RSS

Charlotte Brontë – Jane Eyre

09 Czer

Diagnoza: Moja przygoda z tą książką zaczęła się w dość niecodziennych okolicznościach. TVN Style emituje tak zwane babskie seriale i właśnie na tym kanale moja droga mama załapała się na mini serial nakręcony na podstawie owej książki. Tak bardzo jej się spodobał, że namówiła mnie na oglądnie go z nią i tym sposobem widziałam go już z dziesięć razy. Jakby tego było mało kiedy dowiedziała się, że istnieją również inne ekranizacje uznała że je także musi zobaczyć. Ale zanim zostałam zmuszona do obejrzenia jeszcze trzech filmów zakupiłam jej w prezencie książkę. Była nią tak zachwycona, że wciąż potrafi czytać ją po pięć razy (skończy czytać i czyta jeszcze po kilka razy od nowa, ale tylko wybrane kawałki ;). Jako że i mi spodobał się serial a ona była tak tą książką zachwycona, postanowiłam i ja po nią sięgnąć. Przyznam się od razu, że zajęło mi to pół roku. Zaczęłam czytać i odkryłam dość szokujący fakt – serial był lepszy. To bardzo rzadkie zjawisko w temacie ekranizacji. Zwykle książki pozostają niedoścignionym ideałem. Jednak w tym wypadku stało się tak za sprawą różnicy kulturowej. Nie tyle państwowej, co czasowej. W latach 1847 pisało się jak się pisało. Kobiety zwykle ukrywały się pod męskimi pseudonimami w obawie o to, iż książka się nie sprzeda. To był trudne czasy dla kobiet, które chciały osiągnąć w życiu więcej niżeli urodzenie męskiego potomka. Tym bardziej trudne dla tych, które chciały walczyć o prawa dla swojej płci. Pani Bronte jest jedną z tych, która odważyła się powiedzieć, że kobieta może być wyzwolona i nie oznacza to od razu, iż powinna być potępiona. Wracając jednak do minusów książki. Jest napisana ciężkim językiem, ale to mi nie przeszkadzało bo czytałam bardziej karkołomne rzeczy. Brak jej jednak tych emocji, jakie mamy w serialu. Głównym jego sukcesem jest gra aktorska i tej pasji, tych namiętności zwyczajnie w książce brak. Nie jest to winą autorki – takie były czasy i tak się pisało. Mimo to reżyser serialu sprawił, że historia nabrała rumieńców i kiedy czyta się książkę po serialu można odnieść wrażenie, że momentami nuży i wszystko dzieje się zbyt flegmatycznie. Zaznaczam jednak, iż odniosłam takie wrażenie tylko dlatego że wersja serialowa była bardziej emocjonująca. Być może gdybym wpierw sięgnęła po książkę, moja opinia byłaby inna. Stało się jednak co nie znaczy, że jestem książką zawiedziona. Jak wspomniałam na początku, zajęło mi to trochę czasu, ale kiedy sięgnęłam po książkę po raz drugi (po prawie pół rocznej przerwie) wciągnęła mnie bez reszty. Historia opowiada o osieroconej Jane, której życie nie głaskało po głowie. Po śmierci rodziców trafia do rodziny brata matki jednak ten również umiera a jego żona nie ma najmniejszej ochoty zajmować się dziewczynką. Jane jest traktowana źle, ale sama też i nie poprawia swojej sytuacji będąc zbyt dumna i zbyt wyniosła. Słowem broniąc swoich interesów, co w tamtych czasach było równoznaczne w przypadku kobiet z zarozumiałością. Koniec końców Jane zostaje odesłana do szkoły, w której przechodzi istną szkołę życia, ale i dzięki której wyrośnie na inteligentną kobietę, nauczycielkę. To jednak nie jest wystarczającym osiągnięciem ambitnej dziewczyny, która postanawia zamieścić ogłoszenie proponując swoje usługi jako nauczycielka dla dziecka. Tym sposobem trafia do posiadłości pana Rochestera a tam czeka ją los, jakiego się nie spodziewała. Do tego dochodzi mroczny sekret, próba ujarzmienia emocji a także miłość, a jakże 😉 Książka ta ma wszystko, co mieć powinna. I jeśli tylko nie ma się nic przeciwko manierze, z jaką wtedy pisano, wciąga bez reszty.
Plus: Wielokrotnie czytając tą książkę łapałam się na rozmyślaniach – gdybym żyła w tym okresie najpewniej popełniłabym samobójstwo. Były to wyjątkowo ciężkie lata i co tu dużo mówić, ludzie utrudniali sobie egzystowanie tak mocno jak tylko mogli. Te wszystkie zasady wymyślone Bóg wie po co jedynie zatruwały życie a niczego nie ułatwiały. Nie mam tu na myśli wszystkich zasad dobrego wychowania gdyż sporo z nich wciąż się praktykuje (albo raczej powinno się..), jednak spora część zwyczajnie mnie załamywała. To jak pan Rochester odnosi się do Jane momentami sprawiało, że miałam ochotę odłożyć tą książkę na znak nie godzenia się z jawną niesprawiedliwością. Dlatego za olbrzymi plus uważam to, iż autorka pokazała, że mimo tak surowych zasad można było żyć tak by nie sprzeniewierzyć się samemu sobie a jednocześnie nie robić sobie wrogów. Poza tym jest to naprawdę świetny romans, w którym nie trzeba fizyczności by było ekscytująco. Czytając to ciężko nie pomyśleć, że mimo dość dramatycznej otoczki wiele byśmy dali za właśnie takie uczucie 😉
Ocena: 4/5

Advertisements
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 09/06/2010 w * Przeczytane

 

Tagi: , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: