RSS

Archiwum kategorii: – Fantasy

10 filmów z przed roku 1990 które powinno się znać

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie ostatnia wymiana maili 😉 Dlatego też postanowiłam stworzyć to jakże subiektywne zestawienie dziesięciu filmów z przed roku 1990 które wpłynęły na mnie, oczarowały, ukształtowały upodobania i zwykle były oglądane po przynajmniej dziesięć razy. Z wiekiem nie mam już na to czasu ale wciąż jeśli jest okazja chętnie do nich wracam. Te jednak to crème de la crème, także bon appétit 😉 Kolejność zupełnie przypadkowa.

The Godfather (Ojciec chrzestny) (1972)

Godfather-poster

Zacznę od klasyki z serdecznymi pozdrowieniami dla Agnieszki która chcąc nie chcąc stała się inspiracją tego teksu a filmu wyżej wymienionego nie oglądała 😛 Cóż, nie powiem, że jest to film dla każdego. Ale bez wątpienia każdy dorosły fan kina kryminalnego znajdzie tu coś dla siebie. Zarówno książkowy pierwowzór jak i ekranizacja są absolutnie fenomenalne i nie wyobrażam sobie bym mogła przejść obok tej pozycji obojętnie. Bez tego filmu nie byłoby Chłopców z ferajny czy chodźby Rodziny Soprano. Ale przede wszystkim jest to film nie tylko gangsterski. Jest to dramat przedstawiający historię rodziny, pokazuje wartości i to które należy cenić i jak wysoko. Walkę o władzę, sławę, pieniądz. Znajdziemy tu miłość, zdradę, szacunek którego próżno szukać w obecnych czasach. Jest to oczywiście również najlepsze przedstawienie organizacji przestępczej i jej działalności w niesamowitej formię z mistrzowskim aktorstwem i muzyką. Och, ach, mogłabym się rozpływać jedynie nad samą muzyką. Kończąc swoje peany powiem jedynie iż gdybym z tej listy miała wybrać jeden film o którym mogłabym zapomnieć to na pewno nie byłby ten. Bez dwóch zdań, zostanie na zawsze w mojej pamięci jako 10/10. Bezbłędny, uczta kinomana.

One Flew Over the Cuckoo’s Nest (Lot nad kukułczym gniazdem) (1975)

Theatrical-Movie-Poster-one-flew-over-the-cuckoo-E2-80-99s-nest-12279895-1009-1500

Tu nie będę się rozpisywać bo każdy kto widział ten wie, a kto nie widział to cóż, powinien się conajmniej wstydzić. Jest to film mocny, pełen emocji w większości wstrząsających nami dogłębnie. Wątpie by ktoś był w stanie obejrzeć go do końca bez wzruszenia. Czytając książkę płakałam i nie wstydzę się do tego przyznać. To chyba najlepszy dramat psychologiczny jaki kiedykolwiek widziałam i nie obejrzenie go uważam za poważny błąd. Dla gry Jacka Nicholsona i koszmarnej Siostry Ratched warto zryć sobie tym filmem psychikę.

Taxi Driver (Taksówkarz) (1976)

taxi-driver-movie-poster-1976-1020170448

Martin Scorsese, Robert De Niro i młodziutka Jodie Foster – czy ten film potrzebuje jakiejś dodatkowej reklamy? Absolutny must watch dla mnie i każdego kto gustuje w dramatach. Nie będę się rozpisywać nad detalami bo to coś co po prostu trzeba obejrzeć samemu i spróbować ogarnąć z możliwie własną interpretacją.

Beetlejuice (Sok z żuka) (1988)

6963162.3

Gdybym była złośliwa napisałabym, że powstał on kiedy jeszcze Tim Burton kręcił dobre filmy ale nie będę złośliwa i powiem jedynie – absolutny kandydat do top 5 czarnej komedii. Nie sposób się na nim nie śmiać, nie wzruszyć a nawet bać, przynajmniej w tamtych czasach kiedy to Beetlejuice pod postacią węża wydawał się naprawdę przerażający. Do tego świetna obsada, gra aktorska, muzyka Dannyego Elfmana i przedewszystkim oryginalność. Próżno szukać czegoś choć odrobinę podobnego. Absolutnie jeden z moich ukochanych filmów które mogłabym oglądać kilka razy pod rząd.

Der Name der Rose (Imię róży) (1986)

the-name-of-the-rose-1986-movie-poster

Och cóź to były za emocję. No bo czy ktokolwiek oglądając ten genialny kryminał po raz pierwszy domyślił się zakończenia i sam rozwiązał zagadkę? Wciąż uwielbiam do niego wracać choć już tak dobrze znam zakończenie. Uwielbiam jego mroczny klimat, gęstą, tajemniczą atmosferę i świetną grę aktorską. Takich filmów już się nie robi 😦

Life of Brian (Żywot Briana) (1979)

20080725204913679_1_original

Musiał się tu znaleźć, bo po prostu musiał 😀 To bez sprzecznie nie jest film dla każdego… Moja mama podejrzewam, stukneła by się w czoło gdyby obejrzała chociaż pięć minut. Ale ja wciąż nie mogę się oprzeć humorowi ekipy Monty Pythona. I podziewiam ich za to jak bardzo nie boją się że ktoś tam na nich czeka po śmierci 😀 But remember to always look on the bright side of life~ 😀

Monty Python and the Holy Grail (Monty Python i Święty Graal) (1975)

1d4712fc1ce655463ccae0c4a43935f3

Skoro jest Brian to i nie mogło zabraknąć Graala 😉 Można by wymieniać tysiące smaczków tego filmu jak morderczy królik, rycerzy Ni, prędkość jaskółki bez obciążenia… Ten film po prostu trzeba obejrzeć 😀 Nie powiem że jest to dzieło na poziomie filmów powyżej ale nie wyobrażam sobie, że miałabym go nie znać. Jeden z tych filmów na których po prostu nie można przestać się śmiać 😉

Breakfast at Tiffany’s (Śniadanie u Tiffany’ego) (1961)

7d4638ab3fff23a4b7b90be405d49d51

I z karykatur przeskok na kino poważne, kino kobiece. Nie jestem wielką fanką tego typu filmów a jednak urzekł mnie do tego stopnia iż nawet mnie to zaskoczyło. Można by śmiało powiedzieć iż film ten stał się inspiracją do znienawidzonego przezemnie filmu Pretty Women, nie znoszę go i nigdy już tego zdania nie zmienie. Tu jednak historia jest nieco inna, bardziej wyrafinowana, pełna smaku i taktu. Uczta dla oczu. Do tego jakże piękna Audrey Hepburn i moje ukochane Moon River Franka Sinatry. Polecam każdemu kto ma ochotę na klasykę która nie charkteryzuję się przerostem formy nad treścią.

Gone with the Wind (Przeminęło z wiatrem) (1939)

przeminelo

Mówcie sobie co chcecie ale ja po prostu uwielbiam ten film 😛 Uwielbiam w nim Vivien Leigh i Clark’a Gable. Nie sposób mi przejść obok niego obojętnie choć być może gdybym obejrzała go po raz pierwszy teraz, miałabym zbyt wiele dobrych melodramatów do porównania.. Nie zmienia to faktu, że pozostaje w moim osobistym zestawieniu top 10 😉 „Pomyślę o tym jutro” a jeśli komuś się to nie podoba to „Frankly my dear, I don’t give a damn.” 😉

Die Unendliche Geschichte (Niekończąca się opowieść) (1984)

the-neverending-story-53c577f34bcf2.jpg

Jakież byłoby moje życię bez tego filmu.. Odtwarzałam go z kasety tak często że praktycznie ją zdarłam 😉 Marzyłam o świecie fantazji, o locie na smoku o magicznych stworzeniach które pomogłyby mi się wyrwać z tego ponurego świata… Bezsprzecznie dzięki temu filmowi zainteresowałam się fantasy. A może to po prostu już gdzieś we mnie tkwiło? Tak czy inaczej to po nim zaczęłam miewać różnego rodzaju fantastyczne sny które nierzadko opisywałam i byłoby cudownie gdybym dotrwała w nich do końca 😉 Jest tu magia, emocje, przepiękny baśniowy klimat. To czego tak bardzo brakuje we współczesnych filmach skupionych znacznie mocniej na formie niżeli na przekazie.. Tym jakże emocjonalnym dla mnie filmem kończę moją listę top 10 i zaznaczam iż wielu filmów tu zabrakło jak np Ghost Busters, Look Who’s Talking, Dangerous Liaisons czy chociażby Kapuśniaczku 😉 Te jednak zostawię sobie do innego zestawienia a już w przygotowaniu mam listę filmów lat 80-90 które wszyscy oglądaliśmy ale wstydzimy się do tego przyznać 😛 Także do przeczytania 😉

Reklamy
 

Clash of the Titans (2010)

Powód: Mój mężczyzna pałał wielką chęcią obejrzenia czegoś w tym klimacie a ja jak na dobrą żonę przystało spełniam jego pragnienia również na płaszczyźnie filmowej 😉
Opis: Perseusz, syn Zeusa i śmiertelnej kobiety, dorasta w rybackiej rodzinie nie mając pojęcia o swym pochodzeniu. Kiedy nie jest w stanie uratować swych bliskich przed mściwym Hadesem, nie mając nic do stracenia zgłasza się na ochotnika w wyprawie mającej na celu obalenie boga umarłych zanim ten odbierze moc swemu bratu Zeusowi i sprowadzi zagładę na całą ludzkość.
Diagnoza: Pamiętam, że film ten był mocno reklamowany, jako powalająco rewelacyjny. Nie wybierałam się na niego do kina, ale zaznaczyłam, jako ten, na który warto poczekać, kiedy wyjdzie już na dvd. Cóż, nie warto było, jeśli mam być brutalnie szczera, czyli taka, jaka generalnie jestem. Pomijając całkiem przyjemne dla oka efekty komputerowe film jest nudny, płytki, smętny i zwyczajnie nie na poziomie. Oglądałam wiele produkcji nawiązujących do mitologii i ze smutkiem musze stwierdzić, że im starsze tym lepsze. Przy nowej technologii chciałoby się wreszcie zobaczyć coś wykonanego efektownie i z sensem, ale o to drugie jest naprawdę ciężko. Powiedzenie, iż film jest przewidywalny wydać się może pozbawione sensu gdyż, jeśli znamy mitologię to i tak znamy zakończenie 😉 jednakże jest on przewidywalny w sensie kolejnych scen czy nawet dialogów. A to po parunastu minutach sprawia, że zwyczajnie chce nam się spać. Sam Worthington nie popisał się aktorstwem utrzymując ten sam wyraz twarzy przez cały film. To samo musze ze smutkiem powiedzieć o Ralph’ie Fiennes’ie i Liam’ie Neeson’ie których osobiście lubię i no cóż, najwyraźniej tak miała ich ekspresja wyglądać. Generalnie wieczór nie był stracony, bo razem z moim misiem pośmialiśmy się z kilku nie nadających się do zacytowania tutaj komentarzy 😉 Jak dodać do tego bardzo przyjemnie spędzony czas podczas naciśniętej pauzy, można by wręcz uznąć iż humor mieliśmy bardzo dobry 😉 Nasyciliśmy również oko udanymi efektami przy pojawianiu się Hadesa i postacią Meduzy. Postać Krakena zwyczajnie mnie rozbawiła i nie obraź się kochanie, ale ja już wolałam żeby były same macki 😉 Poza tym nie ma w tej produkcji zupełnie nic, czym mogłabym zachęcić do sięgnięcia po nią. Paradoksalnie niektóre odcinki serialowego Herkulesa były o wiele bardziej wciągające. Wniosek – nie oglądajcie, zwyczajnie nie warto.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 04/03/2011 w + Obejrzane, - Fantasy, - Przygodowy

 

Tagi: ,

How to Train Your Dragon (2010)

Powód: Pierwotnie miałam ochotę na usłyszenie głosu Gerarda Butlera jednakże w ostateczności obejrzałam wersje z lektorem by mój zmęczony po pracy mężczyzna nie musiał męczyć sobie oczu napisami 😉
Opis: Jak świat światem czarna owca w stadzie zawsze się znajdzie. Czkawka, syn walecznego wodza wikingów zupełnie nie przypomina swojego ojca. Żyjąc na wyspie, na której chlebem powszednim jest walka ze smokami, wypadałoby przynajmniej wykazać umiejętności gwarantujące przetrwanie. Jednakże Czkawka pomijając całą jego niezdarność jest po prostu inny. Choć bardzo stara się sprostać oczekiwaniom ojca i całego plemienia, kiedy staje oko w oko ze smokiem odkrywa, iż jego młodzieńcze aspiracje podążały w zgoła niewłaściwym kierunku…
Diagnoza: Ponoć trzeba całej wioski by wychować dziecko. W tej bajce potrzeba jednego dziecka by okiełznać smoka. Niby prosta bajka o równie prostym przesłani a jednak ma w sobie to coś, dla czego warto poświęcić jej czas. Męczące staje się tak zwane „podłapywanie” pomysłów przez twórców bajek. Kiedy spodobał się humor ze Shreka wszystkie bajki musiały mieć humor z podziałem na widzów dorosłych i ich potomstwo. Niby pomysł szczytny jednakże odgrzewany kilka razy kotlet nie smakuje już tak samo. Dlatego też kopiowane przez twórców bajek pomysły zaczynały powoli działać na nerwy. Bajeczki te różniły się, co najwyżej rasą zwierzątek i umiejscowaniem w czasie i przestrzeni. How to train your dragon jest inne i to sprawiło, że wystawiłam mu dość wysoką jak na moje standardy ocenę. Humor nie jest na siłę a przesłanie, choć szablonowe, pokazane jest w zgoła inny sposób niż do tej pory. Do tego nie da się ukryć, iż sama postać smoka oczarowuje i aż chciałoby się mieć takiego w domu 😉 Na największy plus w moich oczach zasługuje brutalna realność relacji między bohaterami (np. ojciec vs. syn) czy też sama końcówka. Jednym słowem – polecam. Film jak najbardziej nadający się dla naszych najmłodszych, ale i dorosły widz nie będzie się nudził.

 
 

Tagi: ,

Reign of Fire (2002)

Powód: Gerard Butler i tak, wiem, że gra tam łącznie z pięć minut 😉
Opis: Podczas robót podziemnych w Londynie ekipa natrafia na zahibernowanego od ponad dwóch tysięcy lat smoka. Wyzwolony niszczy wszystko, co staje na jego drodze pozostawiając po sobie jedynie zgliszcza. Po dwudziestu latach gatunek ludzki jest na granicy wymarcia. Smoki rozprzestrzeniły się po całym świecie a próby pozbycia się ich przy pomocy nowoczesnych technologii i bomb doprowadziły świat do ruiny zmuszając ludzi do życia w ukryciu. Grupa niedobitków zdaje sobie sprawę, iż najprawdopodobniej przyjdzie im umrzeć śmiercią głodową, kiedy ich ostatnie plony stają w płomieniach. Pewnego dnia przed bramami ich kryjówki stają czołgi a dowodzący Amerykanin oznajmia, iż ma niezwykle ambitny plan pozbycia się smoków, w którym nie ma miejsca na pomyłki.
Diagnoza: Jest to przykład filmu, w którym dobre aktorstwo obsady ratuje tyłek reżysera. Fabuła ciekawa, aktorstwo dobre, film.. kiepski. Sam pomysł dość intrygujący tylko, czemu och, czemu go tak spartaczyli? Gdyby zabrać z tego filmu Matthew McConaugheya byłby nędzną opowiastką o dobrych efektach specjalnych i niezbyt górnolotnych dialogach. Do tego jeden samiec? Poważnie? Jaki gatunek jest aż tak głupi by polegać na jednym samcu? No ale nie demonizujmy, film nie był aż tak tragiczny jak to może zabrzmieć. Mniej więcej do połowy byłam silnie zainteresowana rozwinięciem sytuacji, choć to, co się rozgrywało na ekranie było dość płytkie. Liczyłam jednak, że wraz z rozwojem akcji sytuacja ta ulegnie poprawie. No cóż, nie uległa. Niektóre dialogi to wręcz zwalały z nóg i aż się płakać chciało, że ci, którzy pracowali nad tym filmem kompletnie go nie przemyśleli. Ot mieli dobry pomysł a realizacje pozostawili ślepemu losowi. Dobry pomysł i Matthew McConaughey całości nie wybronią, ale mimo wszystko nie był to taki znowuż najgorszy film. Dla fanatyków smoczych klimatów smaczkiem są tu świetnie wygenerowane komputerowo smoki. Choć w kinie pewnie bym zasnęła zanim doszłoby do sceny lotu, ale efekt dużego ekranu musiał być niesamowity 😉 Gdyby producenci filmu nieco się postarali i dodali jakieś bardziej obrazowe zdjęcia zniszczonego świata też byłoby lepiej a już na pewno ciekawiej. Grę aktorską naszej Izy Scorupco pozostawi nie skomentowaną gdyż czułam silne brzemię wstydu za jej dwie miny, którymi operowała w całym filmie. Czytając recenzje, której autor stwierdził, iż starano się w tym filmie osiągnąć powagę, kiwałam potakująco głową. Jeśli film miał być poważny to należało pominąć nieco pompatyczne wypowiedzi, co niektórych i postarać się o większą grozę. Tragiczny płacz McConaugheya z lekka mnie bulwersował, bo wyglądało to tak jakby przeżywał jakąś straszną tragedie a nie stracił jednego ze swoich ludzi (nie oszukujmy się, podczas wojny nie rozpacza się za każdą poszczególną jednostką). Dlaczego więc bronie ten film? Bo nie czuje żebym zmarnowała czas. Owszem nie był górnolotny i brakowało w nim jakiegokolwiek humoru (jeśli nie liczyć teatrzyku Gwiezdnych Wojen dla dzieci :D), powaga była wymuszona i nieprzekonywująca, ale dotrwałam do końca ciekawa czy zrobią to tak jak domyślam się, że zrobią 😉 Ciężko powiedzieć czy polecam.. raczej jako zapchanie wolnego czasu 😉

 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 15/08/2010 w + Obejrzane, - Akcja, - Fantasy, - Thriller

 

Tagi: ,

Brothers Grimm (2005)

Powód: Pierwszy raz namówił mnie brat, w tym roku oglądałam bo leciał w telewizji 😉
Diagnoza: Bracia Grimm zbijając biznes na głupocie mieszkańców wiosek, przekonując ich niezwykle skutecznie iż niezbędne są egzorcyzmy których jedynie oni mogą dokonać. Nic dziwnego, wszak to oni instalują straszące chłopów kukły i zarabiają na tym niezłe pieniądze. Problem pojawia się dopiero kiedy zostają przymusowo najęci do wypędzenia z jednej z wiosek złej siły która odbiera chłopom ich dzieci. Tyle że tym razem zjawy są prawdziwe a bracia Grimm przymuszeni przez władze wyższe nie mają nawet najmniejszych szans na ucieczkę. Lubie ten film choć być może do najwspanialszych nie należy. Kiedy oglądałam go po raz pierwszy nie znałam nawet Heath’a Ledger’a 😉 Brat namówił mnie bym obejrzała sugerując iż klimat jest podobny do Braterstwa Wilków (i tu też możemy podziwiać Monice Bellucci :p) i choć po części to prawda film ten Braterstwu do pasa nie dorasta 😉 Jest przyjemnie mroczny tak jak film o braciach Grimm powienien być. Ba, są w nim sceny od których można ciarek dostać i podejrzewam że w kinie miałabym niezłego stracha. Podobały mi się kostiumy, postaci i czarny humor wpleciony tak umiejętnie by nie było zbyt śmiesznie ale i też nazbyt poważnie. Jakkolwiek całość jest momentami bajkowa (ale przecież o to właśnie w bajkach Grimmów chodzi ;p) to ogląda się z przyjemnością. Jest to jedna z tych pozycji po które można sięgnąć ale nie jest to wymogiem koniecznym. Ot lekko mroczna baśń o pięknych zdjęciach, kostiumach i ciętych dialogach. Można było zrobić z tego coś lepszego, nie ukrywam. Ciężko jest też ocenić do kogo kierowano tą produkcje. Dzieciom raczej nie polecam gdyż scena z kotkiem albo dziewczynką przy studni do najprzyjemniejszych nie należy. Ogólnie jednak nie należy spisywać tej pozycji na straty. Warto zobaczyć sobie przy okazji podczas wieczornego seansu z popcornem w ręce i mężczyzną/przyjaciółką/kotem do towarzystwa 😉
Plus: Jak już wspomniałam bardzo podobały mi się kostiumy i zdjęcia. Wszystkie sceny w lesie są z lekka przerażające ale to właśnie jest wielkim plusem filmu. Do tego fabuła niezbyt łatwa do przewidzenia a to też bardzo wiele ostatnimi czasy. Nie jest zbyt śmiesznie co się mocno chwali ale i też nie jest zbyt poważnie więc nie czujemy się przynudzeni. Rola Heatha nie do końca przypadła mi do gustu i czuje że mógł zagrać to lepiej. Chyba że tak właśnie nakazywał mu scenariusz 😉 Za Matt’em Damon’em zwyczajnie nie przepadam więc byłoby dobrym pomysłem powstrzymanie się od oceny :p Jeśli ktoś lubi czasem obejrzeć ładnie wykonaną baśń to polecam. Można się troche przestraszyć, troche zapatrzyć a i momentami pośmiać. Koniecznie na wieczorny seans 😉

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26/07/2010 w + Obejrzane, - Fantasy

 

Tagi: ,

Back to Gaya (2004)

Powód: Sądziłam, że to nowa ekranizacja bajki, którą oglądałam w dzieciństwie. Pomyliłam się 😉
Diagnoza: W magicznej krainie Gaya mieszkańcy organizują coroczny wyścig. Nagrodą ma być pocałunek księżniczki która, co tu dużo mówić, nie jest szczególnie zainteresowana. Choć faworytem jest Zino, wielki bohater, który podołałby wszystkiemu. Księżniczka Alanta planuje wystartować w przebraniu chłopca (a jakże) chcąc udowodnić, że dziewczyna też coś potrafi. Choć Zino wspomaga jest przyjaciel Boo (genialny wynalazca), poza pokonaniem księżniczki czeka ich nierówna walka z podłymi Snarkami, którzy chcą także zaistnieć w magicznej krainie. Lecz to dopiero początek ich przygód. Cała ta grupa w nieoczekiwanych okolicznościach staje przed poważnym zadaniem odzyskania Dalamitu (magicznego kamienia ważnego dla ich świata) i uratowania swojej krainy. W tym celu przenoszą się do świata olbrzymów.. do świata ludzi. Mamy tu przykład standardowego przerostu formy nad treścią. Owszem, graficy stanęli na wysokości zadania i szata graficzna tej bajki prezentuje się naprawdę dobrze. Ale na tym koniec. Nie jest to bajka w stylu tych, na których rodzic oglądający ją z dzieckiem będzie się dobrze bawił. Jest zwyczajnie zbyt banalna, co każe mi sądzić, iż kierowano ją do bardzo małych dzieci. Smuci mnie przekonania, że obecnie dziecko nie potrzebuje żadnej treści, że wystarczy, iż bajka będzie ładna graficznie, dynamiczna i kolorowa. Być może sporo dzieci przedstawia takie podejście, ale wątpię by wszystkie tak myślały. Poza tym spójrzmy na inne produkcje ostatnich lat. One mają treść. Być może nie jakąś super rozbudowaną i może zbyt mocno naszpikowaną morałami, ale ogląda się je z przyjemnością niezależnie od wieku. Ta bajka zapewne spodoba się dziecku, które nie skupia swojej uwagi na treści, lecz na obrazie. Owszem jest kolorowo, dynamicznie, ba nawet momentami pouczająco. Jednak czegoś tu cały czas brakuje. Jest zbyt banalnie, zbyt tradycyjnie. Wszystko zapewne zależy od wieku i punktu widzenia. Jeśli macie dziecko na tyle małe by interesowały je ładne stworki na ekranie, które są dla siebie miłe i robią same dobre rzeczy, to bajka spodoba mu się na bank. Choć w tym wypadku ostrzegam, że dzieją się tu też rzeczy straszne (dla tego przedziału wiekowego) typu; zamykanie w klatkach, próba przejęcia władzy nad światem.. więc miejcie kontrole nad pilotem.
Plus: Grafika i wyłącznie grafika. Jakkolwiek dubbing nie był jakoś strasznie męczący to ciężko powiedzieć żeby był akurat plusem. Nie odnalazłam w tej historyjce żadnych smaczków, które pomogłyby w polecaniu jej. Ot zwykły zlepek podstawowych banałów wykorzystywanych w milionach innych bajek. Można, ale niekoniecznie.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 20/07/2010 w + Obejrzane, - Animacja, - Fantasy, - Przygodowy

 

Tagi: ,

Kate & Leopold (2001)

Powód: Przyjęłyśmy za cel oglądanie filmów z Meg Ryan 😉
Diagnoza: Oh jakże strasznie podobał mi się ten film :)) To zaskakujące zjawisko, bo jak widzicie to pierwszy, o którym tak pisze ;P Historia jest dość nieprawdopodobna gdyż mamy tu przenoszącego się w czasie księcia, który źle się czuje z wymogami swoich czasów 😉 i jak najbardziej współczesną dziewczynę-karierowiczkę, która marzy o facecie żyjącym zasadami dawnych czasów 😉 Być może będziecie tu cwaniakować i mówić, że już wiecie jak to się wszystko skończy, ale co z tego? Film warto obejrzeć i koniec :p Jest przyjemny, ciepły, dowcipny 🙂 Naprawdę świetnie zrobiona i zagrana komedia romantyczna 🙂
Plus: Hugh Jackman zagrał swoją role tak idealnie, że zaczęłam się zastanawiać gdzie można by skombinować sobie takiego księcia XD Oh gdyby tak faceci (nie mówię o anglikach, bo niektórzy nadal to robią ;P) pamiętali, że wypada wstać, kiedy kobieta wstaje.. :p albo robili, chociaż śniadanie a nie pynkali nas łokciem, że czas wstać i je zrobić XD

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26/05/2010 w + Obejrzane, - Fantasy, - Komedia rom.

 

Tagi: ,