RSS

X-Men 4: Origins – Wolverine (2009)

04 Lip

Powód: Część czwarta.
Diagnoza: Co by nie popsuć przyjemności z oglądania powiem jedynie, że tym razem poznajemy historie Wolverine. Zarówno jego pochodzenia jak i początkowe próby odnalezienia swojego miejsca na świecie jako mutant. Wahanie pomiędzy przyjęciem jednaj ze stron, dobre czy złej. Oraz ostateczne wyjaśnienie sprawy z Williamem Strykerem. Czy już mówiłam, że nie lubię iść za tłumem? Ludzie masowo linczują ten film za to, że niby beznadziejny, że niby wszystko psuje i blabla. A ja się nie zgadzam. Nie i już. Co więcej powiem, że była to moim zdaniem najlepsza ze wszystkich czterech części. Dlaczego? Już wyjaśniam. Po pierwsze nie skupiła się aż tak bardzo nad sprawą mutanty vs ludzkość. Owszem, są w niej mutanty, ale nie jest to ani powodem do dylematów ani też najważniejszą w filmie kwestią. Historia Wolverine jest delikatnie mówiąc nieco brutalna i podziwiam producentów, że zadbali o to by nie była zbyt krwawa. Choć jeśli mam być szczera nie polecam zabierania na to swoich pociech. Trup się tu jednak ściele gęsto. Sam fakt, że żadne z przedstawionych mutantów nie ma jakiś super wypasionych nowoczesnych gadżetów jest dużym plusem. Zawsze byłam zwolenniczką prostszych rozwiązań. Do tego główny motyw sporu i kontrastu między braćmi wyjątkowo intrygujący. Po części wynika to z mojej sympatii do obu aktorów, ale nie można im ująć umiejętności. Obaj grają świetnie a agresja między nimi dodaje pikantnego smaczku 😉 Ogólnie obsada jest dobrana świetnie a efekty nie dość, że mroczne to jeszcze wyjątkowo dopracowane. Nie zgadzam się z opinią, że jest gorzej niż w poprzednich częściach, bo tam była taka masa błędów, że przy tej części mogą się zwyczajnie schować. Największym jednak atutem części czwartej jest jej dojrzałość. Brak tu buntujących się dzieci i walki dobra ze złem. Jest zwyczajna sensacja okraszona wyjątkowymi umiejętnościami bohaterów, ot wszystko.
Plus: Fakt, że można tą część oglądać bez pozostałych. To, że stanowi w pewnym sensie odrębną historie, która nie ma wpływu na te poprzednie. Owszem, jest ciekawostką, jeśli ktoś polubił postać Wolverine i chce się koniecznie dowiedzieć jak to z nim było, ale jak już powiedziałam, jeśli nie widzieliście poprzednich części i was do nich nie ciągnie, ta stanowi osobny segment, po który polecam sięgnąć. Jeśli potraktujemy to jako film sensacyjny to nikt nie poczuje się zawiedziony. Zgadzam się, są tu błędy. Począwszy od tego jak Wolverine wyciąga z ofiar szpony jak z masła, Williamowi Strykerowi zmienia się kolor włosów zależnie od ujęcia a kończąc na samozamykających się ustach trupa :p Ale takie wpadki zdarzają się w każdym filmie, nie ma produkcji doskonałych. Przede wszystkim na największe oklaski zasługuje obsada. Zarówno Hugh Jackman jak i Liev Schreiber grają bardzo dobrze. Zwłaszcza ten drugi, który urzekł mnie swoimi ząbkami ;D wiem, miały być straszne, ale ja jestem niereformowalna XD Do tego Dominic Monaghan za którym zdążyłam się już stęsknić, od kiedy bezczelnie zabili mi go w Lost (moja ulubiona postać). Daniel Henney , który prawdę powiedziawszy w koreańskich filmach mówi z tak żałosnym akcentem, że spodziewałam się żenady a tu pozytywne zaskoczenie 😉 No i Ryan Reynolds oraz Kevin Durand , którzy też spisują się niczego sobie. Polecam tą część każdemu, kto lubi dobrą sensacje, pozbawioną tanich wzruszeń za to soczystą na tyle by oglądać ją momentami na wdechu 😉

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 04/07/2010 w + Obejrzane, - Akcja, - Sci-Fi

 

Tagi: ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: