RSS

Archiwum kategorii: – Horror

Wolfman, The (2010)

Powód: Obsada.
Opis: Lawrence Talbot powraca do rodzinnego domu w Wielkiej Brytanii na prośbę narzeczonej swego brata. Chcąc pomóc w odnalezieniu zaginionego brata na miejscu dowiaduje się, iż zginął w makabrycznych okolicznościach. Chęć poznania prawdy prowadzi Lawrence’a prosto w szpony bestii…
Diagnoza: Jeśli nie wie się, od czego zacząć to najlepiej zacząć od końca. Dlatego też postanowiłam opisać ostatnio obejrzany przez nas w starym mieszkaniu film, który to miał rozgrzać atmosferę mroźnego wieczoru. Ponoć horrory świetnie nadają się na randki – dziewczyna przestraszona wtula się w ramiona swojego mężczyzny. Cóż, wtulać się wtulałam, ale nie miał na to wpływu klimat filmu. Do tego mój mężczyzna najzwyczajniej zasnął tuż przed końcem, czemu nie można się dziwić a co w pełni streszcza moją recenzje. Doszły mnie uprzednio słuchy, iż film ten nie jest najlepszy, ale ja uparte stworzenie wszystkiego musze skosztować sama, aby poddać ocenie nawet tej najsurowszej. Wnioski wyciągnięte – film nie jest w ogóle straszny a efekty do najlepszych nie należą. Gdyby nie ratująca całość obsada uznałabym go za kompletne nieporozumienie. Sam tytułowy wilkołak prezentuje się niczym włochata postać z kreskówki, co raczej nie zachęca do okrzyków strachu a wręcz salw śmiechu bądź w moim przypadku zrezygnowanego pokręcenia głową. Wszelkie krwawe sceny są mocno na siłę i brak w nich grozy czy chodźmy lekkiego dreszczu. Generalnie brak tu jakiegokolwiek napięcia, które wywołałoby strach u widza, choć mogę się mylić, ale należałoby zaznaczyć, iż jestem osobą, która boi się horrorów. Ciężko jest mi wymyślić powód, dla którego warto byłoby po ten film sięgnąć. W moim przypadku zaważyła obecność Anthony’ego Hopkins’a, Benicio Del Toro i Emily Blunt. Jednak sama obsada nie jest w stanie uratować w pełni produkcji. Film płytki, przewidywalny i nieszczególnie wykonany. Brakuje mu płynnej spójności, przez co bywa męczący. Gdyby ktoś zapytał mnie czy warto iść do kina powiedziałabym jasno – nie warto. Jeśli natomiast załapiecie się na ten produkt na HBO to cóż, obejrzeć można, ale nie należy spodziewać się po nim zbyt wiele.

Reklamy
 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 04/03/2011 w + Obejrzane, - Horror

 

Tagi: ,

Eclipse, The (2010)

Powód: eevee wpadła do mnie w odwiedziny a że obie czytałyśmy książki.. (ja to nawet przez nią XD).
Diagnoza: Bella staje przed życiowym wyborem. Kocha Edwarda i pragnie jedynie pozostać przy jego boku na wieczność. Wiąże się to z koniecznością przemiany, o której marzy. Jednakże ukochany nie podziela jej zdania w tej kwestii i stawia jeden wymóg, któremu Bella nie czuje się na siłach sprostać. Jakby tego było mało przyjdzie jej wybierać między miłością do Edwarda a przyjaźnią z Jacobem, który nie pała do tego pierwszego zbyt wielką sympatią zaś posiada poparcia ojca Belli, obrażonego na Edwarda za to, do jakiego stanu doprowadził jego córkę poprzednio. Kiedy media zaczynają donosić o tajemniczych morderstwach w okolicy, Bella zdaje sobie sprawę, iż dawne zagrożenie wróciło i znów przyjdzie jej stawić czoła śmiertelnemu niebezpieczeństwu. Byłam w lekkim szoku. Fakt, nie zabrakło i w tej części żenujących momentów, na których po sali rozchodził się śmiech. Ale ogólnie rzecz biorąc była to najlepsza ze wszystkich dotychczasowych ekranizacji. Na największy plus zasługuje odstawienie wątku romansowego na dalszy plan. Wreszcie mamy okazje pooglądać trochę tego, co w tej serii (bynajmniej dla mnie) najciekawsze. Konflikt pomiędzy sforą a wampirami, czysta nienawiść miedzy Jacobem a Edwardem i krwawa zemsta Victorii. O tak, to nie były stracone pieniądze. Przyznam, że w niektórych scenach ataków miałam gęsią skórkę a to już coś 😉 Zarówno efekty specjalne jak i krajobrazy pięknie uzupełniały to, czego tak bardzo brakowało w poprzednich częściach. Wątek romantyczny zaś został przedstawiony w takiej znośnej formie, że nawet męska część widowni nie przysypiała. Słowem – oklaski. Gdybym była złośliwa powiedziałabym, że można było tak od samego początku a nie dopiero teraz 😉 Godzę się jednak ze świadomością, iż poprzednie części zwyczajnie nie dawały zbyt szerokiego pola do popisu. Tu pani Meyer postawiła na akcje i to też w kinie nam dano. Jestem pewna, że jeśli ktoś nie czytał książki nie czułby się na tej części szczególnie poszkodowany. Nie jest to, co prawda jakieś strasznie wielkie kino, ale pierwszy raz nie czułam zażenowania faktem, iż udałam się na to do kina 😉 Polecam tym, którzy lubią romansowe horrory, choć ciężko to tak do końca nazwać horrorem, ale powiedzmy, że 😉
Plus: Po pierwsze musze się przyznać, że razem z eevee płakałyśmy ze śmiechu w niektórych momentach. Ba, nawet było coś takiego, co sprawiło, że zacięłam się na dwie minuty nie mogąc powstrzymać chichotu XD Seans zaowocował w moje stwierdzenie, iż z trójkąta w namiocie powinno powstać husky XD I określenia eevee na pociąg Belli do Edwarda – snowfilia XDD Taaa, poszłyśmy na horror/romans po to żeby pośmiać się za miesiąc czasu 😉 No cóż, tak to bywa w doborowym towarzystwie 😀 Nie chce nikomu psuć treści, jeśli jeszcze nie oglądał, ale trafiają się tam takie smaczki, przy których nawet zatwardziały przeciwnik tej serii uśmiechnąłby się półgębkiem ;P Jak już wspomniałam powyżej mamy tu o wiele lepsze efekty specjalne (choć mi osobiście nie podobało się to, że wampiry pękały jak porcelana..), zachwycające widoki i wartką akcje. Osobiście składam gorące podziękowania temu, kto postanowił nie pozbawić mnie trójkąta w namiocie gdyż gorąco liczyłam na ekranizacje tej sceny. Nie czuje się zawiedziona, płakałam ze śmiechu tak samo mocno jak podczas czytania ;D Kristen Stewart nadal prezentuje uczucia na poziomie worka ziemniaków, choć przyznaje, że jest już ciutke lepiej niż tragicznie 😉 Taylor Lautner momentami przerażał mnie swoimi gabarytami.. A Jackson Rathbone w roli Jaspera urzekł mnie tak samo jak podczas czytania tej części 🙂 Mówię szczerze, nie żałuje, że na to poszłam ;D

 
4 Komentarze

Opublikował/a w dniu 15/07/2010 w + Obejrzane, - Horror, - Romans

 

Tagi: ,

New Moon, The (2009)

Powód: Zasada drugiej szansy 😉 W moim przypadku byłam na tej części w kinie, eevee oglądała z koleżanką w domu. Obie nie byłyśmy zachwycone 😉
Diagnoza: Bella i Edward stanowią dość dziwaczną parę. Wszak chłopak jest wampirem, któremu z trudem przychodzi opanowanie instynktu w bliskości z ukochaną. Mimo to oboje przykładają starań do tego by ich związek trwał. Niestety przyjęcie urodzinowe Belli zorganizowane przez Alice owocuje w pewien wypadek, który z kolei otwiera Edwardowi oczy na rozmiar zagrożenia, przed jakim stoi Bella w jego obecności. Edward podejmuje konieczną w jego przekonaniu decyzje, która odmieni życie Belli i zaprowadzi nad przepaść smutku. Wkrótce Bella odkryje nową przyjaźń w swoim życiu i dojrzewając emocjonalnie zrozumie, czego tak naprawdę pragnie. W tym wypadku na moją ocenę również podziałał wpływ towarzystwa. Za pierwszym podejściem zaciągnęłam na to mojego mężczyznę, co zakończyło się jedynie tym, że kilka razy spojrzeliśmy na ekran a resztę filmu spędziliśmy na gadaniu bądź przysypianiu 😉 Miało też znaczenie to, iż jest to bezsprzecznie najgorsza ze wszystkich części. Tym razem jednak odniosłam wrażenie, że niesprawiedliwie oceniłam ekranizacje. Fakt, treść, jaka jest taka jest. Autorka tak to napisała i niestety trzeba się z tym pogodzić. Jednak ekranizacja zgrabnie wygładza niektóre przesady pani Meyer i podkreśla to, co ciekawsze żeby widzę całkiem nie poddał się i nie udał w ramiona Orfeusza 😉 Jacob nagle rośnie nam w oczach, Bella wciąż nie potrafi okazywać emocji (co w sumie w jej stanie może i jest dobre, bo strach się bać jakby odegrała to co było w książce z emocjami ;P), zaś Edwarda przez większość filmu nie ma. Ciężko jest mi powiedzieć jak poczuje się na tym filmie osoba, która nie czytała książki. Począwszy od tego, że niewiele się w tej części dzieje a kończąc na tym, że nawet jak się dzieje to jest to raczej smętne. Ot cierpienia młodej Belli która wypina się na wszystko i wszystkich, bo oh tak jej źle. Jeśli zaś chodzi o resztę to cóż, można obejrzeć, widywałam gorsze filmy 😉 ale arcydzieło to bez wątpienia nie jest.
Plus: Znów przyssam się do ścieżki dźwiękowej. Wiem to smutne, że to właśnie jest najlepszą częścią tej ekranizacji, ale to naprawdę nie moja wina 😉 Oczywiście na największe oklaski zasługuje New Moon (The Meadow) Alexandra Desplat, które podziałało na mnie tak fazująco, że całą część trzecią i czwartą czytałam słuchając tylko tego utworu 😉 Ale jest też Meet Me on the Equinox w wykonaniu Death Cab for Cutie czy Satellite Heart Anyi Mariny, jednym słowem – warto. Na oklaski zasługuje też ekipa odgrywająca Volturi. Klimat był naprawdę dobry i gdyby tylko dano im szanse pozostać na ekranie nieco dłużej być może wynagrodziłoby to wcześniejsze męki towarzyszące nam w trakcie obserwacji cierpiącej po zerwaniu nastolatki. Dakota Fanning po prostu fantastyczna. Pokochałam ją po roli Lucy w I am Sam i z czystym sumieniem stwierdzam, że jest coraz to lepsza, jeśli idzie o okazywanie emocji bądź ich złowieszczy brak 😉 Miłym akcentem był też Michael Sheen 🙂 A największą niespodzianką Jamie Campbell Bower. Pamiętam jak oglądając Sweeney Todd mówiłam, że chłopak byłby wymarzonym wampirem 😉 Najwyraźniej nie tylko ja to zauważyłam 😛 Z zabawnych komentarzy podczas seansu – eevee zastanawiała się jak świeci się czarnoskóry wampir XD cóż, nie było nam dane zobaczyć, a szkoda ;D

 
4 Komentarze

Opublikował/a w dniu 15/07/2010 w + Obejrzane, - Horror, - Romans

 

Tagi: ,

Twilight (2008)

Powód: Po powrocie z kina z Eclipse postanowiłyśmy z eevee obejrzeć początek ;P
Diagnoza: Siedemnastoletnia Bella Swan przeprowadza się do deszczowego miasteczka Forks. Początek w nowej szkole nieco ją przerażę gdyż nie jest zbyt towarzyską osobą. Do tego najprzystojniejszy chłopak w szkole Edward Cullen zdaje się żywić do niej urazę choć ona nie zamieniła z nim nawet słowa. Chłopak jest niezwykle pociągający i tajemniczy, przez co Bella uparcie stara się rozgryźć jego tajemnice. To, czego się dowie wkrótce odmieni całe jej życie oraz narazi na śmiertelne niebezpieczeństwo. Ujmę to tak, oglądając to z osobą, która czytała książkę i można było porzucać trochę żaluzji, co do treści, odebrałam film znacznie pozytywniej niż za pierwszym podejściem. Jakkolwiek nadal jestem zdania, iż Kristen Stewart gra tu niczym worek ziemniaków (jej emocje są nawet nie minimalne a wręcz ujemne), zaś Robert Pattinson stara się, ale wychodzi mu to raczej bokiem. Momentami odnosiłam wrażenie, że coś go boli, choć może to było efektem zamierzonym, nie wiem. Efekt w każdym bądź razie jest dość mierny. Nie dziwie się, że osoby, które poszły na ten film do kina nie czytając książki, czuły się mocno zawiedzione. Jest to dość mierna ekranizacja, spójrzmy prawdzie w oczy. Niektóre rzeczy dzieją się zwyczajnie za szybko i dość nienaturalnie. Ot chociażby miłość, Belli do Edwarda pojawia się z nikąd i jakby nie przeczytało się tych 60 stron opisu jak do tego doszło to można by się poczuć nieco zagubionym 😉 Choć poboczni aktorzy starają się jak mogą to główna para nie popisuje się zbyt rozwiniętymi umiejętnościami. Jak to zauważyła eevee, Bella przez cały film ma albo otwarte usta albo zagryza wargę. Jest to, co najmniej denerwujące i można się poważnie zastanowić nad tym czy z tą dziewczyną, aby wszystko jest w porządku. Ogólnie jednak, żeby nie jechać tak po całości, można to obejrzeć. Chociażby ze względu na to, że wszyscy o tym gadają i dobrze by nie pozostawać ignorantem jak ja XD Drugim powodem może być niecodzienność treści. Wszak romansów z wampirami nie mamy na ekranie zbyt wiele, więc lepsze to niż nic 😉 Szkoda tylko, iż nie można tego polecić nikomu, kto ukończył gimnazjum gdyż przy pomyślnych wiatrach spojrzy na nas jedynie z politowaniem 😉
Plus: Ścieżka dźwiękowa. Za pierwszym razem spodobało mi się jedynie Supermassive Black Hole, ale zaopatrzyłam się w cały soundtrack. Tym razem oglądając wyłapywałam swoje ulubione kawałki i musze przyznać, że wpasowywały się w obraz idealnie. Szczycę się tym, iż oglądając to teraz zauważyłam panią Meyer zamawiającą sałatkę XD Cóż wcześniej chyba nawet nie wiedziałam jak wygląda 😉 Postać Alice grana przez Ashley Greene jest fenomenalna. Miała tą przyjemność (tak sądzę xD) czytać książkę bez wizualizacji filmowej i musze przyznać, że Ashley to wypisz wymaluj Alice. Poza nią ciężko znaleźć tu jakieś pozytywy. Wracając jeszcze do sountracka, sprawa wyjaśniona mi przez spostrzegawczą eevee ;D Jeśli zastanawialiście się gdzie w tym filmie leci piosenka Linkin Park to wyjaśnienie od mojej drogiej kuzynki – na napisach 😉 tak samo sprawa się ma z Paramore ;P Nie polecam tego filmu męskiej części moich czytelników, wynudzicie się do granic możliwości. Żeńskiej zaś mam do powiedzenia jedynie tyle, że wszystko jest kwestią podejścia i towarzystwa podczas seansu. Może być miło, jeśli przez pół filmu pokładasz się ze śmiechu komentując chłodzące właściwości Edwarda, który mógłby w lecie robić za klimatyzacje XD

 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 15/07/2010 w + Obejrzane, - Horror, - Romans

 

Tagi: ,

Underworld – Rise of the Lycans (2009)

Powód: Część trzecia.
Diagnoza: Losy Luciana, których część poznaliśmy w części pierwszej. Wczesne średniowiecze. Arystokratyczne wampiry zajmują wysoką pozycje i dzierżą władze. Wykorzystują zarówno śmiertelników, by zasilali ich finansowo, jak i Lykan – rasy stworzonej by im służyli i bronili ich zamku. Zrodzony w niewoli Lucian jest ulubieńcem władającego wampirami Victora. To, że krwawy władca darzy go pewnego rodzaju sentymentem nie znaczy jednak, że mu pobłaża. Lucian chce wyzwolić się z pod wampirycznego reżimu nie odważy się jednak tego zrobić, jeśli jego kochanka Sonja, córka Victora, nie zdecyduje się uciec razem z nim. Nie przepadam za prequelami. Głównie, dlatego że są jawną oznaką braku pomysłu reżysera. Produkt się sprzedał, więc nakręćmy, co było wcześniej. Zwykle takie produkcje są mdłe, odgrzewane i nudne. W tym przypadku było inaczej. Czytałam opinie w sieci i widzę, że ludzie mieli pretensje o to, że wszystko to już było powiedziane w jedynce, że można to streścić jako „cierpienia młodego Luciana”, że to, że tamto.. A ja bym chciała wiedzieć czy widzieli kiedyś trzecią część jakiejś produkcji i to do tego prequel, która była by tak dobrze zrobiona jak ta? Fakt, większość wiedzieliśmy już z części pierwszej, ale co z tego? Pottera też oglądam w kinie, choć wiem, co się będzie działo :p Ta część spodobała mi się głównie, dlatego że nie była współczesna. Myślę, że nie należy jej wrzucać do tego samego worka, co pierwszą i drugą a wtedy nie będzie poczucia zawodu. Historia Luciana była warta pokazania i mówcie sobie, co chcecie ale ja miło spędziłam czas 😉 Sekret tkwi najwyraźniej w oczekiwaniach. Ludzie za bardzo przywiązują się do swoich ulubionych historyjek i spodziewają się bóg wie, czego po kolejnych częściach. Ja spodziewałam się raczej klapy a dostałam równie wciągającą opowieść, co jej poprzedniczki. Żałuje nawet, że nie obejrzałam jej jako pierwszej, bo miałabym nieco mniej zakrętów w rozróżnieniu, kto z kim i dlaczego 😉 Jest mrocznie, jest klimatycznie. Dobre kino 🙂
Plus: Rhona Mitra to już nie to samo, co Kate Beckinsale, ale zarówno Bill Nighy jak i Michael Sheen stają na wysokości zadania. Wkradło się tu trochę błędów, to fakt. Pierwszym i najmocniej rzucającym się w oczy jest to, że Sonja nagle przefarbowała włosy z blond na czarny XDD ale z tego, co widzę na sieci mało kto zawracał sobie tym szczegółem głowę 😉 Obawiałam się, że w jakiś sposób spróbują wplątać w to historyjki z części pierwszej i drugiej ale na szczęście odcięli się od tego skupiając całkowicie na historii buntu. Momentami odniosłam wrażenie, że historia jest lekko skrócona, wszak można było dodać do niej więcej. Ale cóż, najwyraźniej nie chcieli rozwlekać tematu, może to i dobrze 😉 Wciąż polecam. Tą część można oglądać bez jej poprzedniczek 🙂

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 22/06/2010 w + Obejrzane, - Akcja, - Horror

 

Tagi: ,

Underworld – Evolution (2006)

Powód: To chyba logiczne, druga część 😉
Diagnoza: Walka pomiędzy władczymi, inteligentnymi wampirami a brutalnymi i krwiożerczymi Lykanami trwa. Tym razem jest nam dane zobaczyć początek tej historii, cofając się do czasów, w których to dwaj bracia bliźniacy zostali rozdzieleni stając na czele armii obu gatunków. Selena i Michael uciekając przed zemstą za to, co zrobili, nie spodziewają się, iż przyjdzie im bronić się przed czymś znacznie gorszym. Marcus, pradawna istota, wybudza się ze snu i rusza w pościg za Seleną, która nie mając o tym pojęcia, skrywa w sobie tajemnice potrzebną mu do zrealizowania mrocznego planu. Brat lekko mnie wystraszył mówiąc, że druga i trzecia część nie są już tak dobre jak jedynka. Z przyjemnością mogę powiedzieć, że tym razem się mylił. Fakt, jest inaczej niż w jedynce, ale ta historia bardziej do mnie przemawia niż romans z części pierwszej. Całość dzieje się trochę szybko i właściwie to niewiele się dzieje, ale mimo wszystko film trzyma poziom. Trochę się zakręciłam w tym, kto jest czyim ojcem i kto jest najstarszy, ale to tylko ja XD Jedyne, co mi się nie podobało to, hmm, żeby nie spoilować.. to co zaszło w helikopterze, o 😉 Ta część nie jest już walką między gatunkową, więc może się wydać nie aż tak intrygująca. Mimo to uważam, że zagranie kartą starszyzny było ciekawym pomysłem. Gdyby ciągnęli temat części pierwszej, to by się zwyczajnie przejadło. A tak mamy tu zupełnie inny problem i jest na co popatrzeć. Powiem jedynie, że nie należy się spodziewać, iż Evolution będzie lepsze od części pierwszej. Takie rzeczy raczej się nie zdarzają. Jednak, jeśli ogląda się to tak jak ja, jedna po drugiej, nie odczuwa się tej różnicy. Historia ciągnie się dalej i wciąż jest ciekawie, pomimo braku aż takiej dawki adrenaliny jak na początku. Ujmując to w jednym zdaniu – mogli tą część spartaczyć a tak się nie stało – oklaski im za to 😉 Polecam każdemu, kto widział jedynkę. Oglądanie tego jako osobny film bez części pierwszej, raczej nie ma większego sensu.
Plus: Zabrakło mi tu Billa Nighy i Michaela Sheen, choć obaj przewinęli się w retrospekcjach, więc wciąż widnieją na liście płac i zwodzą nas obietnicą, że pojawią się w filmie :p Ale za to pojawił się Derek Jacobi, który coraz to silniej utwierdza mnie w przekonaniu że sypia w formalinie :p W Cadfael wyglądał jedynie ciutke młodziej a serial ten powstał w 1994-1998 😉 Nic tylko pozazdrościć panie Jacobi 🙂 Bardzo ale to bardzo spodobała mi się odmienność Marcusa. Zawsze byłam zwolennikiem pomysłu, że starszyzna powinna ewoluować ot chociażby z racji, że oni byli pierwsi i o wiele silniejsi. Gdyby tak mieli wyglądać jak nowostworzone wampiry nie miałoby to większego sensu ani polotu :p Pomysł z wisiorkiem też był ciekawy. Przyznam, że nie zwracałam na niego większej uwagi w części pierwszej 😉 A to dziwne, bo za sprawą wisiorka w Pirates of the Caribbean: Dead Man’s Chest wiedziałam już przed częścią trzecią, kim jest Tia Dalma XD Cóż, być może w tym przypadku moja uwaga była nadto rozproszona 😉

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 22/06/2010 w + Obejrzane, - Akcja, - Horror

 

Tagi: ,

Underworld (2003)

Powód: Chęć na coś o takiej tematyce 😉
Diagnoza: Postanowiłam opisać dziś tą pozycje, bo jak znam siebie za tydzień wszystkie trzy części spoją mi się w jedną i ciężko będzie do tego wrócić. Dlatego też odkładam pozostałe tytuły na później a dziś zabieram się za trylogie Underworld. Wampiry, wieczne stworzenia, przez wieki ukrywały swoje istnienie przed ludźmi. Będąc dla ludzi jedynie legendą utrzymują swoje istnienie w tajemnicy. Ludzie nie mają też pojęcia o istnieniu siejących grozę Lykan, którzy są z wampirami w stanie ciągnącej się przez wieków wojny. Oba gatunki mają na celu całkowitą likwidacje swoich przeciwników. Wydaje się, że wampiry wygrywają wojnę, w ich przekonaniu Lykan została jedynie garstka i nic im już nie zagraża. Innego zdania jest Selena, piękna wampirzyca, która poświęciła swoje wieczne życie na tępienie Lykan. Pewnego dnia, wpada na trop tajemnicy, która wpłynie na los obu ras i na nowo zaogni wojnę między gatunkami. Zacznę od tego, że byłam zdziwiona. Spodziewałam się czegoś głupkowatego jak Van Helsing, który, bez urazy, nie był zbyt wysokich lotów. A tu przyjemna niespodzianka. Dawno nie widziałam tak dobrego filmu o tematyce wampiry vs wilkołaki. To właśnie są prawdziwe stworzenia ciemności a nie jakieś tam milusińskie zmierzchowe playboye 😉 Byłam zafascynowana tym jak niewielkim wysiłkiem można wymyślić coś naprawdę dobrego, co przyciągnie uwagę widza od początku do końca. Co będzie lekko straszne, ale i ekscytujące. Tak powinny wyglądać filmy o tej tematyce. Fakt, ogólne przesłanie filmu jest ciutke romansowe i nie do końca przypadło mi to do gustu, ale jestem w stanie to przecierpieć, bo cała reszta skutecznie mnie zadowala. Jest krwawo, jest dynamicznie, jest intrygująco. Jedynym minusem dla mnie była ta ciągła strzelanina.. Rozumiem, że obecnie widzowie takiego kina lubują się w efekciarstwie i takie tu bez wątpienia jest.. Ja jednak jestem fanką old school 😉 wampiry nie powinny biegać z kałachami xD no ale skoro już muszą.. 😉 Był w tym jednakowoż duży plus. Zwykle próby przeniesienia tych milusi stworzonek do świata współczesnego kończą się katastrofalną klapą. W tym przypadku było naprawdę dobrze 🙂 Być może nie jest to film, który powalałby na kolana, ale mnie wciągnął niczym kisiel 😉 Polecam!
Plus: Obsada i gra aktorska. Tak to już bywa, że jak ktoś gra wampira to przyjmuje dziwną manierę, która może razić albo wręcz rozbawić. W tym przypadku tak nie jest. Aktorzy grają wyniośle i drapieżnie, tak jak być powinno. Bill Nighy był dla mnie bardzo przyjemną niespodzianką, uwielbiam go 😀 Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek może wydać mi się przerażający, ale on skutecznie zmienił moje przekonanie 😉 Spisuje się w tej roli wyśmienicie i widać po nim, że ma władze, mało komu udaje się pokazać na ekranie tak silną charyzmę. Kate Beckinsale jest oczywiście śliczna, co tu dużo gadać 😉 Ale na największe oklaski zasługuje Michael Sheen, najlepsza rola moim zdaniem, choć taka ciutke romantycznie-tragiczna 😉

 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 22/06/2010 w + Obejrzane, - Akcja, - Horror

 

Tagi: