna kolacje natrafia na leżącą na chodniku dziewczynę. Jest ona mocno ranna i ostatkiem sił prosi go by nie zawiadamiał pogotowia. Richard nie zważając na protesty swojej obrażonej dziewczyny, zabiera ranną do swojego mieszkania. Bycie dobrym samarytaninem wkrótce jednak wyjdzie mu bokiem. Dziewczyna, którą uratował okazuje się istną puszką Pandory. Wkrótce pojawiają się w jego mieszkaniu śledzący ją mężczyźni (bądź coś przypominającego mężczyzn) a sama Drzwi (bo tak jej na imię) nie wyjaśniając mu niczego prosi o kolejną przysługę. Richard robi to, co uważa za słuszne, pomaga jej nie spodziewając się, że właśnie poświęcił znacznie więcej niżby chciał. Jego życie w Londynie dobiegło końca, nikt go nie zauważa, nikt go nie pamięta. Traci dziewczynę, prace a nawet mieszkanie. Richard nie widząc, co właściwie się stało rozpaczliwie próbuje odnaleźć Drzwi. To jednak nie taka prosta sprawa gdyż dziewczyna wywodzi się z szacownego jednakże całkiem niedawno wymordowanego rodu z Londynu Pod… Świata skrywającego się pod ulicami Londynu Nad. Świata, do którego wchodząc na zawsze żegnasz ten poprzedni. Żeby nie być zbyt wylewnym – rewelacyjna książka. Pochłonęłam ją jak ciastko. Jest to bodajże najlepszy thriller, jaki czytałam w przeciągu ostatnich lat. Jest mrocznie, momentami nawet bardzo mrocznie, jednak że pan Gaiman nie rezygnuje ze swojego niezwykłego poczucie humoru. Jest to oczywiście czarny humor, zważywszy na okoliczności. Fabuła wciągająca jak kisiel łyżeczkę.. Postaci ciekawe, intrygujące, takie która da się polubić a nawet do nich przywiązać. Zwroty akcji, które momentami przyprawiały mnie o głośne „no nie.. ale jak to?!” 😉 I sama wizja po prostu wgniatająca w fotel. Przyznam, że po przeczytaniu tej książki z pewną dozą nieufności myślę o kanałach xD Nie wiem, co jeszcze mogłabym powiedzieć by do tej książki zachęcić. Jest zwyczajnie niesamowita, dokładnie taka, jaka powinna być dobra powieść z dreszczykiem.
Plus: Jak już wspomniałam klimat, jaki panuje w Neverwhere jest raczej mroczny. Należy się, więc spodziewać, iż nie jest to książka dla dzieci. Powiem nawet, że odradzałabym ją młodszemu czytelnikowi gdyż zwyczajnie nie połapie się a tych, co delikatniejszych niektóre sceny mogą lekko odstraszyć. Jednakże dla dorosłego czytelnika książka ta jest istnym deserem w porównaniu z tym wysypem wampirycznych opowiastek dla nastolatek. Jest to jedna z tych książek, którą bierze się do ręki i można zatonąć w opisanym świecie. Zagubić się bez reszty i wraz z bohaterami próbować rozwikłać zagadkę. Biorąc pod uwagę, że moja podkładka pod mysz to plan Londyńskiego metra (prezent od brata po wycieczce do Londynu xD), miałam ciekawą wizualizacje 😉 Były też takie momenty, w których miewałam gęsią skórkę. Dawno tak dobrze mi się czegoś nie czytało. Pan Gaiman jest bezsprzecznie genialny a jego wizje sprawiają, że nie chciałabym znaleźć się w jego głowie 😉 Polecam podpisując się wszystkimi czterema kończynami 😉
Ocena: 5/5

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27/06/2010 w * Przeczytane

 

Tagi: , ,

Neil Gaiman – Coraline

Diagnoza: Koralina (nie mylić z Karoliną) wprowadza się wraz z rodzicami do nowego domu. Nie ma tam jednak zbyt wiele do roboty. Do tego padający deszcz zatrzymuje ją w domu, w którym zajęci pracą rodzice nie mają czasu na to by się z nią pobawić. Kiedy Koralina odkrywa tajemnicze małe drzwi i przechodzi na drugą stronę mrocznego tunelu, ląduje w tym samym domu jednakże o odwróconej rzeczywistości. Wszyscy są dla niej bardzo mili i chcą się z nią bawić i spędzać czas. Koralina jest jednak rozsądną dziewczynką, wie, że coś tu jest nie w porządku. Wszak inni rodzice mają zamiast oczu guziki. A inna matka zdaje się mieć obsesje na punkcie Koraliny i tego by została z nimi na zawsze.. Przyznam się bez bicia – po tę książkę również sięgnęłam, dlatego że spodobał mi się film. Polecam praktykowanie tego w odwrotnej kolejności 😉 Cóż, niewiele wiedziałam o panu Gaimanie przed obejrzeniem Stardust. Nie będę tu teraz rozwodzić się nad tym czy przez to jestem strata, teraz czyta mi się go dobrze, co nie znaczy, że byłoby tak, kiedy byłam młodsza. Książki Gaimana mają w sobie magie i to pod wieloma postaciami. Koralina jest książeczką dla dzieci, ale jeśli mam być szczera to jako dziecko po przeczytaniu jej pewnie bym spać nie mogła a już bez wątpienia unikałabym guzików i małych drzwiczek 😉 Gaiman niczym bracia Grimm – przeraża. I nie jest to przerażenie banalne.. Autor gra na naszych emocjach niczym na skrzypcach. Podsyca lęk i łagodzi. Wszystko w rozsądnych dawkach. Koralina jest bohaterką doskonałą – nie za dobrą, ale i nie za niegrzeczną. Ot, zwykłe dziecko. Jednakże pomimo swojego młodego wieku odznacza się bohaterstwem, którego niejeden dorosły mógłby jej pozazdrości. I choć można było w tym temacie przesadzić, autor zgrabnie wybrnął i zabłysnął swoimi umiejętnościami.
Plus: Przywykłam do wizji ala Burton czy też Rodzina Addamsów – ba, uwielbiam je. Dlatego też wizja pana Gaimana nie jest dla mnie niczym dziwnym. Nowym natomiast jest to, że skierował ją do dzieci. Z jednej strony książka jest pisana językiem prostym, który każde dziecko zrozumie, z drugiej nie jest pisana językiem prostackim, więc nie będzie razić dorosłego. Wiek nie ma tu znaczenia. No chyba, że dziecko wciąż boi się strachów z pod łóżka – to znaczy, że jest jeszcze na tą książkę za młode. Polecam jednak tą książkę głównie dorosłym gdyż kumuluje w sobie zarówno nasze dziecięce lęki (tu przedstawione w formie inteligentnej i zabawnej) oraz naprawdę wciągającą akcje. Nie ukrywam, że włos jeżył mi się na głowie od samego początku aż po ostatnie wersy 😉 Była to jednak bardzo przyjemna dawka strachu. Dla wielbicieli opowieści z dreszczykiem.
Ocena: 4/5

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27/06/2010 w * Przeczytane

 

Tagi: , ,

Neil Gaiman – Stardust

Diagnoza: Bohater tej historii Tristran Torn jest chłopcem przeciętnym. A raczej tak mu się tylko wydaje. Pomimo iż pracuje jedynie jako subiekt i wzdycha do nieodwzajemniającej jego uczuć pięknej Victorii, jego życie wcale nie jest takie proste. Zacznijmy od tego, iż jest on synem Dunstana Torna który będąc w jego wieku zapałał gorącym, ale raczej krótkotrwałym 😉 uczuciem do magicznej karczmarki. Czego wynikiem był Tristran, niezdający sobie sprawy ze swego pochodzenia. Dziedzicząc po ojcu zapalczywość, obiecuje Victorii, iż zdobędzie dla niej wszystko, aby tylko za niego wyszła. Przypadek chciał, iż w tym momencie oboje zobaczyli spadającą gwiazdę i Tristran niewiele myśląc wyrusza w podróż by ją dla swej wybranki odnaleźć. Sprawa wydawałaby się prosta gdyby nie to, że gwiazda spadła po drugiej stronie muru okalającego ich wioskę Mur. A po drugiej stronie muru nie ma już w starej poczciwej Anglii, lecz Kraina Magii. Pełna dziwnych stworzeń i rządząca się całkiem innymi prawami. Jakby tego było mało Tristran zamiast gwiazdy odnajduje dziewczynę imieniem Yvaine która, no cóż.. twierdzi, iż to ona jest gwiazdą… Sięgnęłam po te książkę ze względu na to, że spodobał mi się film. Po części też i dlatego że będąc z bratem w księgarni moje oko spoczęło na jej grzbiecie, wzięłam do ręki mówiąc „O to jest fajne, oglądałam film i…” po czym książka została mi zabrana i leżała już w koszyku XD Tak wiem, dobrze jest mieć takiego kochanego brata 😉 Nie chwaląc się jednak ;D Zabrałam się za jej czytanie z zapartym tchem i… No cóż, powiem to wprost – film jest momentami lepszy. Dlaczego? Cóż.. pewne rzeczy w tej książce są zwyczajnie nudne. Ot chociażby ten stworek, którego spotyka Tristan. Sam koniec chociażby jest o wiele lepszy w filmie. Nie demonizujmy jednak pierwowzoru. Jestem pewna, że jeśli ktoś nie oglądał filmu i sięgnie po te książkę nie pożałuje. A jeśli widzieliście film to cóż, zabraknie wam tu Kapitana Szekspira, ale opowieść wciąż będzie czytało się przyjemnie. Lekki i zabawny styl, jaki oferuje nam autor sprawia, że mamy ochotę pochłaniać rozdział po rozdziale. Do tego musze przyznać, że sam pomysł obu światów i przygody, jakie czekają naszego bohatera są nietuzinkowe 😉 Widziałam gdzieś komentarz, że to lepsze niż Władca Pierścieni – nie mi oceniać. Osobiście nie znoszę stylu Tolkiena, choć talentu mu nie ujmuje. Gaiman bez wątpienia ogranicza opisy polanek 😉 Nie pisze też z patosem, jest to książka kierowana do młodzieży. Co oczywiście nie znaczy, że starszy czytelnik nie może tego przeczytać 😉
Plus: Uwielbiam styl Gaimana, jeśli treść nie jest zbyt poważna. Ma rewelacyjne poczucie humoru, nawet, jeśli czasem jest to czarny humor to w najlepszym wydaniu. Do tego barwność postaci, coś wspaniałego. Pomimo iż odniosłam wrażenie, że w książce nieco się spieszył, tak jakby chciał już ją jak najszybciej skończyć (co jest możliwe, pisał ją ręcznie piórem XD), to nie ucina treści tam gdzie byłoby to niewybaczalne i bardzo mu za to dziękuje. Intryga pomiędzy braćmi momentami sprawiała, że parskałam śmiechem. Do tego jak przypomniałam sobie jak to wyglądało w filmie (Baba z wozu… xD) to już w ogóle ubaw po pachy 😉 Polecam gorąco do sięgnięcia zarówno po książkę jak i film. Przy obu można spędzić bardzo przyjemnie czas. Książeczka nie jest gruba, w sam raz na urlopowe przesiadywanie w pociągu, nad jeziorem czy na ławeczce w parku. Świat za Murem porwie was bez reszty i tym razem nie będzie białego króliczka 😉
Ocena: 4/5

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27/06/2010 w * Przeczytane

 

Tagi: , ,

Biblioteka tour

 Z okazji dość nieprzyjemnych zawirowań natury osobistej postanowiłam zrobić sobie trochę radości i niewielkim kosztem zasilić się w jakieś książki. Z początku wydawało się do łatwym pomysłem. Wszak od biblioteki dzieli mnie z 15 kroków a tam full multimedia, kody, muzyka, filmy i audiobooki. Szczerze, czułam się jak dinozaur.. za moich czasów biblioteki były mrocznymi i pełnymi tajemnic miejscami, w których trzeba było być cicho, bo pani groźna bibliotekarka urwie nam głowę xD Ale zanim się tam udałam chciałam dowiedzieć się ileż może taka przyjemność kosztować. Przesiedziałam  ze 20 minut na ich stronie internetowej i nic.. żeby było śmieszniej to nawet podczas wypełniania na miejscu moich danych też nic.. aż tu na sam koniec „to jeszcze 10zł” XD no dobrze, to niewiele, ale po co od razu robić z tego taką tajemnice? 😉 Tak czy siak tak oto wygląda nasza karta biblioteczna (skojarzyła mi się z Japonią, ale to tylko ja ;D)

A to porwałam z ich zbiorów 🙂 Pierwsza pozycja – bo zmęczyła mnie już forma elektroniczna.. może z kartkową pójdzie mi szybciej a już na pewno z korzyścią dla oczu 😉

 I bonus bo niektórzy pytają, kiedy się w końcu pochwale ;D moje cacko – prezent od kochanego brata :* Cudnie jest móc patrzeć na pana Butlera w tej rozdzielczości 😉 To ja ściskam was robaczki i obiecuje wrócić jak tylko stanę na nogi a do tego czasu – bójcie się, bo jak już wrócę to tydzień będziecie musieli nadrabiać ;P

 
2 komentarze

Opublikował/a w dniu 24/06/2010 w * Uchwycone

 

Underworld – Rise of the Lycans (2009)

Powód: Część trzecia.
Diagnoza: Losy Luciana, których część poznaliśmy w części pierwszej. Wczesne średniowiecze. Arystokratyczne wampiry zajmują wysoką pozycje i dzierżą władze. Wykorzystują zarówno śmiertelników, by zasilali ich finansowo, jak i Lykan – rasy stworzonej by im służyli i bronili ich zamku. Zrodzony w niewoli Lucian jest ulubieńcem władającego wampirami Victora. To, że krwawy władca darzy go pewnego rodzaju sentymentem nie znaczy jednak, że mu pobłaża. Lucian chce wyzwolić się z pod wampirycznego reżimu nie odważy się jednak tego zrobić, jeśli jego kochanka Sonja, córka Victora, nie zdecyduje się uciec razem z nim. Nie przepadam za prequelami. Głównie, dlatego że są jawną oznaką braku pomysłu reżysera. Produkt się sprzedał, więc nakręćmy, co było wcześniej. Zwykle takie produkcje są mdłe, odgrzewane i nudne. W tym przypadku było inaczej. Czytałam opinie w sieci i widzę, że ludzie mieli pretensje o to, że wszystko to już było powiedziane w jedynce, że można to streścić jako „cierpienia młodego Luciana”, że to, że tamto.. A ja bym chciała wiedzieć czy widzieli kiedyś trzecią część jakiejś produkcji i to do tego prequel, która była by tak dobrze zrobiona jak ta? Fakt, większość wiedzieliśmy już z części pierwszej, ale co z tego? Pottera też oglądam w kinie, choć wiem, co się będzie działo :p Ta część spodobała mi się głównie, dlatego że nie była współczesna. Myślę, że nie należy jej wrzucać do tego samego worka, co pierwszą i drugą a wtedy nie będzie poczucia zawodu. Historia Luciana była warta pokazania i mówcie sobie, co chcecie ale ja miło spędziłam czas 😉 Sekret tkwi najwyraźniej w oczekiwaniach. Ludzie za bardzo przywiązują się do swoich ulubionych historyjek i spodziewają się bóg wie, czego po kolejnych częściach. Ja spodziewałam się raczej klapy a dostałam równie wciągającą opowieść, co jej poprzedniczki. Żałuje nawet, że nie obejrzałam jej jako pierwszej, bo miałabym nieco mniej zakrętów w rozróżnieniu, kto z kim i dlaczego 😉 Jest mrocznie, jest klimatycznie. Dobre kino 🙂
Plus: Rhona Mitra to już nie to samo, co Kate Beckinsale, ale zarówno Bill Nighy jak i Michael Sheen stają na wysokości zadania. Wkradło się tu trochę błędów, to fakt. Pierwszym i najmocniej rzucającym się w oczy jest to, że Sonja nagle przefarbowała włosy z blond na czarny XDD ale z tego, co widzę na sieci mało kto zawracał sobie tym szczegółem głowę 😉 Obawiałam się, że w jakiś sposób spróbują wplątać w to historyjki z części pierwszej i drugiej ale na szczęście odcięli się od tego skupiając całkowicie na historii buntu. Momentami odniosłam wrażenie, że historia jest lekko skrócona, wszak można było dodać do niej więcej. Ale cóż, najwyraźniej nie chcieli rozwlekać tematu, może to i dobrze 😉 Wciąż polecam. Tą część można oglądać bez jej poprzedniczek 🙂

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 22/06/2010 w + Obejrzane, - Akcja, - Horror

 

Tagi: ,