RSS

Archiwum kategorii: – Animacja

How to Train Your Dragon (2010)

Powód: Pierwotnie miałam ochotę na usłyszenie głosu Gerarda Butlera jednakże w ostateczności obejrzałam wersje z lektorem by mój zmęczony po pracy mężczyzna nie musiał męczyć sobie oczu napisami 😉
Opis: Jak świat światem czarna owca w stadzie zawsze się znajdzie. Czkawka, syn walecznego wodza wikingów zupełnie nie przypomina swojego ojca. Żyjąc na wyspie, na której chlebem powszednim jest walka ze smokami, wypadałoby przynajmniej wykazać umiejętności gwarantujące przetrwanie. Jednakże Czkawka pomijając całą jego niezdarność jest po prostu inny. Choć bardzo stara się sprostać oczekiwaniom ojca i całego plemienia, kiedy staje oko w oko ze smokiem odkrywa, iż jego młodzieńcze aspiracje podążały w zgoła niewłaściwym kierunku…
Diagnoza: Ponoć trzeba całej wioski by wychować dziecko. W tej bajce potrzeba jednego dziecka by okiełznać smoka. Niby prosta bajka o równie prostym przesłani a jednak ma w sobie to coś, dla czego warto poświęcić jej czas. Męczące staje się tak zwane „podłapywanie” pomysłów przez twórców bajek. Kiedy spodobał się humor ze Shreka wszystkie bajki musiały mieć humor z podziałem na widzów dorosłych i ich potomstwo. Niby pomysł szczytny jednakże odgrzewany kilka razy kotlet nie smakuje już tak samo. Dlatego też kopiowane przez twórców bajek pomysły zaczynały powoli działać na nerwy. Bajeczki te różniły się, co najwyżej rasą zwierzątek i umiejscowaniem w czasie i przestrzeni. How to train your dragon jest inne i to sprawiło, że wystawiłam mu dość wysoką jak na moje standardy ocenę. Humor nie jest na siłę a przesłanie, choć szablonowe, pokazane jest w zgoła inny sposób niż do tej pory. Do tego nie da się ukryć, iż sama postać smoka oczarowuje i aż chciałoby się mieć takiego w domu 😉 Na największy plus w moich oczach zasługuje brutalna realność relacji między bohaterami (np. ojciec vs. syn) czy też sama końcówka. Jednym słowem – polecam. Film jak najbardziej nadający się dla naszych najmłodszych, ale i dorosły widz nie będzie się nudził.

Reklamy
 
 

Tagi: ,

Happily N’Ever After 2 (2009)

Powód: Sądziłam, iż jest to coś w klimacie części pierwszej.
Opis: Asystenci czarodzieja Munk i Mambo znów zakłócili porządek panujący w bajkowym świecie. Tym razem równowaga pomiędzy dobrem i złem przechyla się ku totalnej klęsce i wszystko wskazuje na to, iż nie będzie obowiązkowego w bajkach happy endu. Królewna Śnieżka zamiast pójść w ślady swojej pięknej i dobrej matki staje się rozwydrzoną nastolatką, której nie w głowie karmienie głodnych czy pocieszanie sierot. Znacznie bardziej woli imprezować z kumpelkami i odwiedzać najmodniejsze kluby. Wszystko komplikuje się jeszcze silniej, kiedy zła i próżna kobieta postanawia przejąć władze po dobrej królowej i wkupując się w łaski króla staje na dobrej drodze by zostać macochą Śnieżki.
Diagnoza: Choć pierwsza część tej bajki nie należała do najwybitniejszych, jakie widziałam była dość śmieszna i nowatorska. Druga część jest już pozycją mocno na siłę i do tego pozbawiona pomysłu, który byłby w stanie przekonać do siebie kogokolwiek. Śnieżka z telefonem komórkowym marząca tylko o tym by chodzić jako VIP na otwarcia nowych klubów to już zwyczajnie nie to. Do tego odniosłam wrażenie, iż bajka ta kierowana jest jedynie do rozwydrzonych nastolatek. Dla płci przeciwnej ciężko tu cokolwiek wyszukać. Najbardziej jednak rzuca się w oczy zwyczajny brak pomysłu na film. Można by wręcz dojść do wniosku, że ktoś pomyślał sobie, że fajnie byłoby zrobić drugą część skoro pierwsza się podobała, ale nie za bardzo wiedział, o czym więc powstała bajka o niczym. Po pierwsze i najważniejsze ani razu się nie zaśmiałam czy nawet uśmiechnęłam. Brak jakiejkolwiek fabuły mocno doskwiera. To znaczy owszem, fabuła jest, ale tak płytka i nijaka, że ciężko zmusić się do obejrzenia tego do końca. Do tego jakieś dziwne przekonanie autorów o tym, iż będą na czasie ukazując Śnieżkę właśnie tak a nie inaczej, woła o pomstę do nieba. Jest to bajka, na której wychowały się miliony i choć sama za nią nigdy nie przepadałam to oglądanie Śnieżki plotkującej na imprezie z psiapsiółami jakoś tak niszczy mi cały wizerunek tej bajki. Do tego oklepane zagrania i nieciekawe postaci skutecznie zachęcają do wyłączenia tego w diabły. Choć pierwsza część nadawała się dla każdego przedziału wiekowego ta raczej nie spodoba się dorosłemu odbiorcy. Co więcej nie polecam jej też dzieciom. Teraz jest tak wielki wybór w tych wszystkich animowanych filmach, że kupowanie tej bajki byłoby zwykłym marnotrawstwem pieniędzy.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 15/08/2010 w + Obejrzane, - Animacja

 

Tagi: ,

Back to Gaya (2004)

Powód: Sądziłam, że to nowa ekranizacja bajki, którą oglądałam w dzieciństwie. Pomyliłam się 😉
Diagnoza: W magicznej krainie Gaya mieszkańcy organizują coroczny wyścig. Nagrodą ma być pocałunek księżniczki która, co tu dużo mówić, nie jest szczególnie zainteresowana. Choć faworytem jest Zino, wielki bohater, który podołałby wszystkiemu. Księżniczka Alanta planuje wystartować w przebraniu chłopca (a jakże) chcąc udowodnić, że dziewczyna też coś potrafi. Choć Zino wspomaga jest przyjaciel Boo (genialny wynalazca), poza pokonaniem księżniczki czeka ich nierówna walka z podłymi Snarkami, którzy chcą także zaistnieć w magicznej krainie. Lecz to dopiero początek ich przygód. Cała ta grupa w nieoczekiwanych okolicznościach staje przed poważnym zadaniem odzyskania Dalamitu (magicznego kamienia ważnego dla ich świata) i uratowania swojej krainy. W tym celu przenoszą się do świata olbrzymów.. do świata ludzi. Mamy tu przykład standardowego przerostu formy nad treścią. Owszem, graficy stanęli na wysokości zadania i szata graficzna tej bajki prezentuje się naprawdę dobrze. Ale na tym koniec. Nie jest to bajka w stylu tych, na których rodzic oglądający ją z dzieckiem będzie się dobrze bawił. Jest zwyczajnie zbyt banalna, co każe mi sądzić, iż kierowano ją do bardzo małych dzieci. Smuci mnie przekonania, że obecnie dziecko nie potrzebuje żadnej treści, że wystarczy, iż bajka będzie ładna graficznie, dynamiczna i kolorowa. Być może sporo dzieci przedstawia takie podejście, ale wątpię by wszystkie tak myślały. Poza tym spójrzmy na inne produkcje ostatnich lat. One mają treść. Być może nie jakąś super rozbudowaną i może zbyt mocno naszpikowaną morałami, ale ogląda się je z przyjemnością niezależnie od wieku. Ta bajka zapewne spodoba się dziecku, które nie skupia swojej uwagi na treści, lecz na obrazie. Owszem jest kolorowo, dynamicznie, ba nawet momentami pouczająco. Jednak czegoś tu cały czas brakuje. Jest zbyt banalnie, zbyt tradycyjnie. Wszystko zapewne zależy od wieku i punktu widzenia. Jeśli macie dziecko na tyle małe by interesowały je ładne stworki na ekranie, które są dla siebie miłe i robią same dobre rzeczy, to bajka spodoba mu się na bank. Choć w tym wypadku ostrzegam, że dzieją się tu też rzeczy straszne (dla tego przedziału wiekowego) typu; zamykanie w klatkach, próba przejęcia władzy nad światem.. więc miejcie kontrole nad pilotem.
Plus: Grafika i wyłącznie grafika. Jakkolwiek dubbing nie był jakoś strasznie męczący to ciężko powiedzieć żeby był akurat plusem. Nie odnalazłam w tej historyjce żadnych smaczków, które pomogłyby w polecaniu jej. Ot zwykły zlepek podstawowych banałów wykorzystywanych w milionach innych bajek. Można, ale niekoniecznie.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 20/07/2010 w + Obejrzane, - Animacja, - Fantasy, - Przygodowy

 

Tagi: ,

Mary and Max (2009)

Powód: Bardzo dobre oceny na filmweb’ie.
Diagnoza: Film ten jest ponoć prawdziwą historią. Jestem w stanie w to uwierzyć. Wszak życie pozostaje dla niektórych jedynie w odcieniach szarości. Cały film jest właśnie w tych odcieniach, co dodaje mu patosu. Nie sugerujcie się tym, że jest zrobiony metodą kukiełkową. To, że coś jest animowane nie znaczy, że jest dla dzieci. Nawet fakt, że jest czytany wierszem nie powinien zniechęcić dorosłego widza gdyż jedynie nadaje mu swego rodzaju artyzmu. Film ten jest smutny.. Smutny jak życie.. Opowiada o dość dziwacznej przyjaźni między ośmioletnią Mary i czterdziesto letnim Max’em, którzy nigdy się nie spotkali. Mary pisze do Max’a wynajdując jego imię w książce telefonicznej, ponieważ jest ciekawa skąd biorą się dzieci z Nowego Jorku. Wszak w Australii znajduje się je na dnie kufla z piwem 😉 Wydawałoby się, że film opowiada zabawną historię, w końcu pierwsza wymiana listów wydaje się dość komiczna. Jednak oboje, zarówno Mary jak i Max borykają się z poważnymi problemami i choć starają się pomóc sobie nawzajem, los nie obchodzi się z nimi ulgowo. Przyznam, że był taki moment, w którym mało się nie rozpłakałam, co jest dla mnie dużym szokiem w przypadku filmu bez żywych aktorów 😉 Jest to jednak jeden z najlepszych tego typu filmów, jakie widziałam od wielu lat. Tak, jest to film artystyczny i nadaje się raczej do puszczania go na pokazach niż do kin. Bez wątpienia nie polecałabym go każdemu, bo nie każdy go zrozumie a nawet, jeśli zrozumie to może się wynudzić gdyż spodziewał się czegoś bardziej komercyjnego. To nie taki rodzaj filmu, na który idzie się po to by obejrzeć nie myśląc i zapomnieć tuż po wyjściu z kina. To sztuka i ja pozostaje oczarowana, dziękuje 🙂
Plus: Bezsprzecznie muzyka! Mamy tu najlepsze operowe kawałki muzyczne, jakie kiedykolwiek stworzono. Większość z nich każdemu obiła się o uszy chociażby ze względu na to, że często są używane nawet w kiczowatych produkcjach 😉 Pokochałam cytat z samego końca filmu „Bóg wybiera nam krewnych. Dzięki Bogu, że przyjaciół wybieramy sobie sami” amen 😉

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 19/05/2010 w + Obejrzane, - Animacja, - Dramat, - Komedia

 

Tagi: ,

9 (2009)

Powód: Do kina poszłam, dlatego że reklamowali to nazwiskiem Tim’a Burton’a. Teraz obejrzałam tak o, bo miałam ochotę :p
Diagnoza: 9 budzi się w świecie apokaliptycznym świecie przejętym przez maszyny. W około nie ma ani jednego żywego człowieka a wśród gruzów kryją się istoty mu podobne, walczące, każde na swój sposób, o przetrawanie. Zacznijmy od tego, że niesprawiedliwym było zachęcanie fanów Burtona do tego. Najprawdopodobniej cała jego praca nad tym zakończyła się wyłożeniem pieniędzy. Ale wróćmy do filmu. Jest dobry. Choć w kinie był o wiele lepszy.. Straszniejszy. Muzyka jest super, ale o czym my tu rozmawiamy, Danny Elfman maczał w tym palce 😉 Sam klimat apokaliptyczny.. ciekawy. Ale czegoś w tym wszystkim brakuje. Owszem mamy akcje i ciekawe postaci, które utożsamiają różne zachowania ludzkie w obliczu wojny/katastrofy. Ale sam film jest.. nudny? No nie wiem jak to nazwać. Po prostu niewiele się w nim dzieje, jakiś taki niezbyt emocjonujący. Może poza tym, że były w nim momenty, w których w kinie można było nieźle się przestraszyć 😉 w domu to już nie działało..
Plus: Muzyka i oczywiście powalająca grafika.. Jest na tak wysokim poziomie, że film stał się zapewne ucztą dla wszelkich fanatyków grafiki komputerowej 😉

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 05/05/2010 w + Obejrzane, - Animacja, - Przygodowy, - Sci-Fi

 

Tagi:

Coraline (2009)

Powód: Zobaczyłam trailer na gai i wydał mi się czymś podobnym do Nightmare Before Christmas 🙂
Diagnoza: Film na podstawie książki Neila Gaimana o tym samym tytule. Koralina (nie Karolina) wprowadza się wraz z rodzicami do nowego domu. Nie znajduje tam jednak zbyt wiele zajęć dla siebie. W deszczowy dzień, nie mogąc bawić się na dworze postanawia policzyć drzwi. Kiedy odkrywa, że jedne z nich się nie otwierają, wiedziona wrodzoną ciekawością dziecięcą odnajduje klucz i przechodzi przez tajemnicze drzwi. A za nimi znajduje się.. ten sam dom. Tyle, że jego mieszkańcy, rodzice oraz sąsiedzi, różnią się od tych po jej stronie (pomijając oczywisty fakt, że zamiast oczu mają czarne guziki). Rodzice, co prawda interesują się nią w przeciwieństwie do tych po pierwszej stronie. Jednakże szybko odkrywa, że coś jest nie tak. Druga matka w sposób napastliwy chce by Koralina została z nią na zawsze. A żeby tak się stało musi przyszyć do jej oczu guziki… a to zaledwie początek. Ten film jest po prostu rewelacyjny! Zacznijmy od tego, że nie przypomina Nightmare 😛 bo na tamtym nie dało się bać 😉 A tutaj to trzęsłam portkami w pewnym momentach, co uznaje za naprawdę duże osiągnięcie ;D Sama historia wciąga jak kisiel.. Grafika, klimat.. Po prostu musicie to obejrzeć, jeśli jeszcze nie widzieliście 🙂
Plus: To jeden z tych filmów, które potrafię zliczyć na palcach jednej dłoni – ciut lepszy od książki. Dlaczego? Książka jest super. Straszna, utrzymująca w napięciu i ciekawa. Ale film wygładza pewne niedociągnięcia i bardzo podoba mi się postać chłopaka i pomysł z laleczką.. no i koniec też jest ciekawszy, ale nie będę zdradzać ;P Jak to powiedział PratchettGuziki już nigdy nie będą takie jak kiedyś..” ;D

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 28/04/2010 w + Obejrzane, - Animacja, - Familijny, - Fantasy

 

Tagi: ,