RSS

Archiwum kategorii: * Przeczytane

Neil Gaiman – M is for Magic

Opis: Zbiór opowiadań pana Gaimana, teoretycznie o tematyce dla dzieci.
Diagnoza:
Sprawa dwudziestu czterech kosów
Pierwsze opowiadanie i od razu oklaski. Humpty Dumpty, Tomcio Paluch, Robin Hood, Królowa Kier… wszyscy zaplątani w intrygę. Prześmiewcze, dowcipne z tak zwanym wykopem 😉 Uśmiałam się serdecznie, choć żałuje, że opowiadanie to jest tak krótkie 😦 Polecam do autobusu w drodze do pracy/szkoły/miasta 😉 Niewątpliwie 5/5 🙂

Trollowy most
To opowiadanie jest już o wiele cięższe i uważam, że nie powinno znaleźć się w zbiorze dostępnym dla dzieci. Jest zbyt dojrzałe i wydaje mi się, że również zbyt straszne jak dla młodego czytelnika. Jeśli zaś podejść do tego jako dorosły to rewelacja. Cały Gaiman, nic dodać nic ująć. Ciarki po plecach przechodzą na myśl, jakie wizje ten człowiek ma w swojej inteligentnej głowie 😉 Również 5/5.

Nie pytaj diabła
Na myśl o tym opowiadaniu dostaje gęsiej skórki. Jest to chyba jedna z najlepszych krótkich opowiadań Gaimana. Jakkolwiek obawiam się, iż teraz będę z pewną obawą oglądać jakiekolwiek drewniane pudełka xD to musze powiedzieć, że 5 w ocenie to stanowczo za mało. Nie mogę napisać za dużo, bo to tylko dwie kartki a treści zdradzać nie chce. Dlatego też gorąco zachęcam do przeczytania samemu, najlepiej w nocy – efekt murowany 😉 6/5.

Jak sprzedać Most Pontyjski
Nic specjalnego. Zaczynam od ostrych słów gdyż nawet przez moment nie porwało mnie to opowiadanie i niespecjalnie mam ochotę czytać je ponownie. Do tego uważam, że kompletnie nie nadaje się akurat do tego zbioru opowiadań, który, podkreślam, znalazłam na półce dla dzieci. Być może tkwi w nim ukryta głębia, ale mnie ona nie wciągnęła. Marne 2/5 choć z ciężkim sercem.

Październik w fotelu
Kolejne opowiadanie nie dla dzieci, ale w przeciwieństwie do poprzedniego bardzo dobre. Wciągnęło mnie już w tomiku „Rzeczy ulotne”, ale miło było odświeżyć sobie wspomnienia. Lekko straszne i smutne, ale to właśnie mroczny Gaiman, jakiego lubię. Bez nudzenia i same konkrety 😉 Nie zmieniam zdania, co do mojej poprzedniej oceny 5/5.

Rycerskość
No cóż, jeśli uznać, że jest to odpowiadanie dla dzieci to wyłącznie dla tych inteligentnych. Nie jest straszne ani mroczne, ale ma w sobie coś, co czuje przemówi silniej do starszego czytelnika. Osobiście czuje się urzeczona. Zarówno stylem jak i samym pomysłem, co już specjalnie mnie nie dziwie w przypadku tego autora 😉 Solidne 5/5, tak podoba mi się ten tomik 😉

Cena
To opowiadanie jest przerażające i smutne. Bardzo w stylu Gaimana i nie wiem czy będąc młodsza chciałabym się z nim zapoznawać. Można mieć po nim koszmary 😉 Co nie zmienia faktu, iż pomysły tego człowieka nigdy nie przestaną mnie zadziwiać. Jego wewnętrzne zamiłowanie do grozy urzeka i wręcz hipnotyzuje. Aż trudno uwierzyć, że taka osoba śpi w nocy spokojnie.. Choć może nie śpi, nie wiem 😉 Kolejne 5/5, robie się za mało krytyczna 😉

Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach
Nie spodobało mi się za pierwszym podejściem i niewiele zyskało za drugim. Jakkolwiek uśmiechnęłam się kilka razy, przyznaje, nie jest to jedno z lepszych opowiadań tego autora. Kryje w sobie coś kompletnie nie zrozumiałego jak dla mnie. Czytają je w „Rzeczach ulotnych” odniosłam wrażenie, że czegoś mu brakuje, choć teraz nie jestem do końca pewna, czego.. Niestety 3/5.

Ptak słońca
Jest to dobre i solidne opowiadanie. Napisane dla córki pana Gaimana, czego możemy się dowiedzieć w „Rzeczach ulotnych„. Choć czytało mi się je przyjemnie i pomysł też był przedni to jakoś mnie mimo wszystko nie porwało. Nie było tego wielkiego zachwytu jak w przypadku najwyżej przeze mnie ocenianych opowiadań. I co więcej nie zapadło mi jakoś szczególnie w pamięć. Jakkolwiek wciąż uważam, że to wyjątkowo piękny prezent, sama chciałabym taki dostać 😉 4/5

Nagrobek dla wiedźmy
Jest to jedynie kawałek wyjęty z „Księgi cmentarnej”, która jak pisałam już wcześniej jest bezsprzecznie niesamowita. Sam kawałek jako taki być może nie oddaje w pełni całego obrazu książki jednak przedstawia jeden z jego najciekawszych wątków. Do tego scena w sklepie jest jedną z najstraszniejszych, w moim przekonaniu. Nie chcąc popsuć treści powiem tylko, że 5/5. Choć i tak polecam przeczytanie całej książki 😉

Instrukcja
Przy recenzji „Rzeczy Ulotnych” ten wiersz dostał ode mnie 4/5 tym razem jednak podniosę mu ocenę. Głównie, dlatego że po przeczytaniu już praktycznie wszystkich książek pana Gaimana dostrzegam w nim skrytą głębie i oczarowuje silniej niż za pierwszym podejściem. Do tego idealnie pasuje na ostatnią pozycje w tym tomiku. Mam nadzieje moja nie ostatnia (choć w tej chwili tak :p) 5/5 dla pana Gaimana 🙂

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 28/08/2010 w * Przeczytane

 

Tagi: , ,

Janet Fitch – White Oleander

Opis: Ingrid, charyzmatyczna poetka nie jest matką doskonałą, jej relacje z córką Astrid są wyjątkowo skomplikowane. Córka widzi w niej doskonałość, czystość, wzór ideału. Kiedy skrzywdzona i zdradzona Ingrid zabija swojego kochanka i trafia do więzienia z werdyktem dożywocia, skazuje swoją dwunastoletnią córkę na życie w rodzinach zastępczych. Czytelnik rozpoczyna swą podróż wraz z bezbronną i nie przygotowaną na cios życia dziewczyną. W każdym z kolejnych etapów swojego nastoletniego życia Astrid zyskuje doświadczenie i dorasta ucząc się, czym jest miłość oraz szukając odpowiedzi na to, kim jest i gdzie jej miejsce. Choć za murami więzienia matka towarzyszy jej przez cały czas z biegiem lat ukazując jak wiele je dzieli, ale i łączy za razem.
Diagnoza: Kiedy zaczęłam czytać tę książkę nie byłam szczególnie zachwycona. Zapowiadała się dziwnie i ospale. Sam niezwykle artystyczny początek skutecznie mnie zniechęcił i odłożyłam ją po paru stronach. Los akurat chciał, że nudziłam się następnego dnia i sięgnęłam znów po nią doznając całkowitego pochłonięcia treścią. Jest to jedna z najlepszych książek dramatycznych, jakie czytałam w tym roku. Choć na początku wydawało mi się, iż będzie przerysowana, zbyt płaczliwa i pełna niezwykle głębokich przemyśleń, szybko zorientowałam się, iż jest wręcz odwrotnie. Książka ta nie ma lekkiego tematu i nie jest to coś, co moglibyśmy przeczytać ku rozrywce. Jest smutna i ciężkawa, jak życie. Jednakże autorka w sposób genialny opracowała przedstawienie smutku tak by nie był on przesadzony, byśmy dali mu wiarę i wciągnęli się bez reszty w losy młodej Astrid. Chęć na ekranizacje chodziła za mną od paru lat, ale cieszę się, że zaczęłam od książki. Styl autorki, niesamowicie żywe postaci, pomysł i przemyślenia zasługują na długie i głośne oklaski. Miewałam w rękach różne dramaty, niektóre nudziły inne załamywały zbyt silnie. Ten, pomimo iż porusza nieprzyjemne kwestie, nie działa na nas źle i to duży plus. Historia nie jest przytłaczająca tylko zwyczajnie smutna. To znaczy, iż autorka odnalazła złoty środek pisząc książkę idealną. Jakkolwiek teraz nabrałam jeszcze większej ochoty na ekranizacje to bez wątpienia nie dorówna pierwowzorowi. Każdemu, kto widział film polecam przeczytanie tej książki gdyż pochłania się ją z zaskakującą lekkością. Obserwowanie upadków i wzlotów Astrid przez cały czas nie pozbawia nas nadzieje na dobry koniec. Autorka ukazuje życie wyzbyte złudzeń, oferujące nam wiele, ale i też odbierające i niesprawiedliwe. Książka niezwykle emocjonalna, głęboka i dojrzała. Życie w walizkach – genialny pomysł, chciałabym zobaczyć coś takiego w muzeum. Byłby to jedyny przykład sztuki współczesnej wart mojej uwagi.
Ocena: 5/5
Ekranizacja: 2002 – White Oleander

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 28/08/2010 w * Przeczytane

 

Tagi: , ,

Gail Carson Levine – Ella Enchanted

Opis: W dzień swych narodzin Ella otrzymuje dar posłuszeństwa od wróżki Lucindy. Dar ten w przekonaniu wróżki jest tym, o czym każdy mógłby marzyć jednakże Ella ma nieco odmienne zdanie. Każdy rozkaz bądź nakaz skierowany do dziewczyny staje się dla niej nie do obejścia. Ella jednakże jest dziewczynką upartą i nie poddaje się łatwo naginając przymus tak długo jak to tylko możliwe. Nie umie jednak całkiem uniknąć efektu czaru, przez co niezależnie od tego, kto lub, czego zażąda, prędzej czy później musi to zrobić. Dziewczyna nie pragnie niczego bardziej niż pozbycia się tej klątwy. Kiedy umiera jej ukochana matka a ona sama zostaje wysłana do szkoły dobrego wychowania, wykorzystujące „dar” dziewczęta skutecznie popychają ją ku ostateczności. Ella wyrusza w podróż mając nadzieje na spotkanie wróżki Lucindy i namówienie jej by zdjęła z niej czar. A na jej drodze pojawiają się ogry, elfy i przystojny książe.
Diagnoza: Przyznam, że posiadam ekranizacje tej książki (lubię Anne Hathaway), ale jakoś nie miałam nastroju na obejrzenie jej. Teraz na pewno nadrobię, choć słyszałam, że nie jest zbyt dojrzała. Książka ta jest typowo dziewczęca, wręcz reklamowana jako „tylko dla dziewcząt” i z tym się zgodzę. Co do całości – podobało mi się. Pomysł naprawdę dobry i do tego przemyślany. Sam świat stworzony przez autorkę może zauroczyć. Jakkolwiek jestem już ciut za stara na to by zauroczył i mnie to nie wątpię, iż z dziesięć lat temu byłabym tą książką zafascynowana. Posiada wszystko to, co dobra literatura dziewczęca posiadać powinna. Istnieje tylko małe, ale, tak, ja zawsze wynajdę jakieś, ale 😉 Nie podoba mi się styl, jakim jest napisana. Przy tym całym dopracowaniu najdrobniejszych detali do perfekcji, zadziwia i to mocno, styl iście prostacki. Być może autorka wychodziła z założenia, że pisze do młodych dziewcząt a ta na ogół nie wymagają zbyt wiele od czytadła. Ja jednak postawiłabym poprzeczkę w połowie drogi tak by nie raziło prostotą i nie nudziło wyniosłością. To jedyny brak tej książki, który starszemu czytelnikowi boleśnie rzuca się w oczy. Jednakże jestem w wielkim podziwie dla wyobraźni autorki, która stworzyła kobiece fantasy, odmieniając historię kopciuszka tak, że wreszcie staje się ciekawa a nie infantylna 😉 Przez styl ciężko mi było polubić którąkolwiek z postaci, ale nie umiem zaprzeczyć temu, iż byłam ciekawa, co się stanie aż po ostatnią kartkę. Zaznaczam, iż jest to literatura dla dziewcząt i to młodych. Nie należy oczekiwać niczego ponad to. Odkurzona bajka w realiach fantasy, które ostatnimi czasy zrobiły się modne dla mas. Wolałam czasy, kiedy to byłam dziwakiem z nosem w książce Andrzeja Sapkowskiego, ale cóż, czasy się zmieniają. Książka ta to dobry prezent dla młodszej siostry, chrześnicy bądź bratanicy 😉 Dorosłym polecam wyłącznie jako rozrywkę przy lekkiej lekturze.
Ocena: 4,5/5
Ekranizacja: 2004 – Ella Enchanted

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 28/08/2010 w * Przeczytane

 

Tagi: , ,

C. S. Lewis – The Lion, the Witch, and the Wardrobe

Opis: Trwa II wojna światowa. Rodzeństwo Łucja, Zuzanna, Piotr i Edmund opuszcza Londyn udając się do domu pewnego profesora, na wsi. Kiedy najmłodsza z nich Zuzanna odkrywa tajemnicze przejście w szafie nikt ze starszych nie chce jej uwierzyć. Dziewczynka będąc tam trafia do świata pogrążonego w wiecznej zimie i spotyka fauna, który wyjaśnia jej, iż znajduje się w Narnii. Niegdyś była to piękna kraina, lecz od jakiegoś czasu panuje tam zła czarownica. Edmund chcąc zażartować z siostry przypadkiem trafia w to samo miejsce, wprost w ręce czarownicy. Będąc pod działaniem jej magicznego uroku obiecuje sprowadzić resztę swojego rodzeństwa. Przepowiednia wszak mówi, że gdy dwaj synowie Adama i dwie córki Ewy zasiądą na tronie Narnii, zapanuje pokój i skończy się zima.
Diagnoza: Nie lubię czuć się zawiedziona. Tak samo miałam w przypadku Alicji w Krainie Czarów i tak samo poczułam się będąc berbeciem i widząc moją mamę jak podkłada prezenty pod choinkę (dzień, w którym dowiedziałam się, że Mikołaj nie istnieje ;P). Jako dzieci jesteśmy karmieni pewnymi drobnymi kłamstewkami, które później nieszczególnie dobrze na nas działają, kiedy wyda się, iż nie była to prawda. To samo ma się do bajek. Rośnie w nas opinia, iż coś jest przepiękną bajką a kiedy przeczytamy ją po latach okazuje się, że wcale nie jest taka wspaniała jak nam mówiono. Narnie czytało mi któreś z rodziców a później widziałam ją w formie telewizyjnej (tej z 1988 :p). Pamiętam, że byłam zafascynowana tą bajką i samym pomysłem, który znacznie wpłynął i na moje literackie przebłyski. Kiedy buduje się w około czegoś legendę i uważa za ideał, nagły policzek wymierzony w nasze przekonanie może być wyjątkowo bolesny. Choć wciąż uważam, iż sama historia jest świetna i każdy powinien ją przeczytać (najlepiej w dzieciństwie) to żałuje, że uznałam za dobry pomysł sięgać po nią teraz. Wszystko jest napisane w dziwnym pośpiechu, pozbawione szczegółów, które lubią dzieci (i nie tylko). Historia toczy się z górki z prędkością, która nie pozwala nam się niczym podelektować. Za mało treści, za mało skupiania uwagi czytelnika. Tak ot opowiastka do podusi żeby nasza pociecha miała magiczne sny. Nie wiem jak to się ma do reszty części, słyszałam, że z nimi jest już lepiej, ale na tej mocno się zawiodłam. Biorąc pod uwagę ile dzieci wychowało się na tej książce i jak wielki wpływ miała ta jedna opowieść na literaturę i nie tylko, wydawałoby się, iż będzie doskonała. No i nie jest.. Tak, to jedyny minus, jaki w niej odnajduje. Reszta zasługuje wyłącznie na oklaski. Oczywiście znam przeciwników tej serii i aspektów religijnych w niej zawartych, ale cóż, każdemu dogodzić się nie da. Fakt, jest to książka o religijnym przesłaniu, ale nie zauważyłam by było to przesłanie złe. Do tego fakt, iż opowieść ta uosabia marzenia każdego dziecka (znaleźć się w magicznym świecie pełnym magicznych stworzeń), przemawia za mocnym plusem. Nie mogłam się jednak powstrzymać przed obniżeniem oceny i każdy może to potraktować jako mój osobisty foch, ale cóż.. lubię delektować się historią, jaką przedstawia książka a tu zwyczajnie nie miałam takiej możliwości. Jeśli patrzeć na to jako literaturę dla dzieci to jest bezsprzecznie świetna i zupełnie niczego jej nie brakuje. Polecam ją w miejsce paranoicznej Alicji. Tu przynajmniej dziecko może się czegoś nauczyć a i przy okazji świetnie się bawić w Narnii, do której czasem wielu z nas chciałoby móc uciec…
Ocena: 4/5
Ekranizacja: 1) 1979 – The Lion, the Witch and the Wardrobe [animowany – TV] 2) 1988 – The Lion, the Witch, & the Wardrobe [TV] 3) 2005 – The Chronicles of Narnia: The Lion, the Witch and the Wardrobe

 
3 komentarze

Opublikował/a w dniu 25/08/2010 w * Przeczytane

 

Tagi: , , , ,

Lemony Snicket – A Series of Unfortunate Events #11 The Grim Grotto

Opis: Wioletka, Klaus i Słoneczko znów w komplecie, trafiają na pokład łodzi podwodnej należącej do WZS. Kapitan Widdershins przybliża im nieznacznie historię rozłamu, jaki nastał w tej grupie i informuje, że teraz najważniejszym zadaniem dla wolontariuszy jest odnalezienie cukiernicy z tajnym przesłaniem, zanim zrobi to Hrabia Olaf. Kapitan Widdershins wyznając zasadę, „Kto się waha – ten zgubiony”, nie ma czasu na czcze pogaduszki i odpowiedzi na męczące dzieci pytania. Dlatego też posłusznie udają się wraz z nim do pewnej groty, w której powinna być cukiernica. Pasierbica kapitana Fiona będąc zafascynowana nauką o grzybach, informuje ich w porę, iż grota ta jest ostatnim siedliskiem pewnego niezwykle niebezpiecznego grzyba, który dusi rozrastając się w przełyku. Nie ma jednak czasu na wahanie, wszak muszą odzyskać cukiernice. Przez to jedno z rodzeństwa zostanie zaatakowane przez śmiercionośnego grzyba a po powrocie na pokład statku czeka ich wszystkich przykra niespodzianka pod postacią nikogo innego, ale samego Hrabiego Olafa oraz niezwykłe pojednanie rodzinne…
Diagnoza: I po raz kolejny jest nieco zbyt poważnie, choć tym razem nie tak drastycznie jak w przypadku poprzedniego tomu. Tu mamy już nieco bardziej rozbudowane uczucie tym razem o wiele silniej skomplikowane 😉 Do tego dramatyzm sytuacji z zatruciem grzybem i ciągle napięcie, z jakim czyta się ten tom, nadają mu plusów. Przyznam, że poczułam się już nieco zmęczona tym ciągłym oczekiwaniem pewnych rozwiązań i cieszę się, że zostały mi tylko dwa tomy do końca, (które nie wiadomo, kiedy przeczytam gdyż nie ma ich w bibliotece ;p). Brutalność staje się coraz to bardziej przytłaczająca i nie wiem, być może to za sprawą mojego nastroju, ale nie odczuwałam już aż takiej radości z tego, że mogę przeczytać, co dalej, jak przy poprzednich tomach. Wcześniej było momentami zabawnie, autor w dowcipny sposób kpił z wielu rzeczy. Teraz nie ma na to czasu. Akcja toczy się szybko i dramatycznie. Wszystko stało się tak poważne, że zatarło granice pomiędzy literaturą dziecięcą a młodzieżową. To niezbyt udany zabieg i szczerze wprowadza w stan konsternacji. Bo nie wiadomo czy traktować książkę poważnie czy też lekko jak poprzednio – wszak była dla dzieci. Tylko i wyłącznie, dlatego poczułam się lekko zmęczona serią. Być może gdybym była dzieckiem czuła bym się zafascynowana tym, że autor traktuje mnie poważnie i skończył z żartami na rzecz dramatyzmu opowieści. Cóż, cieszę się, że pomimo tego wszystkie seria nie straciła tego wciągającego tematu i zaskakujących zwrotów akcji. Autor wciąż podrzuca nam elementy układanki, które, miejmy nadzieje prowadzą do czegoś konkretnego 😉
Ocena: 4/5
Ekranizacja: –

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 25/08/2010 w * Przeczytane

 

Tagi: , , , ,

Lemony Snicket – A Series of Unfortunate Events #10 The Slippery Slope

Opis: Po porwaniu Słoneczka i wysłaniu reszty rodzeństwa Baudelaire na pewną śmierć, Hrabia Olaf wraz ze swą przerażającą trupą udaje się na szczyt Gór Grozy, aby odnaleźć główną kwaterę WZS i, jak łatwo się domyślić, zniszczyć ją i to, co tam zastanie. Wioletka i Klaus korzystając ze swoich umiejętności cudem ratują się nie spadając w przepaść. Niestety ich los wcale nie zapowiada się różowo. Uciekając przed atakiem komarów śnieżnych odnajdują schronienie w grocie, ale ta jest już zajęta przez Śnieżnych Skautów. Do tego wśród nich wiedzie prym nie, kto inny, ale sama Karmelita Plujko. Kiedy tajemniczy zamaskowany skaut daje im do zrozumienia, iż zna ich sekret, decydują się zaufać mu i wraz z nim przebywają trudną drogę górskim tunelem aż do kwatery WZS. Jednakże to, co tam zastają mogłoby popsuć humor nawet największemu optymiście.
Diagnoza: Kiedy zaczęłam czytać ten tom nie miałam najlepszego humoru. Dlatego też w pierwszym odruchu sądziłam, iż nie podoba mi się to, co widzę, bo zwyczajnie nie mam nastroju na lekką literaturę. Odłożyłam książkę na dzień jednakże po powrocie do tej historii niewiele się zmieniło w mojej ocenie. Autor wyraźnie przeszedł w ton powagi i momentami rozmowy między Klausem i Wioletką są całkowicie wyzbyte wcześniejszego humoru i lekkości. Czyta się to jak po grudzie. Brakuje tych dowcipnych komentarzy autora. Brak jakiegoś, lepika który wciągnąłby nas w to wszystko. Owszem wciąż byłam ciekawa, co się wydarzy i nie chodzi o to, że książka ta jest napisana źle. Zwyczajnie nie spodobała mi się powaga, z jaką autor nagle podszedł do tematu. Rozumiem płynne przejście takie, jakie nastąpiło w Harrym Potterze (z racji tego, iż sam bohater był starszy a i czytelnicy zdążyli z nim dorosnąć) jednakże tutaj stało się to za szybko. Nagle zawisła nad głowami ciężka mgła, przy której ciężko dostrzec to, co w książce dobre. Niemalże jakbym czytała zupełnie inną książkę. Ale poza tą drastyczną zmianą nastroju historia wciąż jest bardzo dobra. Podziwiam to jak autor systematycznie wyjaśnia jedną rzecz po to by powstała kolejna niewiadoma. Podziwiam też to, że zmienia stopnie zagrożenia i nadaje dzieciom coraz to większego doświadczenia (co wydaje się logiczne po takich przejściach). Być może mój odbiór wynikał z przyzwyczajenia.. Dlatego nie odejmuje dużo punktów w ocenie, bo nie uważam tego za ujmę dla książki. Zwyczajnie wydało mi się, iż zmiana nastała trochę za szybko. Na plus zasługuje wprowadzenie wątku rodzącego się powoli uczucia. Do tego autorowi zdarza się wyjawiać pewne sekrety pomiędzy słowami i trzeba wyjątkowo uważnie czytać by je wyłapać.
Ocena: 4/5
Ekranizacja: –

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 25/08/2010 w * Przeczytane

 

Tagi: , , , ,

Truman Capote – Breakfast at Tiffany’s

Opis: Historia opowiada o młodej amerykance Holly Golightly wiodącej pełne imprez i szaleństwa, wystawne życie w Nowym Jorku. Swoją oryginalnością i urokiem podbija serce każdego napotkanego mężczyzny jednakże jej celem jest mąż milioner a sama określa siebie jako „w podróży”. Kiedy poznaje początkującego pisarza wydaje się pałać do niego szczególną sympatią, wszak nazywa go Fred bo przypomina jej ukochanego brata. Znajomość ta jest burzliwa, ale krótka. Choć dla niego staje się niemalże ikoną jej świat jest zamkniętym miejsce, do którego dostęp ma wyłącznie ona.
Diagnoza: Kiedy zobaczyłam dramatycznie niewielkie gabaryty tej książeczki czułam, iż ekranizacja będzie lepsza i nie pomyliłam się. Jakkolwiek ciężko jest mówić, iż film był lepszy od książki, wszak to książka jest tu pierwowzorem, w tym przypadku musze powiedzieć, że tak po prostu jest. Czy dzieje się tak za sprawą sławy tego filmu, czy też obsady a może po prostu umiejętności reżysera? Ciężko jest mi powiedzieć. Książka jest czymś w rodzaju opowiadania, krótkiego i pozbawionego tego, co mamy możliwość zobaczyć w filmie. Ekranizacja zmienia też nieco przebieg akcji, przez co cała historia nabiera lepszego kształtu. Pomijając jednak to porównanie książka jest wciąż bardzo dobra. Jeśli by nie mieć ekranizacji to zapewne zyskałaby więcej w moich oczach. Zaznaczę jednak, iż książkowa Holly jest nieco inna, młodsza bardziej zwariowana i prostolinijna. Wizerunek Holly wystrojonej i marzącej o śniadaniu u Tiffanyego mamy wryty w głowach poprzez rewelacyjną kreację Audrey Hepburn a to co prezentuje książka bardziej skłania się ku wioskowej pannie, która skacze z kwiatka na kwiatek bez specjalnie głębokich przesłań ukrytych w jej naturze. Czytając tą książkę (a zajęło mi to zaledwie godzinę) odniosłam wrażenie jakby autor gdzieś się spieszył. Pozbawia nas opisów, które tak wiele wniosłyby do treści. Chociaż może właśnie o to chodziło. Może ten minimalizm miał nas skoncentrować na historii, która nie ukrywajmy głęboka szczególnie nie jest. Przyznaje jednak, iż zarówno styl jak i sam pomysł są naprawdę dobre i warto sięgnąć po tą pozycje ot chociażby po to by przeczytać coś na poziomie. Pośpiech, jaki da się wyczuć podczas czytania nieco popsuł mi zabawę i podejrzewam, że nawet, jeśli nie widziałabym ekranizacji to wciąż czegoś by mi tu brakowało. Z jednej strony nie przepadam za rozwlekłymi opisami i wiem, iż mężczyźni, w większości nie skupiają się na emocjonalnych opisach i na ogół jestem im za to wdzięczna. Tu jednak zabrakło mi czegoś, co sprawiłoby, że polubiłabym którąkolwiek z postaci. Zwyczajnie nie było na to czasu. Jeśli miałabym traktować to jako opowiadanie to nie brak mu niczego. Jest historyjka, rozwinięcie i zakończenie takie a nie inne. To przez rozdmuchanie filmowej wersji na piedestał wielkiego kina człowiek miał nieco większe oczekiwania i zostały one przyciśnięte przez smutną rzeczywistość. Mimo to polecam zarówno tym, którzy oglądali jak i tym, co nie widzieli. Czyta się szybko i lekko a sama historia zasługuje na uwagę ot chociażby ze względu na swoją oryginalność.
Ocena: 4/5
Ekranizacja: 1961 – Breakfast at Tiffany’s

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 22/08/2010 w * Przeczytane

 

Tagi: , ,