RSS

Neil Gaiman – Anansi Boys

18 Lip

Diagnoza: Gruby Charlie nigdy nie przepadał za swoim ojcem. Prawdę powiedziawszy to wiecznie się za niego wstydził. A ten jakby zupełnie nie zważając na to przysparzał mu wciąż kolejnych powodów do wstydu, bawiąc się przy tym wyśmienicie. Dlatego też, kiedy narzeczona Charliego przymusza go by zadzwonił do ojca i zaprosił go na ślub, Charlie nie jest zachwycony i ciężko mu się dziwić. Choć w ten dość nieoczekiwany sposób dowiaduje się o tym, że ojciec niedawno zmarł, nie jest tym faktem zdruzgotany. Ojciec Charliego nawet umierając zrobił to tak, że Charlie się za niego wstydził, choć wcale go przy tym nie było. Po pogrzebie dowiaduje się jednak rzeczy, które rzucają odmienne światło na jego ojca jak i resztę rodziny. Ponieważ to właśnie stara sąsiadka informuje Charliego iż ten ma brata, o którym do tej pory nic nie wiedział. Sąsiadka wyjaśnia mu by poprosił pająka, aby ten przekazał, że chce zobaczyć się ze swoim bratem. A Charlie w przypływie alkoholowego zamroczenia tak właśnie robi. Spider pojawia się niespodziewanie w jego życiu i sprawia, że wszystko wywraca się do góry nogami. Jest przystojniejszą, mądrzejszą i bardziej utalentowaną wersją Charliego i, co tu dużo mówić, ma ochotę przejąć jego życie. Kolejny pozytywny szok. Po przeczytaniu American God’s czułam, że poważne książki Gaimana chyba nie są dla mnie. Do tego, kiedy przekonałam się, że akcja Chłopaków Anansiego rozgrywa się w tych samych realiach, pomyślałam – polegnę. I znów z przyjemnością mogę stwierdzić, że się pomyliłam. Najprościej będzie powiedzieć, iż autor wziął to, co najlepsze z American God’s i Neverwhere tworząc książkę idealną. Brak tu pewnego rodzaju obrzydliwości z tej pierwszej i grozy z tej drugiej. Za to łączy w sobie te najlepsze elementy. Czarny humor, tajemniczość, magię albo raczej boskość, bo o to się rozchodzi ;P Gruby Charlie, co prawda mocno przypomina bohatera Neverwhere jednakże nie przeszkadza mi to. Zwykle bohaterowie jednego autora są d o siebie podobni bo, cóż, są podobni do autora 😉 W tym przypadku jednakże Gruby Charlie jest postacią pierwszo planową, czego o Richardzie nie można było powiedzieć. Fabuła jest tu bardzo pozytywnie zakręcona. Tak naprawdę do końca nie jesteśmy pewni jak to się wszystko rozegra. Złośliwi mówią, że fabuła za mocno przypomina Neverwhere, bo Charliemu też ktoś przewrócił życie do góry nogami. Nie zgadzam się z takim podejściem, bo jakby tak patrzeć to większość książek się powiela fabuła w stylu; dobro vs zło. Jeśli czytaliście Amerykańskich Bogów i spodobał wam się świat, w którym bogowie chadzają między nami. Jeśli czytaliście Neverwhere i spodobała wam się nieco mroczna wizja utraty kontroli nad swoim życiem oraz odkrycie, że świat nie jest do końca taki jak by nam się zdawało. Pokochacie tę książkę. Ciężko mi powiedzieć czy jest ona kryminałem czy może czarną komedią 😉 Faktem jest to, że często się śmiałam i wciągnęła mnie bardzo silnie. Po tej książce odzyskałam wiarę w to, że podołam kolejnym książką pana Gaimana. Czuje się już fanką i czekam na więcej 😀
Plus: Jak już wspomniałam powyżej, połączenie wszystkiego tego, co dobra z dwóch poprzednich książek. Wielokrotnie można się zaśmiać podczas czytania. Ot chociażby z żartu o słoiku przy łóżku ;D Pan Gaiman ma niezaprzeczalnie świetne poczucie humoru. Momentami mroczne, to fakt, ale ogólnie ciężko się nie śmiać czytając jego porównania 😉 Jakkolwiek jego wizje mogą czasem napędzić nam stracha, tu są przedstawione w wyważonych rozsądnie dawkach. Owszem, wciąż jest tak samo strasznie jak w American God’s kiedy przychodzi do tematu bogów. Jednakże wygładza to humorystyczne podejście do sprawy. Nikt tu nie przejeżdża nikogo samochodem ani nie wiesza na drzewie, za co bardzo serdecznie panu Gaimanowi dziękuje 😉 Co mogę jeszcze dodać.. Spodobało mi się to, że opisy dotyczyły nie tylko Charliego i jego brata. Obie panie ważne dla treści zostały potraktowane na równi z głównymi bohaterami i stanowią równie wymiarowe postaci. Do tego wątek szefa Charliego, wydawałoby się zupełnie nie istotny dla treści a jednak nadaje smaczku. Co dziwne spodobało mi się też zakończenie i przewodnia myśl książki nawiązująca do tego, że każde z nas, choć raz w życiu wstydziło się za swoich rodziców 😉 Cóż, kiedyś naszym dzieciom przyjdzie wstydzić się za nas :p Pan Gaiman otwarcie przyznaje się do tego i zdobywa tym moje uznanie, nie ma to jak szczerość 😉 Ale na największy, wręcz gigantyczny plus zasługuje dedykacja na początku książki. Przeczytajcie samą dedykacje a nie odstawicie jej obojętnie na półkę. Za dedykacje i świetnie spędzony czas, dziękuje 🙂
Ocena: 5/5

Advertisements
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 18/07/2010 w * Przeczytane

 

Tagi: , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: