RSS

Archiwum kategorii: – Dramat

10 filmów z przed roku 1990 które powinno się znać

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie ostatnia wymiana maili 😉 Dlatego też postanowiłam stworzyć to jakże subiektywne zestawienie dziesięciu filmów z przed roku 1990 które wpłynęły na mnie, oczarowały, ukształtowały upodobania i zwykle były oglądane po przynajmniej dziesięć razy. Z wiekiem nie mam już na to czasu ale wciąż jeśli jest okazja chętnie do nich wracam. Te jednak to crème de la crème, także bon appétit 😉 Kolejność zupełnie przypadkowa.

The Godfather (Ojciec chrzestny) (1972)

Godfather-poster

Zacznę od klasyki z serdecznymi pozdrowieniami dla Agnieszki która chcąc nie chcąc stała się inspiracją tego teksu a filmu wyżej wymienionego nie oglądała 😛 Cóż, nie powiem, że jest to film dla każdego. Ale bez wątpienia każdy dorosły fan kina kryminalnego znajdzie tu coś dla siebie. Zarówno książkowy pierwowzór jak i ekranizacja są absolutnie fenomenalne i nie wyobrażam sobie bym mogła przejść obok tej pozycji obojętnie. Bez tego filmu nie byłoby Chłopców z ferajny czy chodźby Rodziny Soprano. Ale przede wszystkim jest to film nie tylko gangsterski. Jest to dramat przedstawiający historię rodziny, pokazuje wartości i to które należy cenić i jak wysoko. Walkę o władzę, sławę, pieniądz. Znajdziemy tu miłość, zdradę, szacunek którego próżno szukać w obecnych czasach. Jest to oczywiście również najlepsze przedstawienie organizacji przestępczej i jej działalności w niesamowitej formię z mistrzowskim aktorstwem i muzyką. Och, ach, mogłabym się rozpływać jedynie nad samą muzyką. Kończąc swoje peany powiem jedynie iż gdybym z tej listy miała wybrać jeden film o którym mogłabym zapomnieć to na pewno nie byłby ten. Bez dwóch zdań, zostanie na zawsze w mojej pamięci jako 10/10. Bezbłędny, uczta kinomana.

One Flew Over the Cuckoo’s Nest (Lot nad kukułczym gniazdem) (1975)

Theatrical-Movie-Poster-one-flew-over-the-cuckoo-E2-80-99s-nest-12279895-1009-1500

Tu nie będę się rozpisywać bo każdy kto widział ten wie, a kto nie widział to cóż, powinien się conajmniej wstydzić. Jest to film mocny, pełen emocji w większości wstrząsających nami dogłębnie. Wątpie by ktoś był w stanie obejrzeć go do końca bez wzruszenia. Czytając książkę płakałam i nie wstydzę się do tego przyznać. To chyba najlepszy dramat psychologiczny jaki kiedykolwiek widziałam i nie obejrzenie go uważam za poważny błąd. Dla gry Jacka Nicholsona i koszmarnej Siostry Ratched warto zryć sobie tym filmem psychikę.

Taxi Driver (Taksówkarz) (1976)

taxi-driver-movie-poster-1976-1020170448

Martin Scorsese, Robert De Niro i młodziutka Jodie Foster – czy ten film potrzebuje jakiejś dodatkowej reklamy? Absolutny must watch dla mnie i każdego kto gustuje w dramatach. Nie będę się rozpisywać nad detalami bo to coś co po prostu trzeba obejrzeć samemu i spróbować ogarnąć z możliwie własną interpretacją.

Beetlejuice (Sok z żuka) (1988)

6963162.3

Gdybym była złośliwa napisałabym, że powstał on kiedy jeszcze Tim Burton kręcił dobre filmy ale nie będę złośliwa i powiem jedynie – absolutny kandydat do top 5 czarnej komedii. Nie sposób się na nim nie śmiać, nie wzruszyć a nawet bać, przynajmniej w tamtych czasach kiedy to Beetlejuice pod postacią węża wydawał się naprawdę przerażający. Do tego świetna obsada, gra aktorska, muzyka Dannyego Elfmana i przedewszystkim oryginalność. Próżno szukać czegoś choć odrobinę podobnego. Absolutnie jeden z moich ukochanych filmów które mogłabym oglądać kilka razy pod rząd.

Der Name der Rose (Imię róży) (1986)

the-name-of-the-rose-1986-movie-poster

Och cóź to były za emocję. No bo czy ktokolwiek oglądając ten genialny kryminał po raz pierwszy domyślił się zakończenia i sam rozwiązał zagadkę? Wciąż uwielbiam do niego wracać choć już tak dobrze znam zakończenie. Uwielbiam jego mroczny klimat, gęstą, tajemniczą atmosferę i świetną grę aktorską. Takich filmów już się nie robi 😦

Life of Brian (Żywot Briana) (1979)

20080725204913679_1_original

Musiał się tu znaleźć, bo po prostu musiał 😀 To bez sprzecznie nie jest film dla każdego… Moja mama podejrzewam, stukneła by się w czoło gdyby obejrzała chociaż pięć minut. Ale ja wciąż nie mogę się oprzeć humorowi ekipy Monty Pythona. I podziewiam ich za to jak bardzo nie boją się że ktoś tam na nich czeka po śmierci 😀 But remember to always look on the bright side of life~ 😀

Monty Python and the Holy Grail (Monty Python i Święty Graal) (1975)

1d4712fc1ce655463ccae0c4a43935f3

Skoro jest Brian to i nie mogło zabraknąć Graala 😉 Można by wymieniać tysiące smaczków tego filmu jak morderczy królik, rycerzy Ni, prędkość jaskółki bez obciążenia… Ten film po prostu trzeba obejrzeć 😀 Nie powiem że jest to dzieło na poziomie filmów powyżej ale nie wyobrażam sobie, że miałabym go nie znać. Jeden z tych filmów na których po prostu nie można przestać się śmiać 😉

Breakfast at Tiffany’s (Śniadanie u Tiffany’ego) (1961)

7d4638ab3fff23a4b7b90be405d49d51

I z karykatur przeskok na kino poważne, kino kobiece. Nie jestem wielką fanką tego typu filmów a jednak urzekł mnie do tego stopnia iż nawet mnie to zaskoczyło. Można by śmiało powiedzieć iż film ten stał się inspiracją do znienawidzonego przezemnie filmu Pretty Women, nie znoszę go i nigdy już tego zdania nie zmienie. Tu jednak historia jest nieco inna, bardziej wyrafinowana, pełna smaku i taktu. Uczta dla oczu. Do tego jakże piękna Audrey Hepburn i moje ukochane Moon River Franka Sinatry. Polecam każdemu kto ma ochotę na klasykę która nie charkteryzuję się przerostem formy nad treścią.

Gone with the Wind (Przeminęło z wiatrem) (1939)

przeminelo

Mówcie sobie co chcecie ale ja po prostu uwielbiam ten film 😛 Uwielbiam w nim Vivien Leigh i Clark’a Gable. Nie sposób mi przejść obok niego obojętnie choć być może gdybym obejrzała go po raz pierwszy teraz, miałabym zbyt wiele dobrych melodramatów do porównania.. Nie zmienia to faktu, że pozostaje w moim osobistym zestawieniu top 10 😉 „Pomyślę o tym jutro” a jeśli komuś się to nie podoba to „Frankly my dear, I don’t give a damn.” 😉

Die Unendliche Geschichte (Niekończąca się opowieść) (1984)

the-neverending-story-53c577f34bcf2.jpg

Jakież byłoby moje życię bez tego filmu.. Odtwarzałam go z kasety tak często że praktycznie ją zdarłam 😉 Marzyłam o świecie fantazji, o locie na smoku o magicznych stworzeniach które pomogłyby mi się wyrwać z tego ponurego świata… Bezsprzecznie dzięki temu filmowi zainteresowałam się fantasy. A może to po prostu już gdzieś we mnie tkwiło? Tak czy inaczej to po nim zaczęłam miewać różnego rodzaju fantastyczne sny które nierzadko opisywałam i byłoby cudownie gdybym dotrwała w nich do końca 😉 Jest tu magia, emocje, przepiękny baśniowy klimat. To czego tak bardzo brakuje we współczesnych filmach skupionych znacznie mocniej na formie niżeli na przekazie.. Tym jakże emocjonalnym dla mnie filmem kończę moją listę top 10 i zaznaczam iż wielu filmów tu zabrakło jak np Ghost Busters, Look Who’s Talking, Dangerous Liaisons czy chociażby Kapuśniaczku 😉 Te jednak zostawię sobie do innego zestawienia a już w przygotowaniu mam listę filmów lat 80-90 które wszyscy oglądaliśmy ale wstydzimy się do tego przyznać 😛 Także do przeczytania 😉

 

Nanny Diaries, The (2007)

Powód: Alicia Keys jedna z moich ulubionych piosenkarek 🙂
Opis: Dwudziesto jedno letnia studentka Annie Braddock (Scarlett Johansson) pragnie się usamodzielnić. W tym celu potrzebna jest jej praca a o tą jak wiadomo nie łatwo. Poprzez zbieg okoliczności udaje jej się jednak uzyskać zatrudnienie jako niańka u bogatej nowojorskiej rodziny. Dziewczyna niespecjalnie zna się na zawodzenie i ma sporo problemów z okiełznaniem rozpuszczonego dzieciaka jednak nie on jest największym problemem. Jego rodzice mają poważne problemy małżeńskie, przez które nie poświęcają dziecku najmniejszej uwagi pozostawiając wszystko na barkach Annie. Mając na głowie studia, niewdzięcznych pracodawców i nadzwyczaj żywiołowego pięciolatka, Annie próbuje odnaleźć się w tym nieprzyjaznym świecie. Do tego na horyzoncie pojawia się pewien przystojny sąsiad.
Diagnoza: Trochę nosiłam się z tym filmem gdyż był to okres, w którym nie przepadałam za Scarlett Johansson. Później dzięki innym produkcjom zmieniłam o niej zdanie i uznałam, że a niech tam, obejrzę komedie romantyczną skoro gra w niej dobra aktorka. Książki nie czytałam, ale po obejrzeniu filmu nie jestem pewna czy nadal chce przeczytać. Nie dość, że film jest nudny i nieszczególnie dobrze zrealizowany to skupia się na klasycznych zagraniach komedii romantycznej gdzie chyba nie to było tematem całości. Skojarzył mi się z Diabeł ubiera się u Prady gdyż tak samo tam jak i tu mamy biedną dziewoje, która chcąc jedynie zarobić wchodzi w świat bogatych snobów, którzy nadają się na eksponaty w muzeum (ten chwyt w filmie bardzo mi się spodobał, ale jedna dobra scena nie ratuje całości). Tyle, że w przeciwieństwie to tego tworu Diabeł ubiera się u Prady jest świetnym filmem o dobrej obsadzie posiadającej umiejętności aktorskie. Tutaj nie zabrakło dobrej obsady i nie wątpię w aktorstwo tych akurat osób, ale scenariusz wyraźnie nie daje im szans na to by zaprezentować sobą coś więcej niż płytkie przerysowane postaci. Od początku wiadomo, że źli staną się na końcu dobrzy a miłość zwycięży wszelkie przeciwności, co więcej brak tu tego „czegoś”, co utrzymałoby uwagę widza. Komedii romantycznych jest tyle, że po obejrzeniu przynajmniej 20 znamy już wszystkie schematy i choć zgodzę się, że trudno jest wymyślić coś nowego to zawsze można poratować się dobrym żartem, zabawnymi dialogami czy nieoczekiwanymi zwrotami akcji. Tu nie ma z tego kompletnie nic. Największym jednak zawodem była Alicia która pokazała się na ekranie przez parę minut i niczego sobą nie zaprezentowała. Wiem, że nie jest aktorką, ale branie jej do filmu dla samego wyglądu, (bo najwyraźniej tylko po to została tu obsadzona) było nieprzemyślane i sądzę, iż zaszkodziło jej wizerunkowi przynajmniej w moich oczach. Choć ją lubię to odczuwałam pewien dyskomfort patrząc na jej kompletny brak umiejętności aktorskich. Sam pomysł przewodni nie jest może szczególnie wysokich lotów, ale wierze, iż można było go zrealizować lepiej. Do tego dobra obsada poratowałaby sytuacje gdyby tylko ich postaci nie były tak sztywne i nieciekawe. Szkoda na to czasu. Istnieje przynajmniej setka o wiele lepszych komedii romantycznych.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 15/08/2010 w + Obejrzane, - Dramat, - Komedia rom.

 

Tagi: ,

Cruel Intentions (1999)

Powód: Byłam ciekawa ile to ma wspólnego z Niebezpiecznymi związkami.
Opis: Przyrodnie rodzeństwo Sebastian (Ryan Phillippe) i Kathryn (Sarah Michelle Gellar) uwielbia manipulować ludźmi. Największą frajdę jednak sprawia im uwodzenie niewinnych i upokorzenie ich przy tym. Kiedy Sebastian odmawia Kathryn proszącej go o uwiedzenie dziewczyny, która zaszła jej za skórę, ta podważa umiejętności brata. Urażony tak bezpodstawnym oskarżeniem postanawia udowodnić jej, iż jest w tym, co robi najlepszy. Wyjątkowo intrygującym wyzwaniem okazuje się Annette (Reese Witherspoon) głosząca słuszność czystości przedmałżeńskiej.
Diagnoza: Jakiś czas temu usłyszałam o tym filmie i jako że Niebezpieczne związki podobały mi się zarówno w formie książkowej jak i ekranizacji, uznałam, że może warto i tego spróbować. Moja ulubiona stacja AXN (reklama xD) puściła ten film bodajże tuż przed Los Hombres de Paco, więc obejrzałam. Powiedzieć, że byłam zawiedziona to stanowczo za mało. Reklamowanie tego jako adaptację jest mocno chybione gdyż ludzie, którzy lubią Niebezpieczne związki zwyczajnie psy będą na tym wieszać. To żałosna, wulgarna i wyjątkowo nędzna imitacja. Zgadzam się tylko z tym, iż aktorstwo nie jest tak całkiem tragiczne i nawet się kilka razy uśmiechnęłam mimowolnie. Choć przez gro czasu byłam zniesmaczona, zarówno niskim poziomem jak i bezsensownymi wulgaryzmami. Jeśli to ma być współczesna wersja tej poruszającej historii to ja chyba pozostanę cofnięta w czasie. Nawet jak na thriller dla nastolatków jest to wyjątkowo nieudolna produkcja. Dzieciaki, które próbują zgrywać wampy, żenada i śmiech. Starałam się myśleć o tym jak o osobnej produkcji, aby zyskało to nieco więcej w moich oczach i szczerze nawet wtedy nie było to nic dobrego. Postaci płytkie i sztuczne. Nie przekonali mnie do siebie ani do tego swojego rzekomego magnetyzmu. Kiełkująca miłość w ogóle na miłość nie wygląda a koniec wręcz komiczny. Jeśli ktoś ma ochotę na niskich lotów produkcje dla rozpasanych nastolatek z paczką chipsów w dłoni to nadaje się jak nic 😉 Nie jestem nawet w stanie napisać o tym więcej gdyż wszelkie słowa skierowane w kierunku tej produkcji uważam za stracone. Czas by moja klawiatura odpoczęła a wy widząc ten film w tv przełączcie na cokolwiek, gwarantuje, że będzie lepsze 😉

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 15/08/2010 w + Obejrzane, - Dramat, - Thriller

 

Tagi: ,

Persuasion (2007)

Powód: W tym roku sięgnęłam po ten film drugi raz, ale zarówno w tym jak i wcześniejszym przypadku oglądałam go z mamą – fanka Jane Austen 😉
Diagnoza: Ekranizacja powieści Jane Austen o tym samym tytule. Anne Eliot ma już dwadzieścia siedem lat, co czyni ją starą panną i niezbyt chętnie braną pod uwagę partią. Choć pochodzi z arystokratycznej rodziny nie jest skora do ożenku z przedstawianymi jej kawalerami. W wieku dziewiętnastu lat zakochana z wzajemnością w kapitanie Fredericku Wentworh marzyła o tym by móc wyjść za niego za mąż jednakże nie spotkało się to z aprobatą jej rodziny, która wymogła na niej zerwanie zaręczyn. Kiedy po ośmiu latach ich drogi znów się krzyżują, kapitan jest już osobą o wiele bardziej majętną i wręcz pożądaną przez młode panny jako kandydat na męża. Choć uczucie między nim a Anne odżywa na nowo, jest zbyt dumny by przyznać się do tego otwarcie. Anne z bólem odczuwa chłód ukochanego mężczyzny jednakże to jeszcze silniej zachęca ją do buntu przeciw obowiązującym ją od urodzenia konwenansom. Za pierwszym podejściem film ten nieszczególnie mnie zachwycił. Wynikało to zapewne z przesytu ekranizacji książek Jane Austen. W ostatnich latach wyszło ich całkiem sporo, zwłaszcza tych telewizyjnych. Drugie podejście jednakże, było o wiele przyjemniejsze. Od razu zaznaczę, iż nie czytałam książki także ciężko jest mi powiedzieć czy aktorzy są dobrze dobrani to ich pierwowzorów. Mogę jedynie ocenić ich dobór do roli i wydają mi się idealni. Zwłaszcza Rupert Penry-Jones oczarowuje swoim zaskakująco przystojnym obliczem 😉 Cała historia jest dość prosta i jak to bywa w przypadku pani Austen, smutna. Ja jako osoba zupełnie nie romansowa zwykłam nazywać tego typu problemy sztucznymi. Film jednak wyjątkowo realistycznie ukazuje nam, iż realia były takie a nie inne, dlatego też kupujemy te historię. Nawet taka zagorzała przeciwniczka tych dziwacznych konwenansów wzruszyłam się na tym filmie a to już duży plus 😉 Wciąż byłam zbulwersowana niesprawiedliwością tamtych czasów, ale to także zaleta filmu – iż tak silnie mnie wciągnął, że byłam w stanie bulwersować się na coś, co w tym wypadku było wyłącznie fikcją. Jak zwykle kostiumy i zdjęcia oczarowują widza a odpowiednio dobrana muzyka pomaga we wzruszeniu. Z tych najnowszych telewizyjnych ekranizacji ta wydaje się być jedną z lepszych głównie dzięki grze aktorskiej oraz temu, iż aktorzy nie mają zbyt współczesnego typu urody. Przywykłam do tego, iż panowie w ekranizacjach książek Austen nie są jakoś szczególnie urodziwi. Dlatego też Kapitan Wentworth był wyjątkowo dobrze wyszukanym smaczkiem. Poza urodziwą twarzą świetnie odgrywał targające nim wewnętrznie emocje, co wyjątkowo przypadło mi do gustu. Nawet, jeśli nie jest się fanem dzieł pani Austen sądzę, że film ten powinien się spodobać każdej fance romansów kostiumowych. Oczywiście tego romansu jest tu tyle, co między słowami, ale takie właśnie bywają najpiękniejsze 😉

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 02/08/2010 w + Obejrzane, - Dramat, - Kostiumowy, - Romans

 

Tagi: ,

He’s Just Not That Into You (2009)

Powód: Jennifer Aniston, Scarlett Johansson, Drew Barrymore, Ben Affleck i Bradley Cooper.
Diagnoza: Film opowiada historie kilkorga ludzi połączonych ze sobą w mniejszym bądź większym stopniu. Każde z nich boryka się z problemami w związku bądź trudnością na nawiązanie takowego. Podstawowym dążeniem jednak jest odnalezienie szczęścia u boku tej właściwej osoby. Nie skupiając się na jednej formie mamy tu znudzone małżeństwo okłamujące się, że wcale nie jest tak źle. Właściwie to robi się naprawdę źle dopiero, kiedy on spotyka kogoś innego. Z kolei jego obiekt westchnień jest obiektem westchnień kogoś innego i ma przyjaciółkę, która próbuje szczęścia w miłości przez kontakty internetowe. Zaś przyjaciel zdradliwego męża żyje z kobietą, którą bardzo kocha, ale nie chce ślubu. Ona za to pracuje z dziewczyną, która jest w stanie znieść wszystko byleby tylko w końcu znaleźć kogoś, kto się nią zainteresuje. Nawet przyjąć porady od faceta, który bez ogródek mówi jej „Jakby chciał zadzwonić to by zadzwonił”. Długo nosiłam się z tym filmem, bo choć z początku miałam wielką ochotę go obejrzeć, widziałam jedynie bardzo niskie opinie na jego temat. W końcu jednak skusiłam się i zrozumiałam, czemu nie każdemu się spodobał. Jeśli szuka się taniej rozrywki bądź bajkowych związków i śmiesznych gagów to tu ich zwyczajnie nie ma. Jest to raczej film do przemyślenia, choć nie brak mu tanich zagrywek. Pierwsze, co poraziło mojego oczy (w pozytywnym sensie) to głupota kobiet, jaką ten film porusza. Sądzę, że w Polsce film ten nie odnalazł zbyt wielkiego zrozumienia ze względu na to, że nie jesteśmy tak niepoprawnymi optymistkami. Fakt, od małego wmawia się nam, że jak chłopiec nas popycha albo wyzywa to pewnie mu się podobamy jednakże polki, z natury pesymistki, nie przekładają tego na dorosłe życie (no chyba, że są wyjątkowo zaślepione). Nie znam dziewczyny/kobiety, która by sobie wmawiała, że jak facet nie dzwoni to pewnie miał wypadek, zwykle zakładają tą najgorszą opcje, ale na 80% prawdziwą – nie dzwoni, bo nie chce dzwonić. Film ten opowiada o tym jak kobiety się okłamują dla poprawy samopoczucia, bądź, jak kto woli wmawiają sobie pewne rzeczy by móc iść dalej z podniesioną głową. I choć było to momentami smutne to jednak jest w tym olbrzymie ziarno prawdy. Wszystkie sytuacje, które tu oglądamy i bohaterzy pokazują nam jak sami sobie potrafimy wmawiać rzeczy, który zwyczajnie nie ma, i do czego to prowadzi. Nie polecam tego filmu ku rozrywce, bo choć uśmiechnęłam się parę razy to jest bardziej smutny niż śmieszny. Najbardziej poruszyła mnie historia Gigi , pomimo jej całkowitego zaćmienia umysłowego 😉
Plus: To, że film ten porusza taką tematykę jest dość ciekawym zjawiskiem. W obecnych czasach większość kobiet, goniący za karierą, mężem, rozpaczliwie pragnących stabilizacji, wmawia sobie tak wiele, że gdyby ktoś wypisał przed nimi wszystkie te kłamstwa, misternie ustawiona wokoło nich wieża obronna upadłaby pozostawiają za sobą jedynie gruz. Wątpię też by film ten dotarł do tych, do których dotrzeć powinien, bo zwyczajnie powiedzą sobie „Mnie to nie dotyczy”. Mimo to miło spędziłam czas oglądając go, bo wreszcie ktoś ośmielił się poruszyć temat, który nie niesie za sobą jedynie rozrywki i sprawia, że zaczynamy myśleć.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 03/07/2010 w + Obejrzane, - Dramat, - Komedia, - Romans

 

Tagi: ,

Time Traveler’s Wife, The (2009)

Powód: Spodobał mi się plakat 😉
Diagnoza: Henry spotyka Clare w bibliotece i choć wydawałoby się, że jest to przypadek a dziewczyna dla niego jest zupełnie obca, nie jest to ich pierwsze spotkanie. Co więcej Clare kocha go i wie, że to właśnie on jest tym jedynym. Wyjaśnieniem jest to, iż Henry podróżuje w czasie. Byłoby to niesamowitym darem gdyby nie fakt, że nie posiada on nad tym żadnej kontroli. Nie wie, kiedy to się stanie ani gdzie go przeniesie, a co najważniejsze nie ma pojęcia, kiedy wróci. Choć oboje darzą się wielkim uczuciem i Clare stara się wspierać swojego ukochanego, życie z mężczyzną, który w każdej chwili może zniknąć nie jest takie proste. Od dłuższego czasu nosiłam się z tym filmem. Bodajże na jesień zeszłego roku, udałam się do Taniej Książki by porobić to, co lubię najbardziej – wyszukać ciekawe i tanie książki. Jeśli się wie, kiedy przyjść, można tam trafić na istne perełki. Książkę pani Audrey Niffenegger zakupiłam zupełnie przypadkiem. Ot tytuł przyciągnął mój wzrok, szybki rzut oka na opis i wrzuciłam do koszyka. Książka wylądowała na półce, na stosie „do przeczytania”, ale zanim do niej dobrnęłam, film trafił do kin. Teraz książka czeka już niecierpliwie na swoją kolej gdyż film bardzo przypadł mi do gustu. Początek wydał mi się nieco za szybki, zbyt pogmatwany i dziwaczny. Szybko jednak zdałam sobie sprawę, że tak właśnie musi być ze względu na poruszaną tematykę 😉 Zwykle film z czynnikiem „magicznym” przyciągają do siebie stada „znawców”, którzy doszukują się błędów, niedociągnięć bądź nierealności. To jednak nie jest fantasy, element podróży w czasie jest tu jedynie pobocznym dodatkiem i nie należy aż tak silnie zwracać na niego uwagi. Choć film należy obejrzeć do końca by w pełni zrozumieć i powiązać ze sobą wszystkie sznureczki fabuły, skutecznie utrzymuje naszą uwagę. Związek Henryego i Clare nie jest zwyczajnym związkiem a mimo to starają się nadać mu tyle normalności ile tylko są w stanie. Oglądanie ich zmagań z losem jest wciągające i momentami wzruszające. Brak w tym filmie głupoty, śmieszności. Za to mamy ciepło i oddanie, to co sprzedaj się gorzej (ze względu na powagę) ale jest o wiele lepsze. Pominę już prosty fakt, że dramaty wnoszą więcej do naszego życia niż komedie. I choć oba gatunki są czasem potrzebne to jednak przesyt tych drugich sprawia, że chętniej sięga się po te pierwsze. Ten film utrzymał moją pełną uwagę od samego początku aż po ostatnią scenę i polecam go każdemu, kto lubi się odrobinę wzruszyć i zatrzymać na chwilę.
Plus: Choć z początku gra Rachel McAdams strasznie mi się nie spodobała (wręcz skojarzyła mi się z upośledzoną emocjonalnie Bellą w filmowych Zmierzchu) to należy to chyba zrzucić na scenariusz. Później jest już o wiele lepiej i wraz z Eric’em Bana tworzą piękną parę. Podobało mi się to, że historia ta nie ma prostej fabuły, to, że należy się skupić by zrozumieć, do czego to wszystko zmierza. Nie przewidziałam też końca a to w mojej ocenie wielki plus. Rozmowa z matką była jak dla mnie najbardziej wzruszającą sceną filmu, ale to tylko ja 😉 Do tego brak typowo hollywoodzkich wygładzeń była dodatkowym smaczkiem. Z początku można nie zrozumieć motywów postępowania bohaterów jednakże należy im zaufać, wszak oglądamy to od tyłu 😉

 
2 komentarze

Opublikował/a w dniu 03/07/2010 w + Obejrzane, - Dramat, - Romans, - Sci-Fi

 

Tagi: ,

Sleepless in Seattle (1993)

Powód: Sama musze przyznać, że to wstyd, ale nie widziałam tego filmu wcześniej 😉
Diagnoza: Mama od dawna namawiała mnie na ten film mówiąc, że jest świetny i miała racje. Jakkolwiek nie jest to komedia a raczej film jest ciut poważniejszy. Historia samotnego ojca, który stracił żonę i jego syna, który zadzwonił do radia prosząc o pomoc dla taty, który przecież nie może cały czas być sam 😉 Czy kogokolwiek zaskoczyło to jak wiele kobiet odpowiedziało na taki apel? 😉 Jednak tylko jedna była na tyle oczarowana by udać się aż do Seattle nie do końca pewna, co też jej przyszło do głowy. Choć wydaje się to brzmieć komediowo wcale takie nie jest. Wszak utrata ukochanej żony i matki zwykle sprawia, iż osamotniony mąż żyje w przekonaniu, że nikt jej nie dorówna. Historia być może nie jest jakąś super oryginalną opowieścią i nie kryje w sobie głębokich przesłań. Mimo to chwyta ze serce swoją prostotą i pięknem 🙂
Plus: Zarówno Tom Hanks jak i Meg Ryan zagrali tu rewelacyjnie. Tom Hanks ma talent do smutnych ról a Meg kiedyś była świetna w rolach lekko postrzelonych, ale prostych i szczerych kobiet. Stworzyli tu duet godny zapamiętania.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26/05/2010 w + Obejrzane, - Dramat, - Komedia rom.

 

Tagi: ,