RSS

Archiwa miesięczne: Lipiec 2010

Lemony Snicket – A Series of Unfortunate Events #1 The Bad Beginning

Diagnoza: Pierwsza część Serii Niefortunnych Zdarzeń, opowiada historię osieroconych dzieci państwa Baudelaire. Czternastoletnia Wioletka jest wynalazcą, jej dwunastoletni brat Klaus intelektualistą, zaś malutka siostrzyczka Słoneczko głównie zajmuje się gryzieniem. W przykrych okolicznościach zostają oni oddani pod opiekę bardzo dalekiego krewnego Hrabiego Olafa, który marzy jedynie o tym by dobrać się do majątku, który pozostawili biednym dzieciom ich rodzice. W posiadłości Hrabiego czeka dzieci masa przykrych zdarzeń, którym będą musieli sprostać sami. Autor sam ostrzega z tyłu swojej książki – jeśli wolicie wesołe lektury, lepiej odłóżcie tą książkę gdyż to, co zostanie tu opisane, autor opisuje z przykrością 😉 Ekranizacja tej książki, którą obejrzałam już po przeczytaniu trzech pierwszych tomów, obejmuje właśnie owe trzy tomy. Powodem jest zapewne to, iż w pojedynczych tomach nie dzieje się na tyle dużo by treściowo objęły pełnometrażowy film. Ponieważ nie chce zdradzać nikomu treści sama też nie mogę zbyt wiele o tych książeczkach napisać. W przypadku pierwszej skupie się, więc na samej idei. Jest to książeczka dla dzieci i forma raczej nie przekona do siebie dojrzałego czytelnika. Chyba, że jest fanem dobrze napisanych dziecięcych książeczek tak jak ja 😉 Jest to dość nowatorska pozycja gdyż jak sama nazwa serii wskazuje dzieją się tu dość przykre rzeczy. Przykre to może za silne słowo, ale bez wątpienia nie jest radośnie nawet przez chwile. Dzieci są mądre i radzą sobie jak tylko potrafią, kiedy życie daje im w kość. Niesie to za sobą bardzo mądre przesłania. Wszak nasze dzieci nie są bezpieczne i powinny zdawać sobie z tego sprawę zanim zdarzy się coś, z czym nie będą umiały sobie poradzić. Do tego autor w fantastycznie przystępny sposób wyjaśnia różne, co trudniejsze dla dziecka pojęcia, których czasem używa a o które prędzej czy później dziecko was zapyta (ot chociażby „duszenie na wolnym ogniu„). Nie jest to książeczka, po której dziecko mogłoby mieć koszmary. Owszem jest lekko straszna, ale na bardzo wyważonym poziomie. Do tego jest napisana w świetnym stylu i utrzymuje zainteresowanie aż po ostatnią stronę. Na szczególnie głośne oklaski zasługuje także wydanie. Szyte książeczki o twardej oprawie i zdobieniach. Do tego ilustracje i możliwość podpisania się w środku. Ślicznie prezentują się na półce a z tego, co pamiętam w empiku można nabyć całą serie w drewnianej szafeczce – cudo. Sama wciągnęłam się tak silnie w historie sierot Baudelaire, że nie mogę się doczekać kolejnych tomów. Polecam gorąco.
Ocena: 5/5

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31/07/2010 w * Przeczytane

 

Tagi: , , , ,

Katherine Paterson – Bridge to Terabithia

Diagnoza: Jess Aarons wychowuje się w biednej rodzinie. Jest jedynym chłopcem z pięciorga dzieci i niezbyt dobrze czuje się w tym zdominowanym przez kobiety domu. Ma dwie wielkie pasje, jakimi są bieganie i rysowanie zwierząt w śmiesznych okolicznościach. Pewnego dnia do domu obok wprowadzają się nowi mieszkańcy a wraz z nimi ich córka Leslie. Leslie od początku nie jest zbytnio lubiana gdyż wygląda na wyjątkową indywidualistkę. Ma krótko obcięte włosy i chodzi w spodniach. Do tego wygrywa wyścig, do którego to Jess przygotowywał się od bardzo dawna. Pomimo iż przegrał z dziewczyną szybko zmienia, co do niej zdanie i zaprzyjaźnia się z Leslie przekonując się, że w gruncie rzeczy jest świetną osobą, z którą nie sposób się nudzić. Oboje czując się przytłoczeni szkołą i tym, iż są traktowani inaczej postanawiają stworzyć dla siebie miejsce z dala od problemów i trosk. Miejscem tym staje się odkryta przez nich w lesie magiczna kraina Terabithia, do której dostać się można jedynie przeskakując na linie wiszącej nad strumieniem. Znajduje się tam stary domek na drzewie a dzieci wykorzystując swoją bujną wyobraźnie mianują się władcami owej krainy i spędzają tam najwspanialsze chwile swego dzieciństwa wzmacniając tą jedyną, pierwszą przyjaźń, która przetrwała by wszystko… Znów zaczęłam od ekranizacji, ale nic nie szkodzi. Obie pozycje, film i książka są bezsprzecznie warte uwagi. Kiedy sięgnęłam po film z początku spodziewałam się czegoś lekkiego. Nie czytam opisów filmów, bo nie lubię, kiedy ktoś psuje mi treść. Często sugeruje się aktorami, gatunkiem, ale najczęściej plakatem. Tym razem to ostatnie było powodem. Podczas oglądania byłam przekonana, że jest to film dla dzieci aż nie doszłam do końca, który sprawił, że płakałam. Najzwyczajniej w świecie płakałam i było mi strasznie smutno. To właśnie z książki dowiedziałam się, że historia ta jest prawdziwa a przynajmniej bazowana na czymś prawdziwym. Książkę autorka napisała dla swojego syna, który… no właśnie. Nie chce zdradzać treści. Jakkolwiek ekranizacja była dla mnie nieco, przebajerowana graficznie tak książka była pozycją w sam raz. Nieco zdziwiło mnie to, iż stała w regale dla dzieci i czcionka była takiej wielkości, że niemowlę mogłoby po nią sięgnąć ;P Jednak, kiedy już zaczęłam ją czytać przekonałam się, że świetnie nadaje się na książkę dla dzieci w wieku bohaterów (około 11 lat). Jest napisana językiem przystępnym dla dzieci i bez wątpienia do dzieci kierowana. Jess myśli dokładnie tak jak myślą dzieci w jego wieku i bez wątpienia spotka się ze zrozumieniem swoich rówieśników. Jakkolwiek jest to książka kierowana do młodszego czytelnika bez wątpienia spodoba się też starszemu. Jest to bodajże jedna z najpiękniejszych historii przyjaźni, jaką dane mi było czytać. Wzruszyła mnie już w formie filmowej a książkowa wcale nie była gorsza, jedynie nieco mniej poważna. Większość z nas przeżyła tą jedną niezapomnianą przyjaźń, więź, która wydawała nam się absolutnie nierozerwalna. Niektórzy nawet zdołali ją zachować przez wiele długich lat. Historia Jessa i Leslie jest prawdziwa, szczera, wzruszająca. Nie jest to być może jakiś niesamowity klasyk, który należy mieć na półce, ale śmiało mogę powiedzieć, iż jest to książka, która spodobałaby się każdemu (albo przynajmniej większości). Bo każdy z nas był kiedyś jedenastolatkiem, każdy miał ciężkie dni w szkole, domu.. Każdy miał kiedyś przyjaciela na śmierć i życie, z którym dzielił sekret. Piękna książka i piękna historia. Sam koniec bardzo smutny, ale tak to już w życiu bywa. Niesie za sobą przesłanie a zarazem bawi czytelnika. Zasłużona najwyższa ocena. Ciekawostka – jest to książka z 1977 roku a zainteresowano się nią w Polsce dopiero po ekranizacji, smutne 😦
Ocena: 5/5

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31/07/2010 w * Przeczytane

 

Tagi: , ,

Scary Movie 4 (2006)

Powód: Ten sam, co przy pierwszej.
Diagnoza: Po śmierci swojego męża Cindy najmuje się jako pomoc przy starszej kobiecie w stanie katatonii. Jednakże dom starszej pani nie jest bezpiecznym miejscem. Straszy tam duch małego chłopca żądny zemsty. Pozytywną stroną jest sąsiad, Cindy któremu z wzajemnością wpada w oko. Tom jest przystojnym rozwodnikiem z dwójką dzieci, z którymi nie potrafi znaleźć wspólnego języka. Tymczasem świat zostaje zaatakowany przez TriPody, które chcą zniszczyć ludzkość. Cindy odkrywa, iż ma to związek z chłopcem, który straszy w jej domu a rozwiązanie zagadki kryje się w pewnej osadzie.. Tą część także widziałam dwa razy i żałuje każdego. Sądziłam, że być może za drugim podejściem odbiorę ją nieco lepiej, ale cóż, nie zawsze mamy to, czego chcemy. Głównymi motywami są tu Klątwa i Wojna światów, których nie oglądałam i jakkolwiek orientowałam się, o co w nich chodzi to niespecjalnie bawiły mnie parodie. Choć w przypadku wcześniejszych części wszystkie parodie wychodziły w miarę naturalnie i większość widzów widziała to, co było sparodiowane tak tutaj humor jest bardzo mocno na siłę. Niektóre żarty są mocno nie na miejscu a parodiowane filmy raczej niezbyt wysokich lotów. Postaci nudne i nie śmieszne a dialogi poniżej poziomu. Mając do dyspozycji takie filmy jak Piła, Klątwa czy Osada można było wymyślić sporo zabawnych scen jednak autorzy najwyraźniej poszli na piwo i napisali, co im do zamroczonych umysłów przyszło. Jedyną sceną, na której się śmiałam jest parodia Tom’a Cruise, ale to zapewne, dlatego że wyjątkowo go nie lubię. Całą resztę ciężko nazwać nawet przeciętną. Ten film jest zwyczajnie kiepski. Nie jest śmieszny ani przemyślany, zwyczajne marnotrawstwo czasu, taśmy i pieniędzy. Nie potrafię znaleźć nawet żadnych pozytywów, które mogłabym opisać na plus, bo fakt, iż widziałam w życiu gorsze filmy mimo wszystko na plus się nie zalicza 😉 Nie traćcie na to czasu, nawet, jeśli jesteście zagorzałymi fanami wcześniejszych produkcji. Chyba, że dopadła was wyjątkowo ciężka chandra tak jak mnie, kiedy to włączyłam, ale i wtedy lepiej puścić którąś z wcześniejszych części, ta im do kolan nie dorasta 😉
Plus: Tym razem brak.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31/07/2010 w + Obejrzane, - Komedia

 

Tagi: ,

Scary Movie 3 (2003)

Powód: Ten sam, co przy pierwszej.
Diagnoza: Cindy Campbell skończyła już studia i rozpoczęła karierę jako dziennikarka. Tropiąc zjawiska paranormalne natrafia na tajemnicze kręgi, które pojawiły się na polu byłego pastora Toma Logana. W międzyczasie spotyka swoją przyjaciółkę Brende, która w dziwnych okolicznościach umiera z powodu pewnej kasety video. Cindy opiekująca się swoim bratankiem próbuje rozwiązać obie tajemnice i ochronić swoją rodzinę przed tajemniczą postacią ze studni. Tą część oglądałam już tylko dwa razy a i tak uważam, że o jeden raz za dużo. Jakkolwiek zyskała nieco w moich oczach za drugim podejściem to ciężko ją przyrównać do jej wcześniejszych części. Poziom jest tu już wyjątkowo niski, choć wyzbyli się obrzydliwości jednakże na rzecz humoru. Głównym motywem jest Ring i Znaki, które do najzabawniejszych filmów nie należą 😉 Jakkolwiek sparodiowali je dobrze to niewiele dali okazji do śmiechu. Ktoś chyba starał się o nieco bardziej dojrzały dowcip i przez to całość straciła swój „urok”. Dwie pierwsze części były lekko ohydne, ale to właśnie ta ohyda sprawiała, że śmialiśmy się do rozpuku. W przypadku tej można pozwolić sobie na nieznaczne uśmieszki jednakże nie jest to już to samo. Jeśli starano się o parodie na przyzwoitym poziomie to im to zwyczajnie nie wyszło. Stanęli na środku między produkcją wyjątkowo głupią, ale śmieszną a między czymś naprawdę dobrym. Krok w którymś kierunku i byłby plus a tak pozostaje jedynie niesmak. Nawet obecność Charliego Sheena niespecjalnie pomaga. Sparodiowanie 8 Mili też wyjątkowo nieudane (a może to ja jestem na tym punkcie czuła, bo lubię Eminema? XD). Scena z Michaelem Jacksonem też mocno nie na miejscu.
Plus: Ciężko tu o jakiekolwiek plusy. Osobiście śmiałam się jedynie na scenach związanych z Ring. Zwłaszcza, kiedy Brenda biła się z dziewczyną ze studni ;P Żarty o księdzu pedofilu i „reanimacja” zwłok wyjątkowo poniżej poziomu. Ciężko mi powiedzieć czy warto w ogóle sięgać po ten film. Z tego, co pamiętam, kiedy ja go oglądałam w tym roku, akurat leciał w telewizji. Jeśli załapiecie się na niego w tv to można, bo wtedy nie wydacie na niego ani grosza. W innym wypadku lepiej sobie odpuścić, bo chociaż nie jest tak obleśny jak części poprzednie to zwyczajnie nie jest na tyle śmieszny żeby tracić na niego czas. Nawet w doborowym towarzystwie 😉

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31/07/2010 w + Obejrzane, - Komedia

 

Tagi: ,

Scary Movie 2 (2001)

Powód: Ten sam, co przy pierwszej.
Diagnoza: Cindy i jej przyjaciele, którym udało się przeżyć masakrę w poprzedniej szkole stają się obiektem zainteresowania pewnego profesora. Chcąc wykorzystać ich „inność” zaprasza wszystkich do starej posiadłości, w której to mają na celu zbadać pewne zjawiska paranormalne. Posiadłość nie tylko jest nawiedzona, ale także skrywa pewien mroczny sekret jej poprzednich właścicieli. Tą część oglądałam już nieco mniej razy, (choć wciąż w liczbie mnogiej) głównie ze względu na znacznie niższy poziom. Jednakże, kiedy włączyłam ją teraz, być może za sprawą pozytywnego nastawienia, nieźle się uśmiałam. Fakt, wciąż jest tu bardzo wysoki poziom obrzydliwości, który momentami ciężko przełknąć, ale są też sceny wyjątkowo zabawne. Jak walka z kotem, która za każdym razem wyciska mi łzy z oczu xD czy też „Moo motherf*****, Moo!” 😀 Kiedy oglądałam to za pierwszym razem nie widziałam jeszcze Rose Red i nie bardzo rozumiałam cały koncept. Teraz jestem już bogata o wiedze i wszystko wydało się o wiele bardziej zabawne. Fakt, nie jest to już tak dobre jak część pierwsza, ale z parodiami tak to zwykle bywa. Wręcz należy się cieszyć, że da się to jeszcze w ogóle oglądać 😉 Po pierwszym obejrzeniu czułam mocny niesmak, ale z czasem zaczęłam zauważać znacznie więcej zabawnych scen, uodporniona na te ohydne 😉 Pod paroma względami jest nawet lepsza od jedynki. Twórcy pozbyli się nudnych bohaterów a pozostawili tych najbardziej wyrazistych. Do tego dodali kilka smaczków dla oka i popracowali nad dialogami. Poziom jednak wciąż dryfuje bardzo nisko 😉
Plus: Znacznie bardziej przypadł mi do gustu dobór sparodiowanych filmów niż w jedynce. Choć być może poziomem pierwszej części nie dorównuje to sam klimat skutecznie nadrabia. Wciąż mamy tu dowcipy wulgarne, momentami ohydne i lekko odrażające, ale pośmiać się można 😉 Chyba najmocniej obrzydzała mnie postać Rączki 😛 Sceny, w których „bawi się” jedzeniem są tak obleśne, że ciężko mi je w ogóle oglądać 😉 Każdy ma jednak swoje poczucie smaku, sama znam osoby, które na tych scenach płaczą ze śmiechu (jesteście chorzy xD) :p Mi najbardziej spodobała się parodia Aniołków Charliego i temat przewodni Rose Red 😉 Wciąż warte polecani, ale raczej jako zapychacz. Nie skupiajcie się na treści zbyt silnie, bo niewiele twórcy mają do przekazania poza dowcipnymi gagami i zabawnymi dialogami 😉

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31/07/2010 w + Obejrzane, - Komedia

 

Tagi: ,

Scary Movie (2000)

Powód: Oglądałam ten film już nasty raz z kolei. Tym razem miałam ochotę na coś głupawego 😉
Diagnoza: W spokojnym do tej pory miasteczku ginie uczennica gimnazjum. Sprawcą jest tajemniczy morderca, który dzwoni do swoich ofiar pytając o ulubiony straszny film. Grupa przyjaciół ze szkoły ofiary uświadamia sobie, iż morderstwo ma miejsce równo rok po tym jak spowodowali wypadek, w którym z ich winy zginął pewien rybak. Zabójca uzmysławia im, iż wie, co zrobili a ludzie zaczynają znikać w dziwnych okolicznościach. Zacznijmy od tego, że jest to bodajże najniższego poziomu film ze wszystkich, jakie tu opisywałam do tej pory. Swego czasu jednak był klasycznym filmem na tak zwane domówki. Dlatego też oglądałam go tyle razy, że bez wątpienia mogłabym go cytować, co wcale za chwalebne nie uważam 😉 Jakkolwiek humor jest tu wyjątkowo niskich lotów, jest to film śmieszny. Każdy, z kim go oglądałam śmiała się nieraz do łez i dlatego nie uznaje go za coś niewartego uwagi. Owszem, jeśli ktoś nie lubi takiego humoru albo samej idei parodii to zwyczajnie nie powinien po niego sięgać. Jest tu sporo wulgarności, przemocy i głupoty. Jednak w dobrym towarzystwie, przy dobrym piwie, nie robi to większej różnicy 😉 Można się pośmiać i to jest chyba w tym wszystkim najważniejsze 😛 Znam ludzi, którzy uważają, że film ten jest poniżej ich godności i mają do tego prawo, bo co tu dużo mówić jest głupi. Ale czy czasem nie macie ochoty na coś, przy czym nie trzeba myśleć? Zwłaszcza w towarzystwie, kiedy więcej się komentuje niż podziwia na ekranie 😉 Tak czy siak, obejrzeć można. Sam poziom żartów akurat w tej części nie jest jakoś rażąco żenujący. Wszystkie sparodiowane sceny są dość śmieszne i sami aktorzy też zyskują sympatie. Najbardziej lubianą sceną jest parodia Matrixa, która bodajże nawet dostała jakąś nagrodę 😉
Plus: Choć niektóre sceny zalatują idiotyzmem wciąż bawią. Mi osobiście nie podoba się tylko jedna scena, którą za każdym razem starałam się omijać. Poza tym wszystko jest momentami obrzydliwe, ale na znośnym poziomie. Do tego zabawne dialogi, udane parodie i przerysowane postaci. Nawet oglądając ten film nasty raz wciąż śmiałam się z niektórych dialogów a to już duży plus 😉 Bardzo ciężko o takie humorystyczne sceny, które śmieszą nas za każdym razem, kiedy je widzimy a mimo to ten film takie posiada. Jednakże jak już zaznaczyłam nie jest to humor dla każdego. Jeśli nie zdzierżyliście American Pie to po tę pozycje też nie sięgajcie, bo jest jeszcze gorsza 😀 Jako parodia Krzyku, jak dla mnie wyśmienita. Ten film od samego początku bym mocno żenujący 😉 Moja ulubione sparodiowane sceny dotknęły Szóstego zmysłu i Titanica 😉 Polecam każdemu, kto lubi się pośmiać niekoniecznie używając przy tym szarych komórek 😉

 
2 komentarze

Opublikował/a w dniu 31/07/2010 w + Obejrzane, - Komedia

 

Tagi: ,

Colleen McCullough – The Thorn Birds

Diagnoza: Opowieść o rodzinie Clearych rozgrywająca się w latach 1915-1969 ma początek w Nowej Zelandii aż po egzotyczny obraz Australii. Z dziewięciorga dzieci Meggie jest jedyną dziewczynką. Śledząc jej losy od wczesnego dzieciństwa przeżywamy wraz z nią okres dorastania na farmie, w której każde ręce do roboty są wręcz niezbędne. Zanim jednak Meggie dorośnie przyjdzie jej zmierzyć się z bólem straty, rozłąki z ukochanym bratem i niespełnionej miłości. Obiektem jej uczuć jest osoba zupełnie nieosiągalna. Mądry i przystojny ksiądz Ralph de Bricassart stając się jej nauczycielem i powiernikiem z początku żywi jedynie czyste uczucie do dziecka. Szybko jednak uczucie to przeradza się w obustronną miłość. Stawiając księdza przed najcięższym wyborem pomiędzy szczęściem z ukochaną a powołaniem i karierą w Watykanie. Nie planowałam przeczytania tej książki. Jakkolwiek zawsze mnie intrygowała ze względu na oglądany niegdyś serial. Do tego czasu zdążyłam zapomnieć treść serialu i jedynie z grubsza pamiętałam, o co tam chodziło. Książka ta jednak stała na półce w bibliotece i ściągnęła mój wzrok, więc cóż, przeczytałam. Trochę czasu mi to zajęło i jest to dość dziwne, bo książka ta jest napisane niebywale przystępnie i lekko. Trudność z czytaniem polegała raczej na tym, iż jest to bez wątpienia najbardziej dołująca książka, jaką przyszło mi czytać w przeciągu kilku ostatnich lat. Sięgnięcie po nią po Violin dobiło mnie jeszcze silniej. Ale nie same komedie czyta człowiek, więc jakoś to przełknęłam i musze powiedzieć, że książka ta zasługuje na oklaski. Jest bez wątpienia bardzo dobra i można się w nią wciągnąć do tego stopnia, że ciężko ją odłożyć i zająć się czymś innym. Jednakże miałam też i swoje prywatne przemyślenia i nie były one tak do końca pozytywne. Jakkolwiek serial był bez wątpienia chwytający za serce i nie szło przejść obojętnie wobec uczucia łączącego Meggie i Ralpha.. tak w książce tego nie odczułam. Szczerze wręcz odebrałam to odwrotnie. Całość raziła mnie niesprawiedliwością, ale i nieprawością bohaterów. Oboje kłamali, ranili się i postępowali wbrew samym sobie, co oczywiście było być może w ich oczach jedynym rozwiązaniem, ale mi ciężko było temu kibicować. Nie polubiłam ani emocjonalnej Meggie ani praktycznego Ralpha. Najbardziej raziła mnie postać Justyny, która tak silnie mnie irytowała, że przebrnięcie przez rozdziały jej poświęcone były istną drogą krzyżową. Tak, jest to naprawdę niesamowita historia i naprawdę bardzo dobra książka, która na długo pozostaje w pamięci czytelnika. Jednakże jest to za razem książka smutna, wręcz dołująca i okrutna momentami. Nie powiem, że żałuje, że ją przeczytałam, bo absolutnie tak nie myślę, jednakże nie polecam jej komuś, kto nie umie się ustosunkować do smutnych i niesprawiedliwych zdarzeń. Na kartach tej książki nie rozgrywa się nic dobrego, pięknego i pogodnego. Życie daje każdemu w kość najsilniej jak tylko potrafi, wbijając metaforyczny cierń w pierś. Warto sięgnąć po tę książkę chociażby ze względu na klasykę tematu. Zgadzam się z porównaniem tego do Przeminęło z wiatrem gdyż tak samo tu historia pozbawiona jest złudzeń a zarazem oczarowuje nas bez reszty. Jest coś w tym, że czasem lubimy sobie pocierpieć, choć niekoniecznie ze związanego z nami powodu. Chyle czoła przed autorką za poruszenie takiego tematu gdyż bez wątpienia nie było to łatwe. Do tego lekkość, z jaką napisała swą książkę pozwala nam na zaropienie się w wieloletnich dziejach rodziny Clearych. Jedna z najlepszych książek przeczytanych przeze mnie w tym roku, choć bez wątpienia niebywale smutna.
Ocena: 4/5

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 29/07/2010 w * Przeczytane

 

Tagi: , ,