RSS

Archiwum kategorii: – Przygodowy

10 filmów z przed roku 1990 które powinno się znać

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie ostatnia wymiana maili 😉 Dlatego też postanowiłam stworzyć to jakże subiektywne zestawienie dziesięciu filmów z przed roku 1990 które wpłynęły na mnie, oczarowały, ukształtowały upodobania i zwykle były oglądane po przynajmniej dziesięć razy. Z wiekiem nie mam już na to czasu ale wciąż jeśli jest okazja chętnie do nich wracam. Te jednak to crème de la crème, także bon appétit 😉 Kolejność zupełnie przypadkowa.

The Godfather (Ojciec chrzestny) (1972)

Godfather-poster

Zacznę od klasyki z serdecznymi pozdrowieniami dla Agnieszki która chcąc nie chcąc stała się inspiracją tego teksu a filmu wyżej wymienionego nie oglądała 😛 Cóż, nie powiem, że jest to film dla każdego. Ale bez wątpienia każdy dorosły fan kina kryminalnego znajdzie tu coś dla siebie. Zarówno książkowy pierwowzór jak i ekranizacja są absolutnie fenomenalne i nie wyobrażam sobie bym mogła przejść obok tej pozycji obojętnie. Bez tego filmu nie byłoby Chłopców z ferajny czy chodźby Rodziny Soprano. Ale przede wszystkim jest to film nie tylko gangsterski. Jest to dramat przedstawiający historię rodziny, pokazuje wartości i to które należy cenić i jak wysoko. Walkę o władzę, sławę, pieniądz. Znajdziemy tu miłość, zdradę, szacunek którego próżno szukać w obecnych czasach. Jest to oczywiście również najlepsze przedstawienie organizacji przestępczej i jej działalności w niesamowitej formię z mistrzowskim aktorstwem i muzyką. Och, ach, mogłabym się rozpływać jedynie nad samą muzyką. Kończąc swoje peany powiem jedynie iż gdybym z tej listy miała wybrać jeden film o którym mogłabym zapomnieć to na pewno nie byłby ten. Bez dwóch zdań, zostanie na zawsze w mojej pamięci jako 10/10. Bezbłędny, uczta kinomana.

One Flew Over the Cuckoo’s Nest (Lot nad kukułczym gniazdem) (1975)

Theatrical-Movie-Poster-one-flew-over-the-cuckoo-E2-80-99s-nest-12279895-1009-1500

Tu nie będę się rozpisywać bo każdy kto widział ten wie, a kto nie widział to cóż, powinien się conajmniej wstydzić. Jest to film mocny, pełen emocji w większości wstrząsających nami dogłębnie. Wątpie by ktoś był w stanie obejrzeć go do końca bez wzruszenia. Czytając książkę płakałam i nie wstydzę się do tego przyznać. To chyba najlepszy dramat psychologiczny jaki kiedykolwiek widziałam i nie obejrzenie go uważam za poważny błąd. Dla gry Jacka Nicholsona i koszmarnej Siostry Ratched warto zryć sobie tym filmem psychikę.

Taxi Driver (Taksówkarz) (1976)

taxi-driver-movie-poster-1976-1020170448

Martin Scorsese, Robert De Niro i młodziutka Jodie Foster – czy ten film potrzebuje jakiejś dodatkowej reklamy? Absolutny must watch dla mnie i każdego kto gustuje w dramatach. Nie będę się rozpisywać nad detalami bo to coś co po prostu trzeba obejrzeć samemu i spróbować ogarnąć z możliwie własną interpretacją.

Beetlejuice (Sok z żuka) (1988)

6963162.3

Gdybym była złośliwa napisałabym, że powstał on kiedy jeszcze Tim Burton kręcił dobre filmy ale nie będę złośliwa i powiem jedynie – absolutny kandydat do top 5 czarnej komedii. Nie sposób się na nim nie śmiać, nie wzruszyć a nawet bać, przynajmniej w tamtych czasach kiedy to Beetlejuice pod postacią węża wydawał się naprawdę przerażający. Do tego świetna obsada, gra aktorska, muzyka Dannyego Elfmana i przedewszystkim oryginalność. Próżno szukać czegoś choć odrobinę podobnego. Absolutnie jeden z moich ukochanych filmów które mogłabym oglądać kilka razy pod rząd.

Der Name der Rose (Imię róży) (1986)

the-name-of-the-rose-1986-movie-poster

Och cóź to były za emocję. No bo czy ktokolwiek oglądając ten genialny kryminał po raz pierwszy domyślił się zakończenia i sam rozwiązał zagadkę? Wciąż uwielbiam do niego wracać choć już tak dobrze znam zakończenie. Uwielbiam jego mroczny klimat, gęstą, tajemniczą atmosferę i świetną grę aktorską. Takich filmów już się nie robi 😦

Life of Brian (Żywot Briana) (1979)

20080725204913679_1_original

Musiał się tu znaleźć, bo po prostu musiał 😀 To bez sprzecznie nie jest film dla każdego… Moja mama podejrzewam, stukneła by się w czoło gdyby obejrzała chociaż pięć minut. Ale ja wciąż nie mogę się oprzeć humorowi ekipy Monty Pythona. I podziewiam ich za to jak bardzo nie boją się że ktoś tam na nich czeka po śmierci 😀 But remember to always look on the bright side of life~ 😀

Monty Python and the Holy Grail (Monty Python i Święty Graal) (1975)

1d4712fc1ce655463ccae0c4a43935f3

Skoro jest Brian to i nie mogło zabraknąć Graala 😉 Można by wymieniać tysiące smaczków tego filmu jak morderczy królik, rycerzy Ni, prędkość jaskółki bez obciążenia… Ten film po prostu trzeba obejrzeć 😀 Nie powiem że jest to dzieło na poziomie filmów powyżej ale nie wyobrażam sobie, że miałabym go nie znać. Jeden z tych filmów na których po prostu nie można przestać się śmiać 😉

Breakfast at Tiffany’s (Śniadanie u Tiffany’ego) (1961)

7d4638ab3fff23a4b7b90be405d49d51

I z karykatur przeskok na kino poważne, kino kobiece. Nie jestem wielką fanką tego typu filmów a jednak urzekł mnie do tego stopnia iż nawet mnie to zaskoczyło. Można by śmiało powiedzieć iż film ten stał się inspiracją do znienawidzonego przezemnie filmu Pretty Women, nie znoszę go i nigdy już tego zdania nie zmienie. Tu jednak historia jest nieco inna, bardziej wyrafinowana, pełna smaku i taktu. Uczta dla oczu. Do tego jakże piękna Audrey Hepburn i moje ukochane Moon River Franka Sinatry. Polecam każdemu kto ma ochotę na klasykę która nie charkteryzuję się przerostem formy nad treścią.

Gone with the Wind (Przeminęło z wiatrem) (1939)

przeminelo

Mówcie sobie co chcecie ale ja po prostu uwielbiam ten film 😛 Uwielbiam w nim Vivien Leigh i Clark’a Gable. Nie sposób mi przejść obok niego obojętnie choć być może gdybym obejrzała go po raz pierwszy teraz, miałabym zbyt wiele dobrych melodramatów do porównania.. Nie zmienia to faktu, że pozostaje w moim osobistym zestawieniu top 10 😉 „Pomyślę o tym jutro” a jeśli komuś się to nie podoba to „Frankly my dear, I don’t give a damn.” 😉

Die Unendliche Geschichte (Niekończąca się opowieść) (1984)

the-neverending-story-53c577f34bcf2.jpg

Jakież byłoby moje życię bez tego filmu.. Odtwarzałam go z kasety tak często że praktycznie ją zdarłam 😉 Marzyłam o świecie fantazji, o locie na smoku o magicznych stworzeniach które pomogłyby mi się wyrwać z tego ponurego świata… Bezsprzecznie dzięki temu filmowi zainteresowałam się fantasy. A może to po prostu już gdzieś we mnie tkwiło? Tak czy inaczej to po nim zaczęłam miewać różnego rodzaju fantastyczne sny które nierzadko opisywałam i byłoby cudownie gdybym dotrwała w nich do końca 😉 Jest tu magia, emocje, przepiękny baśniowy klimat. To czego tak bardzo brakuje we współczesnych filmach skupionych znacznie mocniej na formie niżeli na przekazie.. Tym jakże emocjonalnym dla mnie filmem kończę moją listę top 10 i zaznaczam iż wielu filmów tu zabrakło jak np Ghost Busters, Look Who’s Talking, Dangerous Liaisons czy chociażby Kapuśniaczku 😉 Te jednak zostawię sobie do innego zestawienia a już w przygotowaniu mam listę filmów lat 80-90 które wszyscy oglądaliśmy ale wstydzimy się do tego przyznać 😛 Także do przeczytania 😉

 

Clash of the Titans (2010)

Powód: Mój mężczyzna pałał wielką chęcią obejrzenia czegoś w tym klimacie a ja jak na dobrą żonę przystało spełniam jego pragnienia również na płaszczyźnie filmowej 😉
Opis: Perseusz, syn Zeusa i śmiertelnej kobiety, dorasta w rybackiej rodzinie nie mając pojęcia o swym pochodzeniu. Kiedy nie jest w stanie uratować swych bliskich przed mściwym Hadesem, nie mając nic do stracenia zgłasza się na ochotnika w wyprawie mającej na celu obalenie boga umarłych zanim ten odbierze moc swemu bratu Zeusowi i sprowadzi zagładę na całą ludzkość.
Diagnoza: Pamiętam, że film ten był mocno reklamowany, jako powalająco rewelacyjny. Nie wybierałam się na niego do kina, ale zaznaczyłam, jako ten, na który warto poczekać, kiedy wyjdzie już na dvd. Cóż, nie warto było, jeśli mam być brutalnie szczera, czyli taka, jaka generalnie jestem. Pomijając całkiem przyjemne dla oka efekty komputerowe film jest nudny, płytki, smętny i zwyczajnie nie na poziomie. Oglądałam wiele produkcji nawiązujących do mitologii i ze smutkiem musze stwierdzić, że im starsze tym lepsze. Przy nowej technologii chciałoby się wreszcie zobaczyć coś wykonanego efektownie i z sensem, ale o to drugie jest naprawdę ciężko. Powiedzenie, iż film jest przewidywalny wydać się może pozbawione sensu gdyż, jeśli znamy mitologię to i tak znamy zakończenie 😉 jednakże jest on przewidywalny w sensie kolejnych scen czy nawet dialogów. A to po parunastu minutach sprawia, że zwyczajnie chce nam się spać. Sam Worthington nie popisał się aktorstwem utrzymując ten sam wyraz twarzy przez cały film. To samo musze ze smutkiem powiedzieć o Ralph’ie Fiennes’ie i Liam’ie Neeson’ie których osobiście lubię i no cóż, najwyraźniej tak miała ich ekspresja wyglądać. Generalnie wieczór nie był stracony, bo razem z moim misiem pośmialiśmy się z kilku nie nadających się do zacytowania tutaj komentarzy 😉 Jak dodać do tego bardzo przyjemnie spędzony czas podczas naciśniętej pauzy, można by wręcz uznąć iż humor mieliśmy bardzo dobry 😉 Nasyciliśmy również oko udanymi efektami przy pojawianiu się Hadesa i postacią Meduzy. Postać Krakena zwyczajnie mnie rozbawiła i nie obraź się kochanie, ale ja już wolałam żeby były same macki 😉 Poza tym nie ma w tej produkcji zupełnie nic, czym mogłabym zachęcić do sięgnięcia po nią. Paradoksalnie niektóre odcinki serialowego Herkulesa były o wiele bardziej wciągające. Wniosek – nie oglądajcie, zwyczajnie nie warto.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 04/03/2011 w + Obejrzane, - Fantasy, - Przygodowy

 

Tagi: ,

How to Train Your Dragon (2010)

Powód: Pierwotnie miałam ochotę na usłyszenie głosu Gerarda Butlera jednakże w ostateczności obejrzałam wersje z lektorem by mój zmęczony po pracy mężczyzna nie musiał męczyć sobie oczu napisami 😉
Opis: Jak świat światem czarna owca w stadzie zawsze się znajdzie. Czkawka, syn walecznego wodza wikingów zupełnie nie przypomina swojego ojca. Żyjąc na wyspie, na której chlebem powszednim jest walka ze smokami, wypadałoby przynajmniej wykazać umiejętności gwarantujące przetrwanie. Jednakże Czkawka pomijając całą jego niezdarność jest po prostu inny. Choć bardzo stara się sprostać oczekiwaniom ojca i całego plemienia, kiedy staje oko w oko ze smokiem odkrywa, iż jego młodzieńcze aspiracje podążały w zgoła niewłaściwym kierunku…
Diagnoza: Ponoć trzeba całej wioski by wychować dziecko. W tej bajce potrzeba jednego dziecka by okiełznać smoka. Niby prosta bajka o równie prostym przesłani a jednak ma w sobie to coś, dla czego warto poświęcić jej czas. Męczące staje się tak zwane „podłapywanie” pomysłów przez twórców bajek. Kiedy spodobał się humor ze Shreka wszystkie bajki musiały mieć humor z podziałem na widzów dorosłych i ich potomstwo. Niby pomysł szczytny jednakże odgrzewany kilka razy kotlet nie smakuje już tak samo. Dlatego też kopiowane przez twórców bajek pomysły zaczynały powoli działać na nerwy. Bajeczki te różniły się, co najwyżej rasą zwierzątek i umiejscowaniem w czasie i przestrzeni. How to train your dragon jest inne i to sprawiło, że wystawiłam mu dość wysoką jak na moje standardy ocenę. Humor nie jest na siłę a przesłanie, choć szablonowe, pokazane jest w zgoła inny sposób niż do tej pory. Do tego nie da się ukryć, iż sama postać smoka oczarowuje i aż chciałoby się mieć takiego w domu 😉 Na największy plus w moich oczach zasługuje brutalna realność relacji między bohaterami (np. ojciec vs. syn) czy też sama końcówka. Jednym słowem – polecam. Film jak najbardziej nadający się dla naszych najmłodszych, ale i dorosły widz nie będzie się nudził.

 
 

Tagi: ,

Timeline (2003)

Powód: Gerard Butler oczywiście 😉
Opis: Film na postawię powieści Michaela Crichtona o tym samym tytule. Czwórka studentów historii i archeologii pracujących dla swojego promotora profesora Edwarda Johnstona zostaje uwikłana w sprawy tajemniczej korporacji ITC. Po zniknięciu profesora stają się idealnymi kandydatami na stanowisko ekipy ratunkowej. Idealnymi gdyż profesor został przetransportowany do czternastowiecznej Francji, okresu, nad którym pracowała jego grupa badawcza. Przy pomocy urządzenia skonstruowanego przez ową organizacje, syn v oraz grupa jego przyjaciół decydują się udać w ślad za profesorem. Okazuje się to jednak trudniejsze niż sądzili. Fantastyczna przygoda zamienia się w koszmar, kiedy okazuje się, iż jest to dokładnie ta noc, której Anglicy zdobyli Francuską twierdze mordując wszystkich na swojej drodze.
Diagnoza: Nie spodziewałam się po tym filmie zbyt wiele a jednak mnie zaskoczył. Tyle, że niekoniecznie do siebie przekonał 😉 Niby wszystko fajnie, interesujący temat, dobra obsada, wartka akcja, ale.. Czegoś zwyczajnie brakuje. Przede wszystkim nie spodobała mi się „dokumentalność” w kręceniu. Za dużo osób mówi na raz, przez co nie odczuwa się, iż jest to film a ponad wszystko ciężko jest się skupić na poszczególnych osobach. Do tego odniosłam nieprzyjemne wrażenie, iż nie było w tym filmie żadnej muzyki. Zapewne była, ale zwyczajnie nie wpadła mi w ucho nie wspominając już o zapadnięciu w pamięć. Do tego aktorzy nieszczególnie się popisali. Główna postać, Chris Johnston (Paul Walker) jest kompletnie płaska. Nie wybija się ponad resztę i bez urazy dla aktora, ale jest zwyczajnie bezpłciowy. André Marek (Gerard Butler) to jest tu chyba najbardziej wyrazisty, ale też się szczególnie umiejętnościami aktorskimi nie popisuje. Prywatne przemyślenia nasunęły mi wizję, iż Gerard spieszący na ratunek białogłowy to całkiem ciekawy widok ;D ale jest to całkowicie prywatna myśl, którą raczej trudno uznać za plus dla filmu 😉 Sam pomysł brzmi naprawdę intrygująco i jest to kolejna książka na mojej liście „Do wyszukania w bibliotece albo taniej książce”. Realizacja jednak pozostawia wiele do życzenia. Pomijając już to, co napisałam powyżej dochodzi jeszcze brak napięcia. Jakoś tak niespecjalnie czułam się zainteresowana rozwojem akcji i w większości przewidziałam jej przebieg. Można to zwalić na fakt, iż sporo filmów w życiu obejrzałam, ale i też scenariusz niczym szczególnym się nie wyróżnia. Rola Michaela Sheena jak zwykle zasługuje na oklaski, bo od momentu, w którym się pojawia przynajmniej można się nacieszyć jako takim aktorstwem 😉 Nie wiem, na czym polega największy błąd tego filmu i ciężko jest mi określić, co można by zmienić by był dobry, bo jest tego zwyczajnie za dużo. Nie jest zbyt poważny ani zbyt infantylny i obejrzeć można (choć głównie przez sympatie do aktorów) jednak można było się bardziej postarać i zrobić z tego coś naprawce dobrego. Pozostaje mi jedynie zapoznać się z wersją książkową a wtedy będę mogła ocenić całokształt 😉 Tak czy siak polecam jedynie jako zapychacz na wieczór. Z przemyśleń prywatnych, nie pogardziłabym André oj nie pogardziła 😀

 
4 komentarze

Opublikował/a w dniu 22/08/2010 w + Obejrzane, - Przygodowy, - Sci-Fi

 

Tagi: ,

Back to Gaya (2004)

Powód: Sądziłam, że to nowa ekranizacja bajki, którą oglądałam w dzieciństwie. Pomyliłam się 😉
Diagnoza: W magicznej krainie Gaya mieszkańcy organizują coroczny wyścig. Nagrodą ma być pocałunek księżniczki która, co tu dużo mówić, nie jest szczególnie zainteresowana. Choć faworytem jest Zino, wielki bohater, który podołałby wszystkiemu. Księżniczka Alanta planuje wystartować w przebraniu chłopca (a jakże) chcąc udowodnić, że dziewczyna też coś potrafi. Choć Zino wspomaga jest przyjaciel Boo (genialny wynalazca), poza pokonaniem księżniczki czeka ich nierówna walka z podłymi Snarkami, którzy chcą także zaistnieć w magicznej krainie. Lecz to dopiero początek ich przygód. Cała ta grupa w nieoczekiwanych okolicznościach staje przed poważnym zadaniem odzyskania Dalamitu (magicznego kamienia ważnego dla ich świata) i uratowania swojej krainy. W tym celu przenoszą się do świata olbrzymów.. do świata ludzi. Mamy tu przykład standardowego przerostu formy nad treścią. Owszem, graficy stanęli na wysokości zadania i szata graficzna tej bajki prezentuje się naprawdę dobrze. Ale na tym koniec. Nie jest to bajka w stylu tych, na których rodzic oglądający ją z dzieckiem będzie się dobrze bawił. Jest zwyczajnie zbyt banalna, co każe mi sądzić, iż kierowano ją do bardzo małych dzieci. Smuci mnie przekonania, że obecnie dziecko nie potrzebuje żadnej treści, że wystarczy, iż bajka będzie ładna graficznie, dynamiczna i kolorowa. Być może sporo dzieci przedstawia takie podejście, ale wątpię by wszystkie tak myślały. Poza tym spójrzmy na inne produkcje ostatnich lat. One mają treść. Być może nie jakąś super rozbudowaną i może zbyt mocno naszpikowaną morałami, ale ogląda się je z przyjemnością niezależnie od wieku. Ta bajka zapewne spodoba się dziecku, które nie skupia swojej uwagi na treści, lecz na obrazie. Owszem jest kolorowo, dynamicznie, ba nawet momentami pouczająco. Jednak czegoś tu cały czas brakuje. Jest zbyt banalnie, zbyt tradycyjnie. Wszystko zapewne zależy od wieku i punktu widzenia. Jeśli macie dziecko na tyle małe by interesowały je ładne stworki na ekranie, które są dla siebie miłe i robią same dobre rzeczy, to bajka spodoba mu się na bank. Choć w tym wypadku ostrzegam, że dzieją się tu też rzeczy straszne (dla tego przedziału wiekowego) typu; zamykanie w klatkach, próba przejęcia władzy nad światem.. więc miejcie kontrole nad pilotem.
Plus: Grafika i wyłącznie grafika. Jakkolwiek dubbing nie był jakoś strasznie męczący to ciężko powiedzieć żeby był akurat plusem. Nie odnalazłam w tej historyjce żadnych smaczków, które pomogłyby w polecaniu jej. Ot zwykły zlepek podstawowych banałów wykorzystywanych w milionach innych bajek. Można, ale niekoniecznie.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 20/07/2010 w + Obejrzane, - Animacja, - Fantasy, - Przygodowy

 

Tagi: ,

Casanova (2005)

Powód: Heath Ledger.
Diagnoza: Najsłynniejszy kochanek świata już zawsze będzie nam się kojarzył z rozpustą i wolnością seksualną. Jednak, co by było gdyby i ten zatwardziały uwodziciel zapałał uczuciem do kobiety, która, oczywiście, odrzuciła jego względy? Casanova nie jest majętny, nie ma też najlepszej reputacji. Do tego inkwizycja uznała za zdrowy punkt honoru pozbycie się go z Wenecji. Najlepiej poprzez powieszenie. Dlatego też Casanova musi jak najszybciej poślubić jakąś pannę, najlepiej o nieposzlakowanej opinii. Wybiera niewinną Victorię jednakże ta gości już w sercu Giovanniego, który jest zbyt nieśmiały by jej to wyznać, ale na tyle głupi by pojedynkować się o nią. Jednakże zamiast niego do walki staje jego siostra Francesca, kobieta wyzwolona można by rzec feministka 😉 Nie trudno domyślić się, co jest będzie dalej i choć nie tak wyglądała historia Casanovy, jestem w stanie przymknąć na to oko gdyż ubawiłam się setnie 😉 Z początku obawiałam się jakiejś obsceniczności. Wszak film traktuje o seksoholiku ;P Szybko jednak przekonałam się, że jest to bardziej komedia romantyczna, bądź, jak kto woli kostiumowo-przygodowy. Rewelacyjna obsada.. Mało kiedy zdarza mi się znać każdego z głównych aktorów. Do tego lekki i przyjemny klimat, nic na siłę, nic głupawego – jest idealnie 🙂 Oczywiście nie należy tego filmu traktować z wielką powagą. Nie jest to jakaś wiekopomna produkcja. Zwykły sympatyczny filmik na wieczór we dwoje np. Polecam, bo dawno nie widziałam już tak sympatycznej produkcji 🙂
Plus: Po pierwsze i najważniejsze musze zaznaczyć, że gdyby Casanova wyglądał tak jak Heath Ledger prezentuje się w tej roli, wcale nie dziwiłabym się tym wszystkim kobietom 😉 Pamiętam jak zobaczyłam Heath’a pierwszy raz w 10 Things I Hate About You i pomyślałam „kiedyś będzie z niego ciacho” 😉 Nie jestem do końca pewna, na czym polega jego fenomen, pomijając oczywiście bardzo dobre aktorstwo (i nie, nie mówię tego tylko dlatego że zmarł). Miał w sobie charyzmę i jakiś taki młodzieńczy, zadziorny urok. Dlatego też w roli Casanovy spisuje się wyśmienicie. Do tego dodajmy resztę obsady: Sienna Miller jak zawsze piękną 🙂 Trochę dziwnie było mi oglądać ją jako siostrę Charliego po Stardust ;D (kto widział ten zrozumie :p). Charlie Cox być może nie jest on wielkim aktorem, ale ma w sobie urok 🙂 I ‚starzy’ wyjadacze jak: Jeremy Irons, Lena Olin, Oliver Platt czy Tim McInnerny 😀 Smaczku dodaje Natalie Dormer w wersji blond 😉 ta dziewczyna ma coś szatańskiego w oczach :p

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 18/06/2010 w + Obejrzane, - Kostiumowy, - Przygodowy

 

Tagi:

King Arthur (2004)

Powód: Paradoksalnie – nadrabianie filmów z Keirą Knightley.
Diagnoza: V wiek naszej ery, siedmiu zasłużonych rycerzy Okrągłego Stołu pod dowództwem Artura, wraca po 15 latach z misji zleconych przez Rzym. Choć obiecano im wolność, Rzym nie dotrzymuje obietnicy. Wymusza na nich ostateczną misję, eskortowanie pewnej Rzymskiej rodziny z terenu zagrożonego najazdem Saksonów. Jest to misja samobójcza jednakże nie mają oni wyboru. Choć Artur powoli zaczyna dostrzegać, że Rzym nie jest już tym, za co myślał, że walczy, dopiero ocalona przez niego Ginewra z plemiona Piktów walczących zarówno z Saksonami jak i z Rzymem o własną ziemię, otwiera mu oczy na rzeczywistości i proponuje sojusz przeciw Saksonom. Przyznaje, że lubię tego rodzaju filmy nie tylko ze względu na poruszane tematy historyczne (co w tym przypadku jest jedynie gdybaniem a nie autentyczną historią). Lubię filmy kostiumowe, lubię klimat średniowieczny przeniesiony na ekrany współczesnego kina. Śmieszą mnie trochę te błyszczące i gładkie zbroje, miecze, pozbawione skaz oblicza i czyściutkie ubranka. Nie mogę jednak zaprzeczyć temu, że efekty używane w tego rodzaju produkcjach, zwykle zapierają dech w piersiach. Nauczyłam się już podchodzić do tego rodzaju produkcji na zasadzie – fikcja. Dlatego też nie przyglądam się temu czy strzemiona były już wynalezione w tamtych latach czy też nie. Traktuje kino jak rozrywkę a nie lekcje historii. Oczywiście rozumiem ludzie, którzy się o to bulwersują tłumacząc, że jakiś głąb to obejrzy i będzie przekonany, że właśnie tak było, ale bądźmy poważni.. Głąby były, są i będą. A filmy doskonałe po prostu nie istnieją. Przejdźmy jednak do Artura. Fakt, raziło mnie ciutkę to, co się działo na ekranie. Było tam sporo błędów zarówno, jeśli idzie o historie jak i zupełnie logicznych (Ginewra z połamanymi palcami szyła z łuku niczym Legolas ;p). Przymknijmy jednak na to na chwilę oko i podelektujmy się samą historyjką. Nie jest ona być może górnolotna, można by nawet powiedzieć, że jest dość prosta. Ale czasem za prostotą kryje się przyjemne kino. Jakkolwiek film ten nie wniósł do mojego życia zupełnie niczego, miło spędziłam czas przed ekranem i nie żałuje tych dwóch godzin 😉
Plus: Clive Owen oczarowuje jako Artur. Chwali się reżyserowi to, że nie wybrał jakiegoś chłystka tylko mężczyznę, po którym widać, że mógłby być dowódcą. Miłym akcentem był dla mnie Ray Stevenson. Po jego roli w Rzymie (moja ulubiona postać), za każdym razem, kiedy go widzę mam ochotę go uściskać niczym starego znajomego xD Choć Keira jest tu zjawiskowo płaska jak deska musze przyznać, że sceny walki były dość efektowne 😉 To wymalowanie na niebiesko nasunęło mi myśl o Avatarze no ale nie ważne ;D Ogólnie fajny filmek 🙂

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 17/06/2010 w + Obejrzane, - Kostiumowy, - Przygodowy

 

Tagi: ,